Po srogiej porażce z Quantum Bellator Fire graczom Virtus.pro o lepszy bilans przyszło zawalczyć z fnatic. Podobny - pod względem losowania - scenariusz spotkał zespół znad Wisły na PGL Majorze w Krakowie. Wówczas Polacy zainaugurowali turniej zwycięstwem z Vega Squadron, ogrywając dzień później legendarnych Szwedów. Tym razem jednak „Złota piątka” napisała historię zgoła odmienną. Najpierw to debiutanci ze wschodu zabawili się z ekipą Filipa ‘NEO’ Kubskiego, a chwilę później fnatic nie dało biało-czerwonym najmniejszych szans na nawiązanie choćby kontaktu.

Skandynawowie zdobyli dwie pistoletówki, regularnie demolując ekonomię rywala. Polacy natomiast poruszali się po mapie bardzo niepewnie. Namalowali widzom obraz bolesnej bezradności, na którym taktyczna posucha przeplatała się z brakami strzeleckimi. Sześć rund - pięć wygranych na Inferno w defensywie, jedna w ataku - o tyle pokusili się biało-czerwoni. Łącznie na Majorze spółka Jarosława ‘pashyBicepsa’ Jarząbkowskiego uzbierała więc już… dziewięć punktów.

Virtus.pro 6:16 fnatic - Inferno

Dwie porażki na koncie w systemie szwajcarskim oznaczają jedno. Dziś Virtus.pro zagra o życie. I to niemal dosłownie. Jeśli Polacy ulegną Cloud9, nie tylko pożegnają się z zawodami, mając na koncie wyłącznie przegrane. Stracą też status legendy - wydawałoby się, że zarezerwowany dla nich do końca świata i jeszcze dłużej. Być może więc ELEAGUE Major w Bostonie jest ostatnim Majorem w historii „Złotej piątki”.

Konfrontację Cloud9 i Virtus.pro zaplanowano na 23:30.