- To jest zespół zbudowany dwa lata temu, teraz kontynuujemy pracę, którą rozpoczął trener Ferdinando de Giorgi. W tym czasie ze składu odszedł Dawid Konarski, a przyszedł Maurice Torres i to wszystko – powiedział sternik Zaksy.

Latem zmienił się jednak trener, de Giorgiego, który przejął reprezentację Polski, zastąpił jego rodak – Andrea Gardini. Zdaniem Świderskiego, ta wymuszona roszada wyszła drużynie na dobre.

- Tak naprawdę trener Gardini kontynuuje myśl szkoleniową "Fefe". Obaj na pewno się różnią. De Giorgi to bardzo charyzmatyczny człowiek i bardzo, bardzo wymagający, zarówno na boisku, jak i poza nim. Trener Gardini spuścił trochę tego powietrza, które napompował jego poprzednik, dał chłopakom więcej luzu. Widać, że zawodnicy nabrali nieco więcej świeżości. To jednak nie oznacza, że drużyna mniej trenuje. Pracują nawet bardziej intensywnie. Nie we wszystkich meczach gramy rewelacyjnie, ale nie da się zawsze grać na sto procent. Ważne, że wygrywamy – ocenił.

Świderski zdaje sobie sprawę, że da się wyczuć oczekiwanie na potknięcie lidera, ale to w żaden sposób nie tworzy to dodatkowej presji.

- Nie podchodzimy do tego w ten sposób. Oczywiście wszyscy na nas patrzą i teraz jak przegramy jedno spotkanie, to będzie wielka sensacja kolejki, albo nawet całej rundy. Zdajemy sobie sprawę, że ta porażka kiedyś nadejdzie, bo nie było zespołu, który wygrałby wszystkie mecze. Nawet Zenitowi Kazań przytrafiły się ostatnio dwie porażki – spokojnie tłumaczył.

Kędzierzynianie w lidze po raz ostatni przegrali w poprzednim sezonie, jeszcze w rundzie zasadniczej – z Asseco Resovią Rzeszów. Potem w play off-ach Zaksa w czterech meczach straciła zaledwie jednego seta.

- Po porażce z Resovią, wszyscy mówili, że jesteśmy trochę przytłumieni, brakuje nam świeżości. A ta porażka dała nam takiego dodatkowego "kopa". Trener de Giorgi tak przygotował zawodników, że tydzień później na boisko wyszła zupełnie inna drużyna – wspomniał Świderski.

Prezes Zaksy nie ukrywa, że ten sezon jest niezwykle wyczerpujący dla jego zespołu. Mistrzowie kraju grają na kilku frontach i zawodnicy nie mają czasu na odpoczynek.

- Myślę, że po grudniu nic nas nie zabije. To był szalony miesiąc, graliśmy naszą ligę, Ligę Mistrzów i klubowe mistrzostwa świata. Tych meczów było mnóstwo, święta na hali, krótko przed sylwestrem mieliśmy trudny mecz ze Skrą Bełchatów. To był ciężki okres, teraz już powinno być z górki – ocenił.

Styczeń dla siatkarzy Zaksy nie jest jednak spokojniejszym miesiącem. Przed zespołem jeszcze dwa trudne spotkania w lidze (z Jastrzębskim Węglem i Asseco Resovią), dwa pojedynki w Lidze Mistrzów oraz turniej finałowy Pucharu Polski. Świderski przyznał, że zawodnicy mają prawo być zmęczeni.

- Nie ma takiego zawodnika, który takie natężenie by wytrzymał. Do tego dochodzą dalekie podróże, taką mieliśmy do Izmiru. To nie jest tak, że wychodzimy na boisko, wygrywamy i tylko się wyłącznie cieszymy. Pewnych rzeczy kibice nie widzą, a zawodnicy to wszystko czują w nogach. Ważne jest by głowa mogła odpocząć, to wtedy te nogi szybciej się regenerują – podsumował były reprezentant Polski.