„Z Finlandii? Koszykarz? Biały?” – takie były pierwsze, kibicowskie komentarze, kiedy w minionym roku Chicago Bulls pozbyli się sprawdzonego w Meczach Gwiazd Jimmy'ego Butlera, pozyskując w wymianie z Minnesotą Timberwolves 20-letniego Markkanena. Fin miał za sobą zaledwie jeden sezon uniwersyteckiego basketu w Arizonie, więc były poważne wątpliwości czy da sobie radę w znacznie szybszej, nieporównywalnie bardziej fizycznej, grze na parkietach National Basketball Association. Po prawie trzech miesiącach od zawodowego debiutu wiadomo, że nawet najwięksi optymiści nie przypuszczali, że będzie tak dobrze.

Markkanen nie był typowym pierwszoroczniakiem od pierwszego dnia treningów w Chicago. Nie tylko dlatego, że nie miał problemów z trafianiem „za trzy” z odległości większej niż w lidze uniwersyteckiej – tutaj przydała  się 20-latkowi gra w reprezentacji Finlandii, gdzie odległości są bardziej zbliżone do tych w NBA. Największym zaskoczeniem, zarówno dla kolegów z zespołu, jak samego trenera Bulls, Freda Hoiberga był fakt, jak błyskawicznie Lauri znalazł wspólny język z kolegami. I nie chodzi tutaj o umiejętność władania angielskim, ale coś znacznie ważniejszego, czego nie można się nauczyć – instynkt na parkiecie.

Nikt tego oficjalnie w Bulls nie przyzna, ale Markkanen zaskoczył wszechstronnością nawet człowieka tak zaprawionego w ocenie talentów jak wiceprezedent ds. sportowych były gracz mistrzowskiej drużyny Byków - John Paxson. To, że Markkanen ma rzut ułożony jak z podręcznika, że potrzebuje ułamka sekundy, żeby znaleźć pozycję strzelecką (najtrudniejsza rzecz w NBA), Paxson wiedział. Tego, że z taką samą łatwością atakuje kosz rywala w pojedynkach 1 na 1, czy, że  potrafi już teraz grać tyłem do kosza, nikt nie planował. To znaczy planował, ale po 2-3 latach, a nie miesiącach gry w najtrudniejszej lidze świata.

Lauri Markkanen zaczął bić rekordy ligi bardzo szybko. W trzecim meczu w barwach Bulls – i to przeciwko Cleveland Cavaliers, na wyjeździe - miał już na koncie dziesięć trafionych rzutów za trzy punkty czyli rekord NBA. To się jeszcze nie udało żadnemu pierwszoroczniakowi. LeBron James nie był zaskoczony. „Bardzo, bardzo pewny siebie chłopak. Oglądałem go w akcji parę razy, kiedy jeszcze grał w Arizonie. Potrafi, naprawdę potrafi rzucać, a będzie coraz lepszy” – mówił James. Podobną opinię miał inny z wielkich basketu – Dwayne Wade. „Wystarczyło na niego raz popatrzeć, żeby wiedzieć, że (Laurie) wie, o co chodzi. Nie ma znaczenia, że jest młody. Jest agresywny (na parkiecie), rozumie, że się od niego wymaga zdobywania punktów” – dodał Wade.

Dwa miesiące później, pochwał jest jeszcze więcej. Kiedy zaraz po debiucie w Bulls zaczęły się porównania Fina do niemieckiej gwiazdy NBA, Dirka Nowitzkiego, Markkanen od razu kończył dyskusję bo wie, że taki talent jak Dirk zdarza się raz na generację. „Ja się tylko próbuję od niego uczyć. To porządny facet” – mówił Markkanen. To, że się jest z Europy, ma się 213 centymetrów wzrostu i się wie, jak trafiać za trzy punkty, z nikogo nie zrobi od razu Nowitzkiego, ale Dirk przyznaje, że jest fanem Fina. „Parę razy ze sobą tekstowaliśmy podczas draftu, życzyłem mu jak najlepiej. Mógł grać u nas (Dallas Mavericks), ale cieszę się, że tak dobrze idzie mu w Chicago. To dla sportu fantastyczne miasto. Mam nadzieję, że się tam rozwinie i będzie miał fanastyczną karierę” – mówił Nowitzki po meczu z Bulls.

Dwudziestolatek z Vantaa właśnie wyrównał rekord Dirka w liczbie trafionych rzutów za trzy punkty (osiem przeciwko New York Knicks) dla koszykarza powyżej 7 stóp wzrostu. W 39 meczach w barwach  Chicago Bulls, zalicza przeciętnie 15,4 pkt oraz 7,6 zbiórek. Nikt z pierwszoroczniaków 2017 NBA Draft się do statystyk czy tego, co Markkanen już teraz potrafi robić na parkiecie nawet nie zbliża, choć Lauri trafił do Bulls dopiero jako siódmy gracz draftu. „Z Vantaa, Finlandia....!”