Rozstrzygnięcia finału siatkarskiego Pucharu Polski myślę wielu natchnęły optymizmem. We Wrocławiu obejrzeliśmy trzy ciekawe spotkania, wyrównany poziom między czołówką i zapowiedź emocji w dalszej części sezonu PlusLigi. Może także niespodzianek – tak jak nikt nie typował wygranej Trefla Gdańsk.

 

Zarazem weekend spędzony w stolicy Dolnego Śląska dał podstawy do wysnucia dwóch wniosków: po pierwsze szkoda, że w gronie kandydatów na selekcjonera nie znalazła się na starcie osoba Andrei Anastasiego. Popularny „Antek” mógłby odpaść w ramach eliminacji kandydatów, ale na pewno miałby ciekawą koncepcję pracy, byłby kolejną opcją zagranicznego trenera, ale jednak z olbrzymim rozpoznaniem naszego podwórka. Dla mnie to po prostu najlepszy trener w PlusLidze, który nie został w ogóle rozpatrzony przy wyborze najważniejszego stanowiska w polskiej siatkówce.

 

Drugi wniosek jest już znacznie bardziej optymistyczny: mamy szerokie grono siatkarzy, którzy powalczą o miejsce w reprezentacji. Może brak nam gwiazd światowego formatu, ale możemy stworzyć bardzo mocny kolektyw. Wszystko zależeć będzie od trenera biało-czerwonych i wsparcia środowiska.

 

W tym kontekście szkoda, że we Wrocławiu widzieliśmy tylko Vitala Heynena. Belg umie zadbać o stosunki z mediami, stąd był do dyspozycji dziennikarzy, a w dodatku sam skorzystał podglądając ewentualnych kandydatów do „jego drużyny”. Wszystko to z „miłości do siatkówki” – jak sam to ujął. Wcale nie znaczy to, że Piotr Gruszka i Andrzej Kowal nie kochają volleya, ale jednak zabrakło ich w mieście wręczania pierwszego trofeum w tym roku.

 

Zresztą myślę, że trener reprezentacji powinien być już dawno wybrany, ale skoro cała procedura tyle już trwa, to tym bardziej trzej finaliści winni być zaproszeni przez działaczy PZPS do Wrocławia i podglądać z bliska grę czołówki PlusLigi.

 

We Wrocławiu był za to Michał Gogol, który ma być członkiem sztabu przyszłej reprezentacji. W naszym wywiadzie mówi on o „rewolucji”, która czeka nas w drużynie narodowej. W pewnym sensie ma rację, bowiem ten sezon może rzeczywiście oznaczać wielkie zmiany, ale mam nadzieję, że będą one z góry przemyślane. Lata 2018-2020 powinny dać nam drużynę gotową walczyć z wszystkimi na świecie.

 

W tym kontekście cieszy poprawny występ we Wrocławiu Mateusza Miki, dobra forma Damiana Schulza, znakomita Piotra Nowakowskiego. Każdy z nich jest dla mnie symbolem – Mika wszystkich kłopotów, które mieliśmy po mundialu w 2014 roku i ewentualnego lidera boiskowego obok Leona. Schulz to pokaz potencjału, którym dysponujemy. Wszak przed nim spokojnie wymienimy trzech kandydatów do gry na prawym skrzydle: Dawida Konarskiego, Macieja Muzaja, czy Łukasza Kaczmarka. Może nie są to giganci siatkówki, ale na pewno świetni do mądrego gospodarowania. Wreszcie Nowakowski to symbol zawodnika, który może nie będzie nigdy najważniejszą postacią w szatni, ale jest w stanie odmienić wraz z Jakubem Kochanowskim grę na środku siatki naszej reprezentacji.

 

Nawet więc jeśli rewolucja jest niezbędna, to musi być ona dobrze zaplanowana i już pod kątem włączania do reprezentacji Wilfredo Leona. Czekają nas bardzo ciekawe letnie miesiące w biało-czerwonych barwach. Tylko czas najwyższy poznać generała zbliżającej się kampanii. Panowie prezesi – koniec chowania się po gabinetach.