Drugi półfinał turnieju World Boxing Super Series w wadze junior ciężkiej  zapowiada się pasjonująco. Z jednej strony stanie cichy zabójca z Władykaukazu, z drugiej krzykliwy kubański uciekinier z Miami, który dobrego boksu uczył się jeszcze w Hawanie. Obaj niepokonani, silni, mający znakomite warunki fizyczne i znający się na rzeczy. Gassijew pod okiem Abela Sancheza, trenera Giennadija Gołowkina zrobił ogromne postępy, z walki na walkę jest lepszy. Nasz „Diablo” Włodarczyk nie miał w starciu z nim nic do powiedzenia. Rosjanin w ćwierćfinale WBSS znokautował go w trzeciej rundzie.

Dorticos jeszcze szybciej skończył pojedynek z innym rosyjskim królem nokautu, Dmitrijem Kudriaszowem. „Uśpił” go już w pierwszym starciu i teraz obiecuje, że to samo zrobi z Gassijewem. Kubańczyk lubi dużo gadać, ale to nie jest metoda na mistrza organizacji IBF. Ten się tylko uśmiecha i nie odpowiada tym samym. Jest grzeczny, cichy, ale gdy przyjdzie co do czego, będzie twardy jak stal. Pokazał te cechy w wygranym pojedynku ze swoi rodakiem Denisem Lebiediewem. Inna sprawa, że walkę z równym powodzeniem można było wypunktować na korzyść starszego z Rosjan.

Co ciekawe Lebiediew mimo porażki zachował wtedy pas WBA, oddał tylko IBF. Dziś tytuł Super Championa WBA w wadze junior ciężkiej, decyzją władz tej federacji, należy już do Dorticosa. Lebiediew ma status emerytowanego mistrza, który w każdej chwili ma prawo walczyć z posiadaczem pasa Super. Tylko kto nim będzie?

Znamy już pierwszego finalistę WBSS, jest nim Ukrainiec Ołeksandr Usyk, w tym momencie posiadacz tytułów WBC i WBO. Lepszy z pary Gassijew – Dorticos będzie miał dwa kolejne, IBF i WBA. A 11 maja, zwycięzca finału w Jeddah (Arabia Saudyjska) dzierżyć będzie wszystkie cztery pasy. I to zapewne z nim chciałby walczyć Lebiediew, ale nie tylko. Ponoć chętny jest też Anglik Tony Bellew, emerytowany mistrz WBC.

Zdaje się, że walczyć będzie ten, kto da więcej. A to by oznaczało, że triumfator WBSS zapewne wybierze Wyspy Brytyjskie. Ale dziś za wcześnie na takie dywagacje. Najpierw musimy poznać odpowiedź na pytanie, kto wygra w Soczi?


Ten półfinał nie ma faworyta, szanse są mniej więcej równe, choć ja stawiam na Gassijewa. Odnoszę wrażenie, że ma twardszą głowę i stalową psychikę. I dużo pokory w sobie, czego nie widzę u Kubańczyka. Ale widowisko zapowiada się niesamowite. Tyle że wojna będzie prawdopodobnie krótka.