W pierwszym secie Resovia prowadziła 23:20, ale wówczas pięć punktów zdobyła Skra. Duży udział miał w tym serwujący w końcówce Nikołaj Penczew. Bułgar znacząco utrudnił przyjęcie przeciwnikom, a dodatkowo popisał się dwoma asami. Taki rozwój wypadków nie podłamał gospodarzy, którzy dobrze zaprezentowali się w dwóch kolejnych odsłonach, ale w czwartej powtórzyła się sytuacja z inauguracyjnej partii. Podopieczni trenera Andrzeja Kowala mieli przewagę 23:21, a chwilę później piłkę meczową. Seta wygrali jednak bełchatowianie 26:24, a ostatni punkt w tej odsłonie bezpośrednio dzięki zagrywce zdobył Penczew. W piątym secie goście szybko odskoczyli i pewnie dowieźli zwycięstwo do końca.

 

- Graliśmy dziś nerwowo, ale zdobyliśmy bardzo ważne dwa punkty. W końcówce pierwszego seta byłem spokojny. To był taki dzień, w którym zagrywka mi wychodziła. Kilka razy ją zepsułem, ale w ważnych momentach pomogła - podsumował bułgarski przyjmujący.

 

W Skrze ostatnio nie miał zbyt wielu okazji do pokazania się na boisku. W latach 2013-16 bronił barw zespołu z Podkarpacia, ale zaznaczył, że nie sprawiło to, by szczególnie podchodził do zwycięstwa nad tą drużyną.

 

- Cieszę się, że dostałem dziś szansę dłużej pograć. Okazało się, że to będzie w spotkaniu przeciwko Resovii, byłem bardzo zmotywowany, chciałem grać. W Resovii grałem dawno temu, tak że presji w związku z grą przeciwko niej było. Ale chce się wracać do Rzeszowa, bo mam tutaj dużo znajomych, ludzi, z którymi miło spędziłem czas. Jochen Schoeps, Lukas Tichacek, Dawid Dryja to moi kumple - przyznał.

 

Na dobrą dyspozycję Bułgara w polu serwisowym zwrócił też uwagę Śliwka.

 

- Boli ta porażka, bo graliśmy tak naprawdę dobre spotkanie. Zadecydowały końcówki, w których bełchatowianie zachowali więcej zimnej krwi i wstrzelili się z zagrywką. Szczególnie Niko Penczew... Może miał w Rzeszowie coś do udowodnienia? Fenomenalnie zagrywał w końcówkach i mieliśmy problem - analizował przyjmujący rzeszowskiego zespołu.

 

Krytycznym okiem na grę swojej drużyny spojrzał jego klubowy kolega Marcin Możdżonek. Według niego przeciwnicy przez większość spotkania nie prezentowali się z dobrej strony, ale jego zespół nie potrafił tego wykorzystać.

 

- Zabrakło kilku elementów. O niektórych mówić nie będę, ale przede wszystkim Skra zachowała dużo więcej zimnej krwi w końcówkach setów. Oni dzisiaj grali słabo i byli pod dużą presją, naszą presją, a mimo to wytrzymali i w końcówce zagrali jak na utytułowaną drużynę przystało - ocenił środkowy.

 

To, że gra bełchatowian nie była idealna przyznał też ich rozgrywający Marcin Janusz.

 

- Myślę, że było to widać. Nie będę indywidualnie wskazywał, ale ja sam jestem bardzo niezadowolony ze swojej gry. Ale najważniejsze, że wygraliśmy. Gra obu zespołów dziś falowała. Rywale w końcówkach słabiej się spisywali i my to wykorzystaliśmy. To ważne zwycięstwo, tym bardziej że w tabeli inne drużyny ciągle nas gonią i walczymy o to, by zachować drugie miejsce - zaznaczył.

 

Było to trzecie spotkanie tych drużyn w tym sezonie. W Bełchatowie, zarówno w pierwszej fazie rundy zasadniczej, jak i w ćwierćfinale Pucharu Polski, gospodarze wygrali 3:0.

 

- W tie-breaku zabrakło dziś już chyba trochę sił. Walczyliśmy. Szkoda, że efektem jest jeden punkt, choć wcześniej nie potrafiliśmy wygrać seta ze Skrą... Ale niedosyt jest ogromny, bo mieliśmy dużą szansę na zwycięstwo za trzy punkty - podkreślił Śliwka.

 

Zdaniem trenera Andrzeja Kowala - mimo że nie wszystko poszło po myśli jego zespołu - było to najlepsze spotkanie Resovii spośród ostatnich pojedynków z bełchatowianami.

 

- Skra to ofensywny zespół, z bardzo dobrą zagrywką. Drużyna, która chce nawiązać z nią walkę, musi bazować na dobrym przyjęciu. Dziś rywale przewagę wypracowali sobie serwisem, niczym więcej. Szacunek dla nich za to, że to wykorzystali - zastrzegł szkoleniowiec.

 

Bronił też decyzji o wpuszczeniu do gry Jochena Schoepsa w czwartym i piątym secie w miejsce słabiej radzącego sobie Jakuba Jarosza. Niemiec nie zdobył jednak żadnego punktu.

 

- Oczywiście, teraz możemy rozmawiać, czy był na boisku za długo, czy za krótko. Ja taką decyzję podejmuję na podstawie znajomości zawodnika. Obserwuję ich na treningach i tak naprawdę najlepiej wiem, na co ich stać. I uważam, że Jochena stać jeszcze na dobrą grę, dlatego dostaje szanse - argumentował Kowal.

 

Jak dodał, Bartłomiej Lemański, którego zabrakło w składzie, ma pękniętą kość w stopie i musi pauzować ok. 10 dni.