Ukrainiec w ćwierćfinale wygrał w Berlinie z Marco Huckiem, byłym mistrzem tej kategorii, a Briedis u siebie w domu, w Rydze, z Kubańczykiem Mikiem Perezem zarabiając po 800 tysięcy dolarów.Teraz czas na półfinał w którym honoraria są bardzo przyzwoite. Gwarantowana wypłata to 800 tysięcy. Za wygraną raz jeszcze taka suma. Zwycięzca zarobi więc 1,6 mln USD i awansuje do finału, gdzie stawki będą znacznie wyższe. 2 mln dolarów za udział, drugie tyle za wygraną. W sumie triumfator WBSS otrzyma 6,4 mln i w tym konkretnym przypadku kilka mistrzowskich pasów na dokładkę.


Najpierw jednak trzeba wygrać w Rydze, na terenie Briedisa, pięściarza o którym jeszcze kilka lat temu wiedzieli tylko ci, którzy oglądali turnieje Bigger’s Better. Komentowałem chyba wszystkie z udziałem Briedisa i nie ukrywam, że zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Największe gdy wygrał pierwszy taki turniej w Nikozji, a w finale pokonał Ukraińca Pawła Żurawliowa, też kickbokserem. Już wtedy byłem przekonany, że zajdzie daleko. I tak też się stało. Został pierwszym zawodowym mistrzem świata w boksie z Łotwy.


Ale choć w sobotę walczy u siebie, w starciu z Usykiem nie będzie faworytem. Ukrainiec to wyjątkowa postać, taki znacznie większy Wasyl Łomaczenko. Nic dziwnego, w kadrze Ukrainy boksu uczył go ojciec Wasyla, Anatolij. I jak widać wpoił mu dobre nawyki. W 2012 roku w Londynie Ołeksandr Usyk wywalczył olimpijskie złoto w wadze ciężkiej (91 kg) wygrywając z Arturem Bietierbijewem, Terwelem Pulewem i Clemente Russo. Rok wcześniej zdobył w Baku mistrzostwo świata (91 kg), a w 2009 roku w Liverpoolu był mistrzem Europy w wadze półciężkiej (81 kg).


Po igrzyskach w Londynie występując w World Boxing Super Series w barwach Ukraine Otamans, nie przegrał żadnej walki, podobnie zresztą jak Łomaczenko. Wysoki, silny, szybki, walczący z odwrotnej pozycji, znakomicie porusza się w ringu, właściwie umie wszystko. Jak na mańkuta świetna prawa ręka i frustrująca dla rywali defensywa. Naprawdę ciężko dobrać mu się do skóry.


Na zawodowym ringu szybko sięgnął po mistrzowski pas bijąc rekord należący do Evandera Holyfielda. Dokonał tego w dziesiątej walce wygrywając na punkty w gdańskiej Ergo Arenie z Krzysztofem „Główką” Głowackim. Teraz chce wygrać turniej WBSS, zarobić kupę forsy, zunifikować tytuły i przenieść się do najcięższej kategorii, gdzie marzy mu się zwycięski bój z Anthonym Joshuą. Brzmi nierealnie, ale jestem przekonany, że on wie o czym mówi, naprawdę jest w stanie dokonać wielkich rzeczy.


Najpierw jednak musi pokonać Briedisa, a później poczekać na wynik drugiego półfinału. 3 lutego w Soczi Rosjanin Murat Gassijew zmierzy się z Kubańczykiem Yunierem Dorticosem i tam wszystko może się zdarzyć. Ja stawiam na Gassijewa, ale nie przekreślam Kubańczyka. Jeśli jednak Usyk upora się z Briedisem, a nie będzie miał łatwo, to wygra finał bez względu na to, kto będzie jego rywalem. Po prosty jest zbyt dobry, choć nie wszystkim jego styl się podoba.