Anwil przeważał od samego początku. Włocławianie popisywali się efektownymi akcjami, które wsadami kończyli bardzo często Ivan Almeida, Jaylin Airington czy Szewczyk. Goście lepszy moment mieli na początku trzeciej kwarty, ale po przerwie wziętej przez opiekuna gospodarzy Igora Milicica, jego podopieczni znów uzyskali wyraźne prowadzenie, którego nie oddali do końca. Lider zrewanżował się drużynie ze Zgorzelca za porażkę na wyjeździe w 4. kolejce 96:99.

 

"Naszym kluczowym słowem w szatni jest ostatnio intensywność. Ona była dziś na bardzo dobrym poziomie, chociaż zawodnicy mają jeszcze trochę ciężkie nogi. Wyszliśmy z wolą walki i determinacją, żeby się zrewanżować za porażkę w Zgorzelcu. To nam się udało. Każdy z naszych zawodników dołożył swoją cegiełkę do tego sukcesu. Zespół dzielił się piłką bardzo dobrze i to jest dobry prognostyk na przyszłość" - powiedział Milicic.

 

Szewczyk dodał, że drużyna chciała się bardzo zrewanżować za wpadkę w Zgorzelcu.

 

"Najważniejsza dla nas jest wygrana. Skoncentrowaliśmy się i udało się zrewanżować rywalom. Był dziś z nami na boisku nowy zawodnik Quinton Hosley. Chcieliśmy, żeby każdy zagrał i statystyki pokazują, że wszyscy dali coś z siebie. W tym momencie będziemy mieli chwilę przerwy, żeby dobrze przygotować się na starcie pucharowe" - wskazał Szewczyk.

 

Niski skrzydłowy Hosley pokazał, że pomimo 34 lat może być poważnym wzmocnieniem włocławian. Amerykanin od 2017 grał w Turcji, ale wcześniej był zawodnikiem m.in. Realu Madryt, a ze Stelmetem Zielona Góra zdobył dwukrotnie mistrzostwo Polski i zostawał MVP finałów.

 

W niedzielę rzucił osiem punktów. Najwięcej - 17 - miał na swoim koncie Almeida. Tyle samo w drużynie gości zanotował Kacper Borowski.

 

"To była dla nas trudna walka. Moi zawodnicy zagrali na dobrym poziomie, udźwignęli ten mecz mentalnie. Zbyt dużo strat zabrało nam szansę bycia w meczu i walki punkt za punkt. Zdecydowanie lepiej prezentowaliśmy się momentami w defensywie. Anwil mimo tego grał z dużą łatwością i polotem, a także wywierał na nas wielką presję. Dostaliśmy dobrą lekcję. Dużo pracy przed nami. Na niej musimy się skoncentrować przez kolejnymi meczami" - podkreślił trener PGE Turowa Michael Claxton.

 

Borowski dodał, że on i jego koledzy grali dobrą koszykówkę przez 15 minut - całą drugą kwartę i do połowy trzeciej.

 

"Do tego momentu trzymaliśmy się na równi z Anwilem. Potem się coś zepsuło. Może opadliśmy z sił, bo mieliśmy ciężki tydzień - trzy mecze. Musimy się zebrać w sobie, ciężej pracować i wygrywać następne mecze" - stwierdził.

 

Anwil w ćwierćfinale Pucharu Polski zmierzy się w 15 lutego w Warszawie z Asseco Gdynia. Na ligowe parkiety gracze lidera wrócą 6 marca, gdy u siebie podejmą MKS Dąbrowa Górnicza. PGE Turów zagra na własnym parkiecie 10 lutego z Polskim Cukrem Toruń.