30-latek z Zębu wspomniany rekord ustanowił w swojej drugiej próbie, pieczętując triumf biało-czerwonych.

- 150 m raczej nie jest w zasięgu, ale 145 na pewno można tu osiągnąć i bezpiecznie wylądować, może nawet z telemarkiem - ocenił Stoch.

Polak przyznał, że lecąc szukał wzrokiem linii oznaczającej 145 m. Choć wylądował bliżej, to i tak miał problemy przy lądowaniu, ale jak przyznał nie były one duże.

- Bywały trudniejsze skoki, nie szukając daleko choćby tydzień temu w Oberstdorfie. Lądowanie rzeczywiście było zachwiane, jednak wszystko miałem pod kontrolą. W tym sezonie oddawałem już lepsze skoki i mam nadzieję, że stać mnie na jeszcze lepsze. Nie da się jednak ukryć, że ten był jednym z lepszych tej zimy - podkreślił.

Stocha w locie ponownie zniosło nieco na prawą stronę. Zapewnił jednak, że wie, co jest tego przyczyną i jest bliski wyeliminowania problemu. W szczegóły jednak nie chciał się wdawać. Wyjaśnił za to skąd biorą się niekiedy kłopoty przy lądowaniu.

- Czasami chcę jeszcze parę metrów uciągnąć i można powiedzieć, że zapominam wysunąć podwozie i później muszę się spieszyć - zdradził.

To był pierwszy w historii triumf Polaków w konkursie drużynowym w Zakopanem. Drugie miejsce w sobotę zajęli Niemcy, a trzecie Norwegowie. W niedzielę zostanie rozegrany konkurs indywidualny. Początek o godzinie 16.00.