Obecny na meczu był właściciel klubu Dmitrij Rybołowlew, który na chwilę przypomniał sobie, że stoi na czele świetnego klubu piłkarskiego i nie jest tylko wykwintnym znawcą malarstwa. Miał się czym delektować, bo mecz stał na wysokim poziomie. Reprezentant Polski grał zarówno w obronie, co jest rzeczą normalną, ale również uczestniczył w szarżach ofensywnych, bo po jednej z nich sędzia podyktował karnego i Monako zdobyło gola.

Za swój występ nasz reprezentant otrzymał notę 6 (w skali 1/10) od dziennikarzy l’Equipe. W klasyfikacji generalnej tego poczytnego dziennika Kamil zajmuje 14. miejsce wśród wszystkich piłkarzy Ligue 1 z notą 5,75. Ma przed i za sobą doborowe towarzystwo, bo na 13. miejscu jest Thiago Silva, a na 15. Mario Ballotelli. Na czele z notą 6,82 Brazylijczyk Neymar, który wczoraj obchodził swoje 26 urodziny.

Tak skomentował występ Polaka z Lyonem wspomniany dziennik: „To jego zasługa, że Monako strzeliło gola z karnego na 2-2 w 35. minucie. Również w swoich podstawowych obowiązkach Polak miał dwie decydujące interwencje, gdy powstrzymał Diaza (61. Min) i Fekira (63.). Solidny występ”.

Oby taką formę podopieczny Adama Nawałki utrzymał do wiosennych meczów reprezentacji i finału Pucharu Ligi (PSG-Monaco), który zostanie rozegrany 31 marca na Matmut Atlantique w Bordeaux.

Nie wiadomo ile jeszcze potrwa absencja innego naszego reprezentanta w Ligue 1, Igora Lewczuka. Kolejny raz nie było go w kadrze w zwycięskim meczu Bordeaux w Strasburgu (2-0).

Cieszy powrót do czolówki Ligue 1 (drugie miejsce w tabeli) zespołu Marsylii. W ostatnim meczu na Orange Velodromie strzelono aż dziewięć bramek (6-3 z Metzem). W ostatnich sześciu kolejkach Marsylia zdobyła aż 16 punktów na 18 możliwych. Takiego bilansu nie ma żaden z zespołów z czołówki.

To zapowiedź, że Ligue 1 staje się coraz popularniejsza, czego dowodem może służyć fakt, że działacze Ligi sprzedali prawa telewizyjne do Afryki za 33 miliony euro rocznie na sześć najbliższych sezonów, czyli o 150% więcej niż wynosił poprzedni kontrakt. To nie tylko efekt większej atrakcyjności ligi, ale szczególnie przyjścia nad Sekwanę jednego z najlepszych piłkarzy na świecie - Neymara.