Poziom finałowej fazy turnieju World Boxing Super Series dowodzi jak mocna jest waga junior ciężka, jak znakomitych, choć o różnym bokserskim rodowodzie ma mistrzów.

Tydzień temu w Rydze, Ukrainiec Ołeksandr Usyk, pięściarz który w amatorskich czasach wygrał wszystko co najcenniejsze (mistrzostwo Europy i świata, złoty medal olimpijski) stoczył, wyrównany, stojący na najwyższym poziomie pojedynek z podobnie jak on niepokonanym Łotyszem Mairisem Briedisem, byłym kickbokserem, który nie ma za sobą amatorskich walk bokserskich.

Teraz w Soczi oglądaliśmy Rosjanina Murata Gassijewa, który rodzi się na naszych oczach jako wybitny już zawodowiec. I nokautuje Kubańczyka Dorticosa który ma za sobą prawie 300 amatorskich pojedynków i medale w mistrzostwach swojego kraju. Obaj w półfinale WBSS stworzyli spektakl, którego szybko nie zapomnimy.

Nie jestem tym zaskoczony, bo oglądając ich poprzednie walki, widziałem ich wielki potencjał. Szczególnie Gassijewa na którego stawiałem w tej konfrontacji. Ubiegłoroczny, zwycięski pojedynek z Denisem Lebiediewem pokazał na co go stać. A przecież robi postępy z walki na walkę, ma świetnego trenera (Abel Sanchez) i wymarzony charakter do tego sportu. A przy tym wielkie fizyczne możliwości, które jednak bez psychiki mistrza niewiele by znaczyły.

Jeśli ktoś nie widział walki w Soczi, musi ją obejrzeć. Dwóch niepokonanych mistrzów świata z kowadłem w rękach, to obowiązkowa lektura. Tym bardziej, że pokazali mądry, a przy tym emocjonujący boks, a ostatnia, dwunasta runda to klasyk: Dorticos trzykrotnie padał na deski zanim sędzia zatrzymał pojedynek.

Przed nami wielki finał tego turnieju w Arabii Saudyjskiej. W maju Gassijew zmierzy się tam z Usykiem, z czego już dziś można się cieszyć, gdyż boks znów pokaże nam swoje najlepsze oblicze. A to nie jest przecież regułą.

W Soczi z dobrej strony pokazał się też Maksim Własow, były pięściarz wagi superśredniej, teraz silny cruiser który pokonał Olanrewaju Durodolę. Rosjanin już dziś należy do szerokiej czołówki tej kategorii, a przecież nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Wielką wojnę z 25 letnim Alexandrem Espinozą z Nikaragui stoczył  urodzony w Armenii mieszkaniec Nowosybirska Misza Ałojan, dwukrotny mistrz świata, mistrz Europy i medalista olimpijski. Ten pierwszy, brązowy zdobył w Londynie (2012),  w Rio de Janeiro miał srebrny, ale po dyskwalifikacji za doping go stracił. Podpisał więc zawodowy kontrakt i w swojej czwartej walce zmierzył się z niepokonanym rywalem, który miał na koncie 15 zwycięstw (7 KO). Bitwa była przednia, stosunkiem głosów 2:1 wygrał Ałojan, ale chyba zrozumiał,  że o tytuły będzie znacznie ciężej niż w amatorskich czasach. Choć jak przypomni sobie ME w Moskwie (2010) gdzie w finale pokonał Anglika Khalida Yafai, obecnego, zawodowego mistrza WBA, to robi mu się zapewne nieco lżej na duszy. Ale musi się śpieszyć, ma 29 lat i jeszcze długą drogę do pokonania.

W Corpus Christi (Teksas) też były mistrzowskie boje, nawet dwa, ale ich ciężar gatunkowy nie robił wielkiego wrażenia, choć sami mistrzowie mogli się podobać. Filipińczyk  Jerwin Ancajas, promowany przez samego Manny’ego Pacquiao obronił pas IBF w wadze supermuszej nokautując Meksykanina Israela Gonzaleza i zrobił to w niezłym stylu.

Ciekawym pięściarzem  jest też 26 letni meksykański czempion wagi superśredniej, Gilberto Ramirez. Pas WBO odebrał Arthurowi Abrahamowi, w Corpus Christi obronił go po raz  trzeci, ale Habib Ahmed z Ghany nie zasłużył, by walczyć o tytuł.
 
Na co naprawdę stać Ramireza przekonamy się, gdy zmierzy się ze zwycięzcą rozgrywanego turnieju WBSS w tej kategorii. Anglicy George Groves, Chris Eubank Jr czy Callum Smith, to potencjalni przeciwnicy mistrza WBO, ciekawa byłaby też konfrontacja mierzącego 189 cm wzrostu Meksykanina z mistrzem WBC Davidem Benavidezem. A przecież jest jeszcze mistrz IBF Caleb Truax i były czempion, James DeGale.

O walce wieczoru w Londynie pomiędzy Lawrence’em Okolie i Isaakiem Chamberlainem trudno napisać coś dobrego, Ten pierwszy, olimpijczyk z Rio ma wprawdzie fantastyczne warunki fizyczne, ale też wiele braków, które powinien wyeliminować. Pamiętam go z WSB oraz turnieju olimpijskiego, gdzie wygrał z Igorem Jakubowskim, a przegrał z Erislandy Savonem. Ale jeszcze o nim usłyszymy.

Co innego Joshua Buatsi, brązowy medalista ostatnich igrzysk w wadze półciężkiej. On szybciej dołączy do czołówki niż Okolie i nie będzie w niej chłopcem do bicia. Ale w tej kategorii do tytułów też trzeba się ustawiać w długiej kolejce.