Bożena Pieczko: Co tak naprawdę zdecydowało, że Michał Mieszko Gogol nie będzie selekcjonerem reprezentacji Polski, tylko jej asystentem?

Michał Gogol: Myślę, że przede wszystkim brak doświadczenia i prestiż naszej reprezentacji. Byłem jednym z kandydatów, ale pierwszym trenerem jestem tylko ponad rok i cały czas brakuje mi doświadczenia. Jeżeli okaże się prawdą, że trójka pozostałych kandydatów widzi mnie w sztabie, to jest to ogromne wyróżnienie. To dla mnie duża szansa do rozwoju.


Uważam, że każdy z tych trzech kandydatów ma wiele do zaoferowania, każdy jest inny, a jestem gotowy, by każdemu z nich pomóc, na ile tylko moge. Nie chciałbym tego komentować, bo później sprawia to wrażenie, że to ja kogoś wybieram lub dobieram do swojej osoby, a jest zupełnie odwrotnie.

Powiedział Pan, że podstawą budowy nowej reprezentacji powinna być rewolucja. Jak powinna ona wyglądać?

Powinna być bardzo rozsądna, bo wymagania w Polsce są bardzo duże. Musimy sobie jasno powiedzieć, czego wymagamy od tej reprezentacji. Będziemy cierpliwi, otoczymy ją ochronnym kloszem na sezon, dwa, może nawet trzy do igrzysk olimpijskich w Tokio? Czy może jednak chcemy ją odmienić, ale walczyć też o sukcesy i medale? To podstawowe pytania. Rewolucja musi zostać przeprowadzona mądrze, czyli nie możemy wpuścić od razu całego nowego pokolenia. Jest wielu doświadczonych zawodników, którzy mogą dać wiele pierwszej kadrze plus oczywiście nasze złote pokolenie. Ci młodsi mogą się uczyć i uzupełniać ze starszymi.

 

Całe środowisko siatkarskie musi się na ten temat wypowiedzieć i albo pokazać głód sukcesu, albo zrozumienie sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy i walkę o zbudowanie silnej reprezentacji na przestrzeni kilku sezonów. Jedno nie wyklucza drugiego, ale trzeba wyjasnić niektóre sprawy.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.