Chmielarski i Małek wyszli o godzinie 14 miejscowego czasu. Wspinaczka do "jedynki" zajęła im osiem godzin.

- Dosłownie pięć minut temu zameldowali, że obóz stoi, nie ma uszkodzeń, sprzęt jest, coś sobie gotują z liofilizatów i kładą się spać. Mieli to szczęście, że wspinali się przy słabym wietrze, a jak doszli do namiotu, wiatr się wzmagał i teraz wieje 100 km na godzinę - powiedział 68-letni Snopczyński, mieszkaniec wioski Pogorzała koło Świdnicy.

Plan na piątek? - Mamy różne wersje, uzależnione od pogody, a ta zmienia się bardzo szybko. Nie mamy jeszcze prognozy, ale jeżeli warunki będą dobre, to Chmielarski i Małek pójdą do obozu drugiego na 6300 m, natomiast do pierwszego wyruszą po śniadaniu o 5.30 Maciej Bedrejczuk i Janusz Gołąb - poinformował kierownik bazy.

Dodał, iż wszyscy koledzy mają nadzieję, że w piątek pogoda pozwoli na lot helikoptera ze Skardu do bazy. Mają nim powrócić Adam Bielecki, Denis Urubko i Piotr Tomala, którzy uczestniczyli w akcji ratunkowej, by sprowadzić z odległego o blisko 200 km ośmiotysięcznika Nanga Parbat francuską alpinistkę Elisabeth Revol. Ich kolega Jarosław Botor, ratownik medyczny, z ważnych powodów osobistych musi wrócić do Polski.

W czwartek wieczorem miejscowego czasu wiatr nagle "odszedł" i ... - Na dwie godziny zapadła cisza. Wypogodziło się i chłopcy ruszyli z aparatami robić zdjęcia gwiazd oraz świetnie prezentującego się księżyca - wspomniał 43-letni Marcin Kaczkan, pracownik naukowy Politechniki Warszawskiej, zdobywca dwóch ośmiotysięczników - samotnie Nanga Parbat w 2010 roku i K2 w 2014.