Argentyna rajdowców przywitała 40-stopniowym upałem. Uczestnicy wystartowali z Salty i najpierw mieli do pokonania 424 km dojazdówki, a następnie 373 km odcinka specjalnego. Jego druga część wymagała perfekcyjnej nawigacji i czujności podczas przekraczania licznych rzek.

Przygoński razem z pilotem Tomem Colsulem w tych warunkach radzili sobie bardzo dobrze i do mety dotarli na szóstej pozycji. Tę samą lokatę zajmują w klasyfikacji generalnej, a niezmiennie prowadzi Hiszpan Carlos Sainz.

- Argentyna to zupełnie odmienna pogoda i inny teren, niż jeszcze dwa dni temu. Odcinek był bardzo wymagający fizycznie i nawigacyjnie. Na szczęście Tom bardzo dobrze nawigował i nie mieliśmy żadnych problemów, z czego się cieszę, bo wielu zawodników się pogubiło. Najbardziej odczuliśmy 200 km wydm z kępami traw. Czuliśmy się jak w pralce, a Tom nie mógł utrzymać notatek – powiedział Przygoński.

Zmiana lidera nastąpiła w kategorii motocykli. Prowadzący dotychczas Francuz Adrien Van Beveren na trzy kilometry przed metą uległ ciężkiemu wypadkowi i musiał się wycofać. Według wstępnej diagnozy złamał prawy obojczyk, doznał również urazu klatki piersiowej i grzbietu. Nowym liderem został zwycięzca odcinka Austriak Matthias Walkner. Najlepszy z Polaków, Maciej Giemza zajął 27. miejsce, a w klasyfikacji generalnej przesunął się z 32. na 29.

"Druga część odcinka specjalnego była chyba najcięższa i najbardziej niebezpieczna w całym tegorocznym rajdzie. Trasa wiodła wyschniętą rzeką, gdzie były mało widoczne kamienie. Na jednym z nich zaliczyłem upadek, po którym włączyłem tzw. tryb bezpiecznej jazdy, aby dojechać w całości do mety. Wiem, że inni nie mieli tyle szczęścia co ja, a ci którzy dojechali są poobijani i zmęczeni. Poczułem czym jest prawdziwy Dakar" – podkreślił Giemza.

W kategorii quadów zdecydowanie prowadzi Chilijczyk Ignacio Casale, który nad resztą stawki ma ponad sto minut przewagi przewagi. Kamil Wiśniewski zajmuje 14. miejsce.