W Australii zobaczymy szesnaście zespołów z czołówki światowego rankingu. Tym razem - od 1 do 6 maja - walczyć będą one o nagrody z puli $250,000. To o $50,000 więcej niż podczas poprzedniej edycji. Nic w tym jednak dziwnego. Zeszłoroczne zawody w Sydney okazały się przecież najbardziej emocjonującą imprezą esportową w kraju, a organizatorzy nie kryli zachwytu nad lokalną publiką.
 
 – Kompletnie nie spodziewaliśmy się tego, co wydarzyło się w ubiegłym roku na Intel Extreme Masters w Sydney – zdradził Michał Blicharz, VP ds. Pro Gamingu w ESL. – Australijscy kibice esportowi byli niezwykle zaangażowani w całe wydarzenie i stali się jego integralną częścią. Rzadko zdarza się, że uda się stworzyć taką atmosferą. Nie zostawili nam wyboru – musieliśmy wrócić do Australii, by to powtórzyć -  czytamy dalej w portalu Cybersport.pl.
 
Zmagania Intel Extreme Masters w Sydney przybliżą jednego z uczestników do zdobycia nagrody Intel Grand Slam. Przypomnijmy, że na zespół, który zwycięży cztery wielkie turnieje z serii ESL One, ESL Pro League, Intel Extreme Masters i DreamHack Masters, czeka okrągły milion dolarów. Najbliżej osiągnięcia tego celu są reprezentanci SK Gaming, którzy wygrali pierwszy turniej otwierający konkurs - ESL One w Kolonii, a także finały szóstego sezonu ESL Pro League. Brazylijczyków gonią jednak zawodnicy FaZe Clanu, G2 Esports i Ninjas in Pyjamas.
 
Poprzednią odsłonę IEM w Sydney najlepiej wspominają właśnie gracze SK Gaming. Z Australii wrócili przecież ze złotymi medalami po pokonaniu w finale FaZe Clanu.