To było starcie najlepszej defensywy w NFL z prawdziwymi legendami, wirtualnie już członkami „galerii sław”: Billem Belichickiem oraz Tomem Bradym. Brady zagrał w siódmym SuperBowl. Na jego koncie było już pięć wygranych. Dla porównania cała drużyna Philadelphia Eagles miała na koncie... siedem występów w meczu decydującym o mistrzostwie.

Z drugiej strony na rozegraniu Orłów mieliśmy Nicka Foles, rezerwowego który wskoczył do składu wobec kontuzji Carsona Wentza. Poprzedni raz, kiedy rezerwowy quarterback z początku sezonu poprowadził drużynę do wygranego mistrzostwa miało miejsce w 2001 roku, kiedy... zwyciężali New England Patriots z Bradym w tej roli właśnie.

Już przed spotkaniem wiedzieliśmy, że 52. SuperBowl pobije kolejne rekordy:

- niemal cała Ameryka zamknęła się w domach, aby obejrzeć spotkanie, które przynosi 12,3 miliarda zysku w sektorze powiązanym z tą wyjątkową rozrywką (głównie żywność i napoje)

- dla przykładu tego jednego dnia w USA zjadane jest 1,5 miliarda udek kurczaka

- w trakcie SuperSunday wypijane jest 8 milionów litrów piwa i zjadane 6 ton frytek

- na 20 najpopularniejszych transmisji telewizyjnych za Oceanem, 19 to spotkania SuperBowl (ostatnim Mohikaninem jest odcinek kończący serial M.A.S.H. z 1983 roku, który jest na 9. miejscu)

- cena 30-sekundowej reklamy w trakcie spotkania sięgnęła tym razem 7,7 miliona dolarów

- telewizja NBC zarobi na transmisji z SuperBowl i zbliżających się igrzysk olimpijskich w Pjongczang ponad miliard dolarów!


Jeśli w to wszystko wpisują się największe gwiazdy nie tylko kina i sportu na trybunach oraz futbolu amerykańskiego na boisku, ale również muzyki – widowiskowość mamy gwarantowaną. Wielki Sting musi godzić się z rolą „bocznego” artysty, bowiem gwiazdą show w przerwie spotkania był tym razem Justin Timberlake. Być może na życzenie fanów na kilka chwil ożył i dołączył do niego Prince.

A na murawie? Od początku królowała ofensywa. Już do przerwy mieliśmy wynik 22:12 dla Orłów z Filadelfii, miasta miłości braterskiej, ale także najbardziej niebezpiecznego, o największej przestępczości (ponad 300 morderstw rocznie, a niedawno jeszcze było ich ponad 600!), o wielkiej biedzie (średni dochód na mieszkańca jest niemal dwukrotnie mniejszy niż w Bostonie, mieście Patriotów), ale zarazem miasta niezwykle ważnego w historii Stanów Zjednoczonych, miasta wiecznych wzlotów i upadków. Dla nas pewnie najbardziej znanego z historii Rocky'ego Balboy i oskarowego filmu „Filadelfia” właśnie z 1993 roku z Tomem Hanksem i Denzelem Washingtonem w rolach głównych oraz hitem Bruce'a Springsteena „Streets of Philadelphia”.

Po niespełna trzech minutach drugiej połowy rozpoczęły się ponownie wielkie emocje – Rob Gronkowski (gigant-miłośnik piwa i miłosnych rozrywek, dobrej zabawy i footballu) zanotował przyłożenie, a Patrioci zmniejszyli stratę do ledwie trzech punktów. Po trzech kwartach pobity został rekord jardów zdobytych przez obie ekipy w finałach NFL.

Problemem Patriots nie była gra do przodu, a zdecydowanie defensywa. Tą pierwszą cały czas dobrze kierował Brady, z tyłu było już dużo gorzej. A Orły dalej punktowały i dobrze spisywały się w grze ofensywnej. Od czego są jednak Gronkowski i Brady – po ich kolejnej akcji Patrioci objęli pierwsze prowadzenie w meczu 33:32. O wszystkim miały rozstrzygnąć ostatnie akcje...

W zeszłym roku Brady i Patrioci zanotowali najwspanialszy powrót w historii – od stanu 3:28. Teraz na niespełna trzy minuty przed końcem Orły przechwyciły piłkę z rąk rozgrywającego rywali i zakończyły niesamowite spotkanie. Bohaterem został więc człowiek o kompletnie przeciwnej naturze do supergwiazdy Brady'ego – cichy, skromny, pobożny, nieco anonimowy Foles. A Filadelfia – tym razem bezlitosna dla „braci” – wreszcie odrodziła się, ponownie stała się centrum Ameryki, zdobyła pierwsze mistrzostwo w jednej z najważniejszych lig w USA od 1983 roku.