Po raz pierwszy od 2002 roku w ME nie występuje Polska. Tytułu, zdobytego przed dwoma laty w Krakowie, bronią Niemcy. Finał 28 stycznia w Zagrzebiu.

Od razu na początku turnieju doszło do pojedynku finalistów ubiegłorocznych mistrzostw świata. Norwegowie, srebrni medaliści, długo utrzymywali co najmniej dwubramkową przewagę nad rywalem, z którym przed dwoma laty podczas ME w Polsce wygrali. "Trójkolorowi", którzy w czempionacie Starego Kontynentu trzykrotnie zwyciężyli (2006, 2010, 2014) i raz sięgnęli po brąz, doprowadzili do wyrównania i przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę dopiero w końcówce. Francja ma też w dorobku m.in dwa złote medale olimpijskie (2008, 2012) i sześć tytułów mistrza globu.

Chorwaci, uznawani przez fachowców za największych - obok Francuzów - faworytów turnieju, potwierdzili klasę i dość zdecydowanie rozprawili się z Serbami (32:22), którzy wraz z Białorusinami przyczynili się w eliminacjach do odpadnięcia biało-czerwonych.

Lepiej powiodło się Białorusinom, którzy w meczu otwarcia zwyciężyli Austriaków 27:26 (14:12).

Szwedzi, którzy mają na koncie najwięcej triumfów w ME - cztery, słabo zaprezentowali się w pierwszej połowie meczu z Islandią. Przegrali ją 8:15 i na odrobienie strat zabrakło im czasu.

W turnieju finałowym bierze udział 16 drużyn podzielonych na cztery grupy, które grają w Splicie, Porecu, Varazdinie i Zagrzebiu. Do następnej fazy awansują po trzy najlepsze z zachowaniem punktów z pierwszej rundy. Tu grupy będą sześciozespołowe, a do półfinałów awansują po dwie ekipy.

Przed dwoma laty organizatorem ME była Polska. W finale Niemcy wygrały z Hiszpanią 24:17, a w meczu o brązowy medal Chorwacja pokonała Norwegię 31:24.

Wyniki piątkowych spotkań:

grupa A (Split)
Szwecja - Islandia 24:26 (8:15)
Chorwacja - Serbia 32:22 (14:9)

grupa B (Porec)
Białoruś - Austria 27:26 (14:12)
Francja - Norwegia 32:31 (15:17)