Będzie to meczo być albo nie być, ponieważ oba zespoły zajmują kolejno 3. oraz 4. mecze w grupie C, w której zdecydowanym liderem jest drużyna Łokomotiwu Nowosybirsk (komplet punktów). Bełchatowianie w pierwszy trzech meczach odnieśli tylko jedno zwycięstwo i to właśnie z zespołem z Moskwy (3:2 na wyjeździe). Jeżeli chcą przedłużyć swoje szanse na awans, to wygrana z ostatnią ekipą jest obowiązkiem.

 

- Jeżeli popatrzymy na statystyki z tego meczu, to PGE Skra była lepsza w każdym elemencie. Myślę, że niewykorzystanie naszych sytuacji sprawiło, że pojedynek zakończył się wynikiem 3:2, a nie 3:1, bądź 3:0 dla nas. Natomiast trzeba pamiętać, że wciąż jest to zespół, który, jak większość rosyjskich drużyn, charakteryzuje się mocną zagrywką i dobrym blokiem. To ich filozofia gry. Tym atutom przeciwstawiliśmy się wtedy znakomicie. Zagraliśmy bardzo dobry mecz w przyjęciu, w ataku, obroniliśmy dużo piłek i dorzuciliśmy do tego naszą zagrywkę. Jeżeli zagramy w podobny sposób w Łodzi, to myślę, że wynik może paść tylko jeden - powiedział asystent trenera Piazzy Michał Winiarski.

Siatkarze Dinama uzbierali tyle samo punktów, co Skra, ponieważ ugrali po 2 sety z Polakami oraz Francuzami z Chaumont VB 52. Atutem podopiecznych Piazzy będzie z pewnością publiczność zgromadzona w łódzkiej Atlas Arenie.

 

- Kibice, którzy wspierali nas podczas spotkań w Atlas Arenie zawsze byli naszym dodatkowym zawodnikiem na boisku. Ich doping i atmosfera, którą tworzą, sprawiają, że adrenalina idzie w górę i co za tym idzie, poziom gry także jest wyższy. Mam nadzieją, że tak, jak to było w ostatnich latach, Atlas Arena ponownie się wypełni, a my odniesiemy zwycięstwo i nasza sytuacja w grupie znacznie się poprawi - dodał Winiarski.

 

 

Czy doping polskich kibiców poniesie ich do drugiego zwycięstwa w europejskich rozgrywkach? Przekonamy się już w środę!

Transmisja meczu PGE Skra Bełchatów - Dinamo Moskwa od godziny 17.55 w Polsacie Sport. Komentują Jerzy Mielewski i Wojciech Drzyzga.