W jednym z wywiadów wyznał, że marzy mu się w przyszłości praca trenera i to reprezentacji narodowej. To, jak się zauważa, śmiała deklaracja, która pada w wyjątkowej chwili, gdy włoska drużyna nie ma selekcjonera od listopada, czyli od epokowej klęski, jaką był brak awansu na tegoroczny mundial. Tym samym on sam stracił szansę na udział w szóstych mistrzostwach świata.

Na razie Buffon przygotował przed swymi urodzinami mocną niespodziankę dla kibiców. Jubilat dał wyraźnie do zrozumienia, że wbrew wcześniejszym deklaracjom wolałby nie kończyć wkrótce kariery i chciałby jeszcze dalej postać w bramce „Juve”, jeśli oczywiście - zastrzegł - zgodzą się na to władze klubu.

Najbliższe miesiące przyniosą odpowiedź, czy jego kontrakt, wygasający z końcem sezonu, zostanie przedłużony.

W wywiadzie telewizyjnym na dwa dni przed urodzinami zadeklarował: „Zawsze byłem uważany za stały, mocny punkt mojej drużyny. Tak długo, jak tak będzie i tak długo, jak inni będą tak myśleć, można się dogadać i iść naprzód”.

„W przeciwnym razie należy się zatrzymać” - powiedział.

W rozmowie ze stacją telewizyjną Sky Sport wyjaśnił następnie: „Do czerwca, także z poczucia odpowiedzialności, jestem dalej piłkarzem i o tym należy tylko myśleć”.

„Potem spotkamy się z prezesem klubu i spokojnie zdecydujemy. Nigdy nie lubiłem robić czegoś na siłę” - dodał kapitan Juventusu.

Kilka godzin wcześniej wywiad z nim opublikował dziennik „La Repubblica” wywołując sporą burzę, zwłaszcza że na pierwszej stronie opatrzono go tytułem „Ostatnia pokusa Buffona: Juve, daj mi następny sezon”.

Zapytany, czy byłby gotów stawać w bramce na zmianę z Wojciechem Szczęsnym odparł: „Zawsze dawałem miejsce innym. Jestem zadowolony z Teka”. Tak właśnie nazwał polskiego piłkarza, który pierwszy sezon gra w Juventusie.

Ocenił Szczęsnego następująco: „To świetny bramkarz i jeśli udałoby się nam zdobyć mistrzostwo, będzie w tym wielka jego zasługa”. „Taka też będzie jego przyszłość” - zapewnił.

Na pytanie, czy odszedłby do innego klubu w razie odmowy kierownictwa obecnego odpowiedział bez wahania: „Albo Juve, albo nic”.

Zapewnił zarazem, że nie chce stać się „problemem dla nikogo”.

Pytany, czy zostanie kiedyś trenerem, zastrzegł: „Jeśli się to zdarzy, to nie będę trenerem klubu. Mam partnerkę, troje dzieci, a za sobą 28 lat codziennego życia zorganizowanego co do minuty”.

„Chciałbym mieć luksus nudy" - wyznał Gigi Buffon.

Dodał, że nie miałby nic przeciwko funkcji trenera reprezentacji, choć od razu wyjaśnił, że nie mówi, że będą to Azzurri.

Nie wiadomo, czy stanie jeszcze kiedykolwiek w bramce włoskiej reprezentacji, z której wycofanie zapowiadał we łzach przegranych kwalifikacjach na mistrzostwa świata w dwumeczu ze Szwecją. Pogrążona w kryzysie i rozpaczy drużyna ma „wolne”, podczas gdy inni przygotowują się do mundialu.

We wrześniu Włosi rozpoczną rozgrywki w ramach nowej Ligi Narodów UEFA, gdzie w grupie spotkają się z Polską i Portugalią.

Przypomina się, że postawny Toskańczyk (192 cm wzrostu), urodzony w mieście Carrara 28 stycznia 1978 roku w sportowej rodzinie, wielokrotnie udowadniał, że jest człowiekiem ze stali, którego nic nie złamie. Uchodzi za jednego z najlepszych piłkarzy wszech czasów.

Z Juventusem osiem razy zdobył mistrzostwo kraju, co jest rekordowym osiągnięciem dla bramkarza. W barwach reprezentacji kraju wystąpił 175 razy; to kolejny rekord. Drużyna, w której grał zdobyła mistrzostwo świata w 2006 roku i wiceministrzostwo Europy sześć lat później.

Buffon jest też rekordzistą w innej wyjątkowej kategorii - pozostawał niepokonany przez najdłuższy okres w meczach Serie A. W sezonie 2015/16 nikt nie zdołał strzelić do jego bramki przez 974 minuty.

Ponad 600 razy stanął w bramce w rozgrywkach ligowych.

“To najlepszy bramkarz na świecie, jeden z czterech czy pięciu, którzy pozostaną na zawsze w zbiorowej wyobraźni” - podkreślono w książce o nim, wydanej w 2008 roku.

Kibice Juventusu jako jego wielką zasługę wymieniają to, że zachował się jak prawdziwy kapitan w chwili, gdy w 2006 roku jego klub szedł na dno. Nie uciekł z niego, w przeciwieństwie do niektórych piłkarzy, gdy drużyna z Turynu została pozbawiona mistrzowskiego tytułu i zdegradowana do Serie B w rezultacie skandalu z ustawianiem meczów, w jaki zamieszany był jeden z jego menedżerów. Grał w pokorze do końca tego kryzysu, by potem powrócić do Serie A i zdobywać kolejne mistrzowskie tytuły.

Jako jeden z niewielu piłkarzy we włoskiej lidze nie zmienia klubu. W Juventusie jest od 2001 roku, dokąd przeszedł z Parmy. Transfery z klubu do klubu to głównie jego wspomnienia z dzieciństwa. Gdy miał 13 lat został zakupiony przez młodzieżówkę Parmy za sporą wówczas kwotę 15 milionów lirów.

“On potrafi zatrzymać czas. Ma się lepiej teraz niż przed kilkoma laty” - zauważył z podziwem o jubilacie jego klubowy kolega Giorgio Chiellini.

„Gigiemu brakuje tylko jednego wielkiego międzynarodowego trofeum i wszyscy wiecie o jakie chodzi”- powiedział obrońca „Juve” w rozmowie z dziennikiem „La Stampa”, odnosząc się do pucharu Ligi Mistrzów.

Starszy od niego o półrora roku dawny kolega z reprezentacji Francesco Totti, obecnie menedżer swojej macierzystej Romy, zażartował, że chciałby mu podarować wehikuł czasu. „Może zabrałby mnie ze sobą” - dodał.