O sprawie jako pierwsza napisała w poniedziałek brytyjska gazeta "Daily Mail". Według relacji jej dziennikarza, w piątek Djokovic, który jest przewodniczącym rady zawodników ATP, miał poprosić o opuszczenie sali osoby postronne i w obecności wszystkich graczy światowej czołówki wygłosić długą przemową o możliwości stworzenia unii zawodników. Towarzyszyć mu miał australijski prawnik. W prasie pojawiły się też informacje, że w dużej mierze spotkanie dotyczyło wzrostu premii finansowych oraz pomysłu ewentualnego bojkotu, jeśli żądania tenisistów nie zostaną spełnione. Zwrócić miał uwagę na sytuację graczy spoza czołowej "100" rankingu i tych, którzy szybko kończą występ w turniejach.

 

Serb na pomeczowej konferencji prasowej potwierdził tylko, że spotkanie miało miejsce. Zapewnił, że wieści dotyczące rozmów o zawiązaniu unii i potencjalnym bojkocie są wyolbrzymione i w dużym stopniu nieprawdziwe. Zaprzeczył też, by w spotkaniu brał udział prawnik. Nie chciał jednak podać, na jakie tematy rozmawiano.

 

"Z tego co widzę, to pokazaliście mnie jako kogoś, kto jest bardzo chciwy, domaga się więcej pieniędzy i chce bojkotu. A prawda jest taka, że my - zawodnicy - chcieliśmy porozmawiać po prostu o pewnych sprawach. Nie mamy zbyt wielu okazji w roku ku temu, by być w jednym miejscu w takim gronie. Nie sądzę, by było w tym cokolwiek niewłaściwego. Mówicie o unii, o bojkocie, o podejmowaniu radykalnych decyzji... byśmy dostali finansowe wynagrodzenie, na jakie zasłużyliśmy. Nie było jednak rozmów o tym" - przekonywał były lider światowej listy.

 

Większość graczy w Melbourne nie chciała wypowiadać się na temat piątkowego spotkania. Kevin Anderson, który jest wiceprzewodniczącym rady zawodników ATP przyznał, że pojawił się wówczas temat zarobków. Niemiec Alexander Zverev z kolei zdradził tylko, że większość czasu upłynęła na przemowie Djokovica, a reszta zawodników tylko słuchała.

 

"Nie mam na razie zdania na ten temat. Sprawa została poruszona po raz pierwszy" - zaznaczył.

 

Pula nagród tegorocznej edycji Australian Open wynosi 55 mln dol. australijskich. Triumfatorzy singlowych zmagań dostaną czeki na 4 mln, a zawodnicy, którzy odpadli w pierwszej rundzie, zarobili 60 tys. Sześć lat temu, gdy przewodniczącym rady zawodników ATP był Szwajcar Roger Federer, czołowi tenisiści domagali się znaczącego zwiększenia premii w imprezach wielkoszlemowych i ich wniosek został przyjęty.