- Kiedy ugryzłem Chielliniego niemal natychmiast uświadomiłem sobie co zrobiłem. Mniej więcej dziesięć minut później zdobyliśmy bramkę, ale ja w ogóle nie cieszyłem się z innymi, ponieważ cały czas myślałem o tym co się stało. Po meczu eksplodowałem płaczem, bo starała się o mnie Barcelona (…) - mówi Luis Suarez, który przy okazji zbliżających się mistrzostw świata wraca pamięcią do dwóch wcześniejszych imprez w RPA oraz Brazylii, w których brał udział i z pewnością zapisał się w pamięci kibiców.
 
„W debiucie... wyleciałem z boiska”
 
- Mój debiut w reprezentacji Urugwaju U-20 zanotowałem w lutym 2007 roku w meczu przeciwko Kolumbii – wspomina Suarez, który w tym samym meczu... wyleciał z boiska za zgromadzenie dwóch żółtych kartek. - Grałem wtedy w Groningen i radziłem sobie bardzo dobrze, strzelałem wiele bramek, stąd powołanie do reprezentacji młodzieżowej. Pamiętam, że przed pierwszym meczem jedyna koszulka, która była do wzięcia była z numerem „10”, ale powiedziano mi, żebym jej nie brał, bo przynosi pecha. Później okazało się faktycznie, że coś jest w niej pechowego, bowiem dostałem czerwoną kartkę i wyleciałem z boiska, ale cały mecz wygraliśmy jednak 3:1. Prawda jest taka, że było to dla mnie bardzo dobre doświadczenie, powiedziałbym, że idealny debiut. Potem nadszedł czas na młodzieżowe mistrzostwa świata do lat 20. Nie wiedziałem czy trener weźmie mnie na ten turniej, a może zostanę powołany na Copa America. Ostatecznie pojechałem na mundial. We wrześniu zaczęły się eliminacje do mistrzostw świata i od tamtej pory grałem już zawsze w dorosłej reprezentacji – wspomina.
 
Mundial 2010 i ręka, która zbawiła Urugwaj
 
Po 2007 roku nadszedł czas na 2010 rok, a więc pierwszy w karierze mundial dla Suareza. - Byliśmy niespodzianką turnieju. W ćwierćfinale trafiliśmy na Ghanę i było wówczas wiadomo, że albo my albo oni urosną do miana niespodzianki mistrzostw. Pokonaliśmy ich po rzutach karnych. To było spektakularne przeżycie dla Urugwaju. Mieliśmy wtedy w drużynie Diego Forlana, który był naszą największą gwiazdą, a także gwiazdą mundialu. W grupie zaczęliśmy od wyniku 0:0 z Francją, a później pokonaliśmy RPA 3:0. W ostatnim meczu wygraliśmy po mojej bramce z Meksykiem. Kolejne dwie bramki zdobyłem w 1/8 finału przeciwko Korei Południowej, z którą wygraliśmy 2:1. W ćwierćfinale okazaliśmy się lepsi od Ghany, a potem graliśmy półfinał z Holandią. Wiem, że teraz łatwo się mówi, ale gdybym wystąpił w tym meczu wspólnie z Diego Lugano, który wtedy był w znakomitej formie oraz z Jorge Fucile, nominowanym później do najlepszego lewoskrzydłowego mistrzostw, to prawdopodobnie wynik byłby inny. Holandia miała trochę szczęścia. My zagraliśmy świetny mecz, ale przegraliśmy 2:3. Bez osłabień być może zagralibyśmy w finale, a w nim kto wie? - zastanawia się.
 
Suarez nie zagrał z reprezentacją Oranje, bowiem w ćwierćfinale z Ghaną został ukarany czerwoną kartką za wybicie piłki ręką z linii pola bramkowego, aby uniknąć utraty gola. - Po tym zagraniu miałem mieszane odczucia. Byłem smutny i przygnębiony, że zostałem wyrzucony z boiska, ale bez tego dotknięcia przegralibyśmy mecz. Po trzydziestu sekundach zdałem sobie sprawę, że opłacało się. Zaryzykowałem w sytuacji, w której zostałem oskarżony o nieuczciwość, ale to nie moja wina, że zawodnik z Ghany nie wykorzystał rzutu karnego. To nie było tak, że kogoś kopnąłem i cieszyłem się z tego. Cieszyłem się z tego, że podjąłem ryzyko, które się opłaciło. Pamiętam, że cieszyłem się niesamowicie, a mój kolega z zespołu, Juan Castillo, omal nie zemdlał na ławce rezerwowych (śmiech). Obaj później oglądaliśmy serię rzutów karnych w szatni. Obserwowanie tego stamtąd było bardzo bolesne. Byłem wtedy razem z magazynierem. Kiedy Abreu  zdobył bramkę, wszyscy krzyknęliśmy „dobrze, dobrze”, ale później zobaczyliśmy, że cała drużyna świętuje. Nie zdaliśmy sobie sprawy, że wygraliśmy. Wybiegliśmy razem na boisko, aby wspólnie celebrować awans. To było niesamowite. To jeden z najlepszych momentów jakie przeżyłem z reprezentacją – przyznaje.
 
Triumf w Copa America
 
W 2011 roku nadszedł czas na Copa America, który padł łupem Urugwaju, natomiast Suarez został nominowany najlepszym piłkarzem turnieju, strzelając dwa gole w półfinale przeciwko Peru, a także bramkę w finale wygranym 3:0 z Paragwajem. - Myślę, że zwycięstwo w ćwierćfinale z Argentyną było przełomowe. Dla nich to był wielki cios, ponieważ grali u siebie. Uważam, że zasłużyliśmy na zwycięstwo. W trakcie tego turnieju nie mieliśmy praktycznie żadnego kryzysu i szczerze mówiąc, kiedy pokonaliśmy w półfinale Peru, to powiedzieliśmy sobie, że jesteśmy w dobrej pozycji. Paragwaj awansował do finału po 120 minutach gry w półfinale i fizycznie byli wykończeni. To była nasza przewaga. Turniej był niezapomniany. Zostałem nominowany najlepszym zawodnikiem turnieju, a także byłem prawie najlepszym strzelcem, bowiem zdobyłem jedną bramkę mniej od Peruwiańczyka Guerrero – wspomina.
 
Kontuzja przed mundialem w Brazylii
 
Po Copa America kolejny wielki turniej dla Suareza miał miejsce w 2014 roku, czyli mistrzostwa świata w Brazylii, gdzie Urugwajczyk wybierał się jako król strzelców kwalifikacji z jedenastoma bramkami na koncie, a także z tytułem najlepszego zawodnika Premier League. Występ na mundialu stał pod znakiem zapytania, bowiem Suarez tuż przed imprezą nabawił się kontuzji. - To był ostatni mecz sezonu w Premier League, Liverpool-Newcastle. Byliśmy w grze o tytuł mistrzowski i w pewnym momencie zderzyłem się z obrońcą. Po spotkaniu udałem się na tygodniowe wakacje. Byłem w Barcelonie, a następnie wróciłem do Urugwaju na zgrupowanie. Czułem się dobrze. W drugim dniu poczułem ból w kolanie. Doktor powiedział mi, że to efekt starcia w ostatnim meczu ligowym. Do mundialu pozostało wówczas mniej więcej miesiąc czasu i prawda jest taka, że miałem wątpliwości czy poddać się zabiegowi chirurgicznemu, który wyeliminowałby mnie z turnieju – zdradza.
 
- Na szczęście pozostałem optymistą. Miałem wsparcie mojej rodziny oraz lekarza, który powiedział mi „Nie martw się, wyleczę cię”. Wątpliwości co do mojej dyspozycji miał trener, który wiedział, że jeżeli mnie powoła, to będę gotowy do gry najwcześniej w trzecim meczu. To była trudna decyzja. Pracowałem bardzo ciężko, aby zdążyć. Pamiętam, że w pierwszym spotkaniu usiadłem na ławce, ale sam postanowiłem udać się na rozgrzewkę, ponieważ chciałem wejść na murawę, chociaż trener nie brał tego pod uwagę. Byłem bardzo zły, bowiem poświęciłem się, aby być gotowy na ten mecz przeciwko Kostaryce, który ostatecznie przegraliśmy. Następnie było spotkanie z Anglią. Dziennikarze brytyjscy liczyli, że nie zagram, ja natomiast wystąpiłem i zdobyłem dwa gole. To był jeden z najbardziej emocjonujących momentów jaki doświadczyłem w karierze reprezentacyjnej. Nie dlatego, że grałem akurat z Anglikami, ale dlatego, że wróciłem po kontuzji i byłem wdzięczny mojemu lekarzowi. Pierwszą bramkę zadedykowałem właśnie jemu. Nie wiele osób o tym wiedziało, ale cierpiał wtedy na nowotwór. Pół roku później zmarł. Miałem z nim świetny kontakt. Bez niego nie wystąpiłbym na mistrzostwach – mówi El Pistolero.
 
„Szczęki 3”
 
Ostatni mecz w fazie grupowej Urugwaj grał z Włochami. Suarez wsławił się w tym meczu ugryzieniem Chielliniego. - Kiedy ugryzłem Chielliniego niemal natychmiast uświadomiłem sobie co zrobiłem. Mniej więcej dziesięć minut później zdobyliśmy bramkę, ale ja w ogóle nie cieszyłem się z innymi, ponieważ cały czas myślałem o tym co się stało. Zakwalifikowaliśmy się dalej i podziękowaliśmy kibicom za wsparcie. Wszyscy świętowali, ponieważ pokonaliśmy dwie wielkie drużny europejskie. Ja w tym czasie poszedłem do szatni spotkać się z moją żoną i dziećmi. Zadałem sobie pytanie „Co ja zrobiłem?” i od początku nie chciałem tego zaakceptować. To był dla mnie bardzo, bardzo bolesny moment, dla drużyny także. To coś co uderza cię i rani. Oprócz mistrzostw świata zdałem sobie sprawę, że być może spaliłem swoje marzenie o przejściu do Barcelony, z którą zacząłem rozmawiać podczas turnieju w Brazylii. Kilka dni później prezydent klubu powiedział mi jednak, żebym spał spokojnie, ponieważ Barca nadal chce mnie pozyskać. W tym momencie nie boję się powiedzieć, że płakałem, bowiem mimo okoliczności, które się wydarzyły oni zaufali mi i zaakceptowali ten incydent. Zawsze będę im za to wdzięczny – podkreśla Suarez, któremu wcześniejsze „incydenty” z ugryzieniem przytrafiły się jeszcze w barwach Ajaksu, a także w koszulce Liverpoolu.
 
Mundial 2018. Jaki będzie?
 
Suarez podsumowuje swoje wspomnienia poprzez zapowiedź kolejnych mistrzostw. - Faworytem jest Urugwaj (śmiech). Nie brakuje mocnych drużyn, więc będzie bardzo ciężko. Jest obrońca tytułu – Niemcy, zespół, który gra na niesamowitym poziomie – Hiszpania. Do tego Francja, Brazylia. Dodatkowo zawsze jest jakaś niespodzianka turnieju, na którą trzeba uważać. Ja wspólnie z Cavanim jesteśmy wyznacznikiem siły Urugwaju. Myślę, że mogę zapewnić kibiców, aby mogli mieć oczekiwania wobec nas. Z Edinsonem zrobimy wszystko, aby zajść z drużyną jak najdalej. Trener Tabarez to prawdziwa ikona, wzór. Zrobił tyle dobrego dla reprezentacji. Zawodnicy bardzo go szanują, podobnie jak wszyscy Urugwajczycy. Dlatego też zawsze u nas jest dobra atmosfera, nawet wtedy kiedy przeżywamy trudne chwile. Nigdy nikogo nie oskarżył ani nie skrytykował. Z tego powodu to najlepszy trener z jakim miałem okazję współpracować, przy którym dojrzałem i zmieniłem się jako zawodnik, a także jako człowiek. W 2014 roku zrezygnował z przyjęcia nagrody dla najlepszego trenera roku FIFA po tym jak zostałem przez nich potraktowany. To osoba, której zawsze będę wdzięczny – mówi Suarez.
 
Kolejny mundial z udziałem Urugwaju oraz Luisa Suareza już za kilka miesięcy. Czy 31-latek znowu zapisze się w historii? Oby tylko pod względem sportowym...