Adrian Brzozowski: 224 dni wytrzymał Andrzej Kowal bez Asseco Resovii, czy Asseco Resovia bez Andrzeja Kowala?

Andrzej Kowal: Cały czas pracowałem w klubie, więc mimo, że nie brałem bezpośredniego udziału w treningach, to obserwowałem je i kontakt pośredni z zespołem miałem. To zupełnie inna praca, inne obowiązki, więc potrzebowałem czasu, żeby się zaadaptować.

Co się działo w okresie, kiedy trener był w zespole w roli dyrektora sportowego?

Nie ukrywam, że czułem zmęczenie po sześciu latach na stanowisku pierwszego trenera i kilku latach jako asystent. Nigdy nie podpisałem umowy na pracę w roli dyrektora sportowego. Stanowisko, na którym pracowałem to trener koordynator. Zajmowałem się skautingiem, tworzeniem bazy potencjalnych zawodników, którymi Resovia mogłaby się w przyszłości zainteresować. Odpowiadałem za to, żeby spotkać się z danym zawodnikiem, poznać jego historię, aby klub miał na jego temat głębszą wiedzę.

Jaka była pierwsza reakcja na pomysł powrotu na stanowisko trenera?

Tak naprawdę nie było pomysłu jakiegokolwiek powrotu. Mój sposób myślenia był taki, żeby poświęcić ten rok na przemyślenia. To była bardzo spontaniczna decyzja klubu. Mogłem się zgodzić na powrót, lub zostać na stanowisku trenera koordynatora. Po rozmowie z właścicielem zdecydowałem się wrócić. Moja umowa kończy się z dniem 31 kwietnia, a więc wraz z końcem sezonu. Jak każdy człowiek już coś planuję, muszę mieć alternatywy w życiu, bo każdy chce pracować.

Jak bardzo zmienił się Andrzej Kowal w porównaniu do trenera, którego widzieliśmy pod koniec pracy przed powrotem?

Jest spokojniejszy. Gdybym nie przeszedł tego okresu to nie byłbym w stanie wiarygodnie powiedzieć jak to wygląda. Uważam, że trener powinien pracować w cyklach. Niezależnie od wyniku sportowego powinna nastąpić zmiana. Ja wytrzymałem sześć lat. Nie czułem się wypalony, ale czułem zmęczenie i ciężko było mi zregenerować organizm. Kiedy człowiek odpocznie, to można zobaczyć wiele rzeczy z innej perspektywy. To pozwala podejmować lepsze decyzje. Spokój jest bezcenny w pracy pod dużą presją, jaką wykonujemy.

Czy Andrzej Kowal podpisuje się pod aktualnie grającą Resovią?

Postanowiliśmy odmłodzić ten zespół. W perspektywie kolejnych lat chcemy dawać szansę młodym zawodnikom, ale musi to być połączone z określonym wynikiem sportowym. Celem klubu nie jest drastyczne obniżenie poziomu. Oczekiwania kibiców są bardzo wysokie i myślę, że jesteśmy w stanie je spełnić. Naszym celem w tym sezonie jest awans do szóstki. Co się wydarzy dalej? Zobaczymy. To etap przejściowy, w którym młodzi dostają szansę gry. Michał Kędzierski, Aleksander Śliwka, Dominik Depowski czy Bartłomiej Lemański to grupa chłopaków, na których klub w przyszłości bardzo liczy. Żeby oni podnieśli swój poziom muszą dużo grać. Aktualnie Resovia nie gra jeszcze na poziomie, który sobie zaplanowałem. Praca będzie trwała do końca sezonu.

Często pojawiają się komentarze, że Asseco Resovia nie ma pierwszej szóstki. Czy założenie jest takie, żeby dopasowywać szóstkę do przeciwnika?

Poziom zespołu podnosi rywalizacja. Przylgnęliśmy do schematu "włoskiego", w którym gra się jedną szóstką. Bardzo mnie to dziwi. Jedna szóstka także może osiągnąć sukcesy, co pokazał trener Ferdinando De Giorgi z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Moje sukcesy z Resovią były oparte o szeroki skład. Kluczem jest nauczenie zawodników rywalizacji. Słyszałem wiele opinii, że jeśli nie ma pierwszej szóstki, to nie ma w drużynie pewności siebie. To totalna bzdura. Pewność buduje się na trenigu między innymi poprzez rywalizację.

Zostało trzech kandydatów do stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski. Czy to ten moment, kiedy polska siatkówka powinna postawić na polską myśl szkoleniową?

Uważam, że tak. Ten moment mógł przyjść już dużo wcześniej. Dopóki ludzie z federacji nie odważą się tego zrobić, nigdy nie poznamy wartości polskiego trenera. Zawsze będziemy wychodzić z założenia, że trener zagraniczny da nam większą pewność sukcesu, a tak nie jest. Polski trener nie jest słabszym trenerem.

Ma pan wiele sukcesów klubowych. Czy z tyłu głowy pojawia się pytanie - co więcej zrobić, żeby zostać faworytem w wyścigu na selekcjonera kadry?

Nie zastanawiałem się nad tym. Czynników, które decydują jest wiele. Sukcesy na pewno mają swoją wartość, ale liczy się również wiedza merytoryczna. Z całym szacunkiem, żaden rozsądny trener nie powie, że na mistrzostwach świata osiągniemy sukces. To by było samobójstwo. Do kwalifikacji na igrzyska olimpijskie zostały niecałe trzy lata. To moment, w którym musimy jasno określić priorytety. Jeśli dla nas priorytetem będzie każda kolejna impreza, to będzie to dużym błędem. Musimy stworzyć system i określić imprezy docelowe, na których będziemy się skupiać. Jeśli dla nas docelową imprezą będą mistrzostwa świata i wybrany trener znowu postawi na doświadczonych zawodników zamiast wprowadzić młodzież, która w perspektywie kolejnych lat osiągnie poziom predysponujący ją do walki o najwyższe cele z najlepszymi zespołami na świecie, to znowu po turnieju będziemy zaczynać od zera, a będzie już o rok później. Bardzo chciałbym, żeby Polak został trenerem reprezentacji.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.