Piłka ręczna

Przybecki komentuje brak awansu na MŚ! "Trzon...

Skojarzenie ze Zbigniewem Bońkiem samo się narzuca. Równie fantastyczna kariera zawodnicza. Ten sam format osobowości. Podobne charaktery - indywidualistów głośno artykułujących swoje zdanie, którzy mimo tego (a może właśnie dlatego?!) zostali gwiazdami sportów drużynowych. Identyczna łatwość w odnalezieniu się w życiu po karierze. Ogłada, obycie, a przede wszystkim rozpoznawalność i uznanie na świecie. Medialność. Niezależność - także finansowa. Znajomość języków - Wenta biegle mówi po niemiecku, swobodnie rozmawia po hiszpańsku i angielsku. Jeśli na siłę szukalibyśmy różnic między Bońkiem a Wentą, to chyba jedyna zauważalna dotyczy ich karier trenerskich. I nie jest to różnica, której Bogdan Wenta miałby się wstydzić...

Łudząco podobny do czasów kampanii Zbigniewa Bońka wydaje się również kontekst, w jakim pojawia się kandydatura Wenty. PZPN przed "erą Bońka" nie był - mówiąc delikatnie - źródłem narodowej dumy. Przaśna instytucja z prezesem Lato, sekretarzem Kręciną, wiceprezesami Olkowiczem, Lachem, Potokiem. Duch poprzedniej epoki trzymał się mocno, wizerunek związku był katastrofalny. Absolutnym przebojem na trybunach - zarówno na meczach ligowych, jak i reprezentacyjnych - była pamiętna przyśpiewka, której tekst składał się z dwóch elementów. Jednym był skrót "PZPN", drugim słowo, którego nie przystoi cytować.

Przez kilka lat w związku futbolowym zmieniło się niemal wszystko. Od wizerunku, przez nastawienie kibiców i dziennikarzy, po wyniki reprezentacji. I nie ma wątpliwości, że ogromna w tym zasługa Zbigniewa Bońka i całej grupy znakomicie przygotowanych ludzi, których Boniek do PZPN wprowadził.

Nie ma oczywiście gwarancji, że liczne podobieństwa między postaciami Wenty i Bońka sprawią, że ZPRP upodobni się do PZPN. Ale, moim zdaniem, jest na to duża szansa. I najważniejsze, że nie są to tylko teoretyczne rozważania. Bogdan Wenta już absolutnie otwarcie zgłasza chęć przejęcia sterów w polskim szczypiorniaku.

W mocnym wywiadzie, którego udzielił Wojtkowi Osińskiemu z Przeglądu Sportowego europoseł, którym Bogdan Wenta jest od 2014 roku, nie bawi się w dyplomację. Mówi jak zawsze: ostro, bezpośrednio. O groteskowej reformie rozgrywek Superligi ("Jakieś grupy, dodatkowe punkty, dzikie karty"), o poziomie ligi ("Zobaczyłem kawałek meczu Legionowo – Mielec i byłem przerażony"), o nieudolnej popularyzacji dyscypliny ("Jeżeli przez ostatnie dziesięć lat, kiedy odnosiliśmy sukcesy, szczypiorniaka uprawia u nas nadal około 20 tysięcy osób, to jest śmieszne i tragiczne zarazem").

Wenta nie ogranicza się do narzekania, stawia pierwsze diagnozy, proponuje rozwiązania. Rozsądne, choć dla wielu bolesne. "...skoro nie mamy masowości, to musimy postawić na jakość szkolenia. Trzeba uczyć trenerów. Ale nie w formie wykładów „ja mówię, a wy słuchajcie”. Zamiast słuchać wykładów, lepiej zrobić warsztaty. (...) I prowadzącymi powinni być czynni zawodowo praktycy, a nie ludzie, którzy od 30 lat nie są trenerami" - przekonuje, a wiele osób, które od lat wiodą dzięki piłce ręcznej spokojne, wolne od trosk życie, pewnie oblewa się zimnym potem.

Ale taki jest właśnie Bogdan Wenta. Nie oszczędza nawet byłych podopiecznych, z którymi odnosił wielkie sukcesy w reprezentacji i klubie. O gremialnej rezygnacji z gry w reprezentacji jej liderów mówi: "Kilku powinno sobie zdać sprawę, że skoro zawsze powtarzali, jaka ta kadra jest dla nich ważna, to niech pokazują to nie tylko wtedy, gdy na horyzoncie są sukcesy, lecz także wówczas, kiedy trzeba pomóc innym."

Że z takim podejściem nie da się skutecznie reformować związku? Że opór części środowiska będzie zbyt silny? Że obecnie rządzący piłką ręczną okopią się jeszcze mocniej na swoich pozycjach i nic nie da się z tym zrobić? Hm, kiedyś już takie argumenty słyszałem... A, już wiem, kiedy... Gdy Zbigniew Boniek zgłaszał chęć zostania prezesem PZPN.