Cezary Kowalski: W nowej Lidze Narodów jesienią zagramy z Włochami i Portugalią. Można było chyba trafić na bardziej przystępnych rywali?
 
Marek Koźmiński (wiceprezes PZPN): Ja się cieszę także z powodów osobistych. Włochy są mi bliskie. Dziś znajdują się na zakręcie, ale za pół roku z nowym prezesem i trenerem, być może kimś takim jak Carlo Ancelotti to może inaczej wyglądać.
 
Brak awansu na mundial to ich wypadek przy pracy, czy raczej efekt problemu, z którego nie będzie wcale łatwo wyjść?
 
Byłbym ostrożny z wypowiedziami typu: oni spadają, a my idziemy w górę. Owszem, Włosi grają słabiej niż dawniej, ale to wciąż jest poziom bardzo wysoki. Mają obecnie problem tak ogólnie mówiąc organizacyjno-sportowy, ale z niego można szybko wyjść. Ciekawa ta nasza grupa i uważam, że nie jesteśmy na totalnie straconej pozycji.
 
Słucham? Aż taki pan jest ostrożny?
 
Przecież nikt normalny nie powie, że jesteśmy faworytami. Gdybyśmy musieli grać z Francuzami i Niemcami byłoby krucho. Wiele będzie zależeć od tego czy nasi najważniejsi gracze będą w zdrowi i w formie. Bo niestety u nas jakość nie idzie w ilość. Mamy zawodników wysokiej klasy, ale jest ich niewielu. Nie uzbierałyby się niestety dwie w miarę zbliżone poziomem jedenastki.
 
Czyli jak ustawiłby pan kolejność w naszej grupie jeśli chodzi o potencjał? 
 
Portugalia i Włochy razem na pierwszym miejscu. A my za nimi. W rankingu FIFA tylko Portugalia jest wyżej. My jesteśmy na siódmym miejscu, a Włosi dopiero na czternastym... Patrzę na ten ranking z dumą i nie mam zamiaru go podważać, ale lepiej chyba patrzeć z chłodnym sercem, które mówi trochę inaczej. Aż tak dobrzy nie jesteśmy. Ten ranking jest robiony przy użyciu pewnej metodologii, która premiuje zespoły mające w ostatnim okresie bardzo dobre wyniki. My takie wyniki osiągaliśmy, ale popatrzmy z kim my graliśmy. Z tej najwyższej półki tylko z Niemcami i Portugalią, z którą zresztą na mistrzostwach nie daliśmy rady. Nie graliśmy z Hiszpanią, Francją, Anglią, Belgią...
 
Czyli jaka jest nasza realna pozycja obecnie?
 
W zależności od dyspozycji w danym dniu, szczęścia i innych zmiennych znajdujemy się między dziesiątym, a piętnastym miejscem. Czasem podskoczymy ciut wyżej, czasem spadniemy. Przypomnę, że przegraliśmy gładko z Danią, która jest poniżej dwudziestej pozycji. Naprawdę nie mamy w ręku żadnego realnego aktywa, aby powiedzieć: tak, na dziś jesteśmy mocniejsi niż nawet Włosi.
 
Liga Narodów w miejsce meczów towarzyskich to nowość. Przyjmie się?
 
Nigdy nie zgodzę się z tezą, że to jakaś marketingowa zapchajdziura pomiędzy mistrzostwami świata i mistrzostwami Europy. W żadnych innych rozgrywkach tak silne ekipy nie mają możliwości między sobą tak często grać. Oprócz samych mistrzostw Europy i świata, ale raczej na ich dalszym etapie. W przeciągu miesiąca zagramy dwa razy z Włochami i raz z Portugalią. Nie przypominam sobie, aby tego typu przeciwnicy, w tak krótkim czasie mierzyli się z nami. W mojej opinii to jest taki trzeci w hierarchii cykl rozgrywek. Bardzo ciekawa jest ta formuła, która jak sądzę będzie przyciągać publiczność. Najsilniejsi grają między sobą, a najsłabsi między sobą. Tego wcześniej nie było. Każdy inny pomysł to byłaby jakaś kalka, powtórka. Nie ma sensu dublować pomysłów, odgrzewać kotletów. Warto tę międzynarodową piłkę trochę przewietrzyć. To jest nowatorski pomysł, ale jednak wychodzący naprzeciw oczekiwaniom. Gdyby zapytać kibica co go interesuje najbardziej to by odpowiedział, że nasze lokalne rozgrywki, te bliskie ciału i te najlepsze. Najsłabsi będą grali w swoim towarzystwie i wreszcie będą mieli jakieś szanse się przebić, coś wygrać. To też jest dobry pomysł.
 
Mecze towarzyskie, które powoli odchodzą do lamusa, to była jakaś zakała piłki?
 
Nie mówmy jeszcze w czasie przeszłym, bo zostaną jeszcze na jesieni dwa mecze towarzyskie. One moim zdaniem nie powinny całkowicie zniknąć. To jest jednak forma treningu, sprawdzianu dla trenera, testu nowych zawodników, przećwiczenia w warunkach meczowych jakichś rozwiązań taktycznych. Były takie mecze jak świat światem i nie uda się ich zlikwidować. Nie można grać tylko i wyłącznie o punkty, cały czas o jakąś pulę do zgarnięcia, gdzie nie ma marginesu na błąd. Natomiast zbyt duża liczba takich gier przestawała być interesująca dla kibiców, dla mediów. U nas przecież już pojawiały się głosy krytyczne, kiedy podczas meczu towarzyskiego nie było Roberta Lewandowskiego. Teraz jesienią będą cztery mecze o punkty i dwa sparingi.
 
Jak trenerzy będą podchodzić do Ligi Narodów?
 
Jestem przekonany, że wszystkie ręce powędrują na pokład. Ta formuła awansów, spadków, konkretnych nagród i faktu, że na bazie tego co osiągniesz w Lidze Narodów zbierzesz plusiki, które będą rzutowały na rankingi i eliminacje do mistrzostw Europy takie poważne traktowania wymusza.