Zimowe

Pjongczang 2018: Program i terminarz. Starty...

Olimpijska przygoda hokeja na lodzie trwa dłużej, niż... zimowe igrzyska olimpijskie. Dyscyplina ta zadebiutowała na letnich igrzyskach w 1920 roku w Antwerpii. Osiem lat później w 1928 roku w Sankt Moritz w turnieju olimpijskim zadebiutowała reprezentacja Polski.

 

Tuż za podium

 

Biało-czerwoni w swym pierwszym starcie mieli ogromnego pecha. Trafili do bardzo silnej grupy ze Szwecją i Czechosłowacją, mimo to zdołali nawiązać walkę z potentatami. Ze Szwedami, którzy wywalczyli na tym turnieju srebrny medal, zremisowali 2:2. Bramki dla Polski pierwsze w historii na igrzyskach zdobyli Tadeusz Adamowski i Aleksander Tupalski. W drugim meczu stoczyli zacięty bój z Czechosłowakami. Choć po dwóch tercjach był remis, w trzeciej trafienie rywali ustaliło wynik na 2:3. Polacy odpadli z rywalizacji, ale nie przynieśli wstydu.

 

Bohaterem tych spotkań był bramkarz TKS Toruń Józef Stogowski, w późniejszych latach uznawany za jednego z najlepszych graczy Europy na tej pozycji, reprezentant Polski również na dwóch kolejnych turniejach.

 

Na ZIO w Lake Placid w 1932 roku Polacy zajęli najlepsze w historii czwarte miejsce. Wynik ten traci jednak blask, gdy dodamy, że w tamtym turnieju wystartowały zaledwie... cztery reprezentacje. Z powodu kryzysu ekonomicznego większość krajów europejskich zrezygnowało z wysłania drużyn hokejowych do USA.

 


Reprezentanci Polski z 1932 roku. / fot. NAC

 

Biało-czerwoni popłynęli do Ameryki dzięki składkom tamtejszej Polonii, a część kosztów pobytu miał pokryć udział w serii meczów towarzyskich. Selekcjoner Tadeusz Sachs zabrał za Ocean zaledwie jedenastu zawodników, w niektórych meczach miał, z powodu urazów, do dyspozycji zaledwie ośmiu zawodników; by jakoś uzupełnić braki, trener został zgłoszony jako bramkarz rezerwowy.

 

Stało się jasne, że Polacy będą rywalizowali z Niemcami o brązowy medal – gospodarze i Kanadyjczycy byli wówczas poza zasięgiem. Tak też się stało. Na inaugurację Polacy przegrali 1:2. Na odkrytym lodowisku w Lake Placid szalała śnieżyca, a o porażce zadecydowała bramka stracona na początku trzeciej tercji. W drugim meczu również lepsi okazali się hokeiści Niemiec (1:4), a w spotkaniach z USA (1:4, 0:5) i Kanadą (0:9, 0:10) Polacy nie mieli wiele do powiedzenia.

 

Szóste miejsca

 

Najlepsze wyniki Polaków w późniejszych startach to cztery 6. miejsca, wywalczone w Sankt Moritz (1948), Oslo (1952), Sapporo (1972) i Innsbrucku (1976).

 

Na pierwszych powojennych igrzyskach w Sankt Moritz Polacy zostali sklasyfikowani na 6. miejscu, po dyskwalifikacji ekipy Stanów Zjednoczonych (wyniki Amerykanów liczono tylko do punktacji MŚ), z którą przegrali aż 4:23.

 

W Oslo, po fatalnym początku (2:8 z Czechosłowacją, 1:17 ze Szwecją, 3:6 ze Szwajcarią, 0:11 z Kanadą), Polacy przebudzili się w końcówce turnieju. Najpierw zremisowali 4:4 z RFN po zaciętym starciu. W kolejnym meczu ulegli 3:5 bardzo brutalnie grającym Amerykanom, którzy w końcówce rozpętali bójkę na lodowisku. Polska prasa rozpisywała się wówczas o niesportowej postawie rywali; grze, która w niewielkim stopniu przypominała hokej: "Już pierwsza bramka zdobyta przez nich potwierdziła brutalną grę olimpijskiej drużyny USA. Oto, gdy jeden z napastników amerykańskich ciągnął z krążkiem na naszą bramkę, drugi bezceremonialnie uderzył polskiego bramkarza w głowę." 

 

Dwie ostatnie gry przyniosły upragnione zwycięstwa. Biało-czerwoni ograli 4:2 Finlandię, po zrywie w ostatnich minutach meczu, a na zakończenie rozegrali z gospodarzami mecz, którego stawką było szóste miejsce. Obie ekipy stoczyły zacięty bój, zakończony zwycięstwem Polaków 4:3. W rolach egzekutorów wystąpili gracze KTH Krynica: trzy bramki zdobył Eugeniusz Lewacki, a tę ostatnią, decydującą – Stefan Csorich na niespełna trzy minuty przed końcem.

 

Porażki z gigantami

 

Dwa olimpijskie turnieje w latach siedemdziesiątych miały dla Polaków podobny scenariusz. Na inaugurację igrzysk wygrywali mecz, który zapewniał im miejsce w grupie A (rywalizacja o miejsca 1–6), a w niej zbierali często ciężkie lanie od czołowych ekip globu.

 

Igrzyska w Sapporo rozpoczęli od efektownego zwycięstwa 4:0 nad reprezentacją RFN. O sukcesie Polaków zadecydowała druga tercja. Gdy Józef Słowakiewicz dwukrotnie w ciągu minuty zaskoczył bramkarza rywali. Polacy prowadzili już trzema bramkami. W ostatniej tercji Niemcy próbowali jeszcze odrobić straty, ale czwarte trafienie dla Polaków właściwie przesądziło o wyniku.

 

W grupie mistrzowskiej, po dwóch słabych meczach przeciwko Czechosłowacji (1:14 – Vaclav Nedomansky sześciokrotnie pokonał polskich bramkarzy) i Finlandii (1:5), przyszły nieco lepsze występy ze Szwecją (3:5) i ZSRR (3:9). Turniej zakończyli porażką 1:6 z wicemistrzami olimpijskimi – ekipą USA. 

 

Cztery lata później w Innsbrucku o wejście do szóstki Polacy zagrali z reprezentacją Rumunii. To nie był łatwy mecz, podopieczni trenera Józefa Kurka przegrywali po siedmiu minutach 0:2, na początku drugiej tercji 1:3, ale zdołali opanować sytuację i w ostatniej tercji przejęli inicjatywę. W końcówce Wiesław Jobczyk ustalił wynik meczu na 7:4.

 

Biało-czerwoni zmagania wśród najlepszych znów zakończyli bez zdobyczy punktowej. Na początek ulegli 4:7 RFN, po fatalnej pierwszej tercji, po której przegrywali 2:5; Tadeusz Obłój znalazł drogę do bramki rywali już w 10 sekundzie, a później Niemcy zdobyli cztery bramki w około 5 minut. W drugim meczu Polacy polegli w starciu z późniejszymi mistrzami – reprezentacją ZSRR aż 1:16! Warto przypomnieć, że dokładnie dwa miesiące później odniosą sensacyjne zwycięstwo na Torwarze.

 


W meczach przeciwko ZSRR polscy hokeiści nie mieli zbyt wielu powodów do radości (1984)./ fot. PAP

 

Kolejni rywale również nie pozostawili Polakom złudzeń. Co prawda po porażce 1:7 z Czechosłowacją, wynik zmieniono na 1:0 (walkower) po wykryciu dopingu u Frantiska Pospisila, ale nie przyznano Polsce punktów za ten mecz. Ekipy USA (2:7) i Finlandii (1:7) również były zbyt mocne. Mimo to szóste miejsce wywalczone przez hokeistów było najlepszym wynikiem Polaków na słabych dla nich igrzyskach w stolicy Tyrolu. 

 

Siedem bramek przewagi

 

W Lake Placid w 1980 Polacy rozpoczęli turniej hokejowy od sensacyjnej wygranej 5:4 nad Finlandią. Później, zgodnie z planem ulegli 1:5 Kanadzie i 1:8 ZSRR oraz – dość niespodziewanie – niżej notowanej Holandii 3:5. Zwycięstwo 5:1 w ostatnim meczu z Japonią sprawiło, że Polacy zostali sklasyfikowani na 7. miejscu.

 

Cztery lata później w Sarajewie rozegrali jeden dobry mecz. Po serii porażek, poniesionych zwykle w kiepskim stylu (1:12 z ZSRR, 5:8 z RFN, 1:6 z Włochami, 1:10 ze Szwecją), by uzyskać prawo gry o 7. miejsce musieli pokonać gospodarzy – reprezentację Jugosławii – różnicą... siedmiu bramek. Biało-czerwoni bardzo ambitnie podeszli do tego zadania. Trzy trafienia zaliczył Jerzy Christ, a na dwie minuty przed końcem dopięli swego: Stanisław Klocek ustalił wynik meczu na 8:1. To był jedyny zryw Polaków na tym turnieju, który zakończyli porażką 4:7 z USA w meczu o 7. miejsce.

 

Barszczyk Morawieckiego

 

W pierwszych meczach olimpijskiego turnieju w Calgary Polacy wypali zaskakująco dobrze. Na inaugurację przegrali z reprezentacją Kanady zaledwie 0:1, tocząc z gospodarzami wyrównany bój. Kapitalny mecz rozegrał bramkarz Podhala Nowy Targ Gabriel Samolej. To był najlepszy wynik polskich hokeistów z tym rywalem, na dodatek na jego terenie.

 

W drugim meczu podopieczni trenerów Leszka Lejczyka i Jerzego Mruka potwierdzili znakomitą formę, po zaciętej walce remisując 1:1 z aktualnymi mistrzami świata Szwedami. Bohaterem znów był bramkarz, tym razem Andrzej Hanisz z Naprzodu Janów. Obie bramki padły w drugiej tercji, w odstępie niespełna minuty. Na trafienie Andersa Eldebrinka, które rywale uzyskali grając w przewadze, szybko odpowiedział Jarosław Morawiecki.

 

Napastnik sosnowieckiego Zagłębia dynamicznie wjechał między dwóch obrońców i  mocnym strzałem umieścił krążek pod poprzeczką szwedzkiej bramki. Kibice mówili wówczas "Morawiecki – polski Gretzky".

 


Jarosław Morawiecki chwilę po zdobyciu bramki w meczu ze Szwecją (1988). / fot. PAP

 

W trzecim meczu było zdecydowane zwycięstwo 6:2 nad reprezentacją Francji. Po starciu z Trójkolorowymi wybuchł jednak skandal. W wyniku kontroli antydopingowej, u Morawieckiego stwierdzono obecność testosteronu i epitestosteronu w ilości przekraczającej dopuszczalne normy. Polak twierdził, że środków dopingujących nigdy nie brał, pojawiły się wyjaśnienia, wśród nich słynny "barszczyk z krokietem": 

 

– Gospodarze chwalili się, że prowadzą typowo polską kuchnię. Zaproponowali, żeby coś z niej wybrać. Zdecydowaliśmy się na barszczyk z krokietem. Rzeczywiście – smaczne. Wypiłem jeszcze sok pomarańczowy. Po powrocie nie jadłem już kolacji. W rachubę wchodziła jeszcze inna możliwość. Tego dnia trenowaliśmy na lodowisku "Coral". Gdy zajechaliśmy, zastaliśmy w szatniach bałagan, podano nam otwarte butelki z wodą. Mam jednak przeczucie, że jeśli już spożyłem coś przypadkowo, to podczas tego spotkania z Polonią – tłumaczył się Morawiecki na łamach "Sportowca".

 

Hokeista został zdyskwalifikowany, a Polacy stracili punkty wywalczone w meczu z Francją. To podcięło skrzydła reszcie drużyny. Szansa osiągnięcia dobrego wyniku uciekła bezpowrotnie. W kolejnym meczu – przeciwko Szwajcarii – stracili cztery bramki w premierowej tercji i przegrali 1:4. Finom ulegli 1:5 na zakończenie fazy grupowej, a w meczu o 9. miejsce przegrali 2:3 z Austrią.

 

Zwycięstwo na pożegnanie

 

Turniej olimpijski Albertville 1992 był ostatnim do dziś, w którym polscy hokeiści zaprezentowali się na olimpijskiej tafli. W tym turnieju w barwach reprezentacji Polski zagrał Mariusz Czerkawski – wówczas gracz Djurgardens IF, później zawodnik pięciu klubów NHL.

 

Polacy znów nie zrobili wielkiego wyniku. Przegrali wszystkie mecze grupowe (2:7 ze Szwecją, 1:9 z Finlandią, 1:7 z Włochami, 0:3 z USA i 0:4 z Polską), później ulegli 2:7 Szwajcarii i zagrali o przedostatnie, 11. miejsce w turnieju. Ponownie zmierzyli się z reprezentacją Italii, tym razem pewnie wygrywając 4:1. Polacy efektownie rozpoczęli to spotkanie, po dziewięciu minutach prowadzili 3:0. Janusz Adamiec w 45. minucie meczu ustalił wynik i zdobył ostatnią do tej pory bramkę dla Polski na igrzyskach olimpijskich.

 

Trzynasty start okazał się pechowy dla polskich hokeistów. W kolejnych latach światowa czołówka odjechała Polakom. O hokejowej reprezentacji Polski przez lata mówiono, że jest za słaba na grupę A, a za silna na grupę B. Przez lata oznaczało to walkę o miejsca 6–10 w światowej hierarchii. Polacy regularnie grali w turniejach igrzysk olimpijskich, choć zabrakło w nich jakiś spektakularnych osiągnięć, czy choćby pamiętnych pojedynczych zwycięstw z gigantami, na miarę słynnego 6:4 z ZSRR z mistrzostw świata 1976.

 

Dziś Polska plasuje się w okolicy 20. miejsca na świecie. Biało-czerwonych hokeistów zabrakło na siedmiu kolejnych igrzyskach – również wśród 12. finalistów turnieju ZIO Pjongczang 2018. Szansę na olimpijski awans przegrali na turnieju kwalifikacyjnym we wrześniu 2016 roku w Mińsku, ulegając Słowenii (awans), Białorusi oraz Danii.

 

W 2022 roku, gdy ZIO zorganizuje Pekin, minie 30 lat od ostatniego występu... Może to dobry czas, by powrócić na salony?

 

Polscy hokeiści na ZIO:

 

Sankt Moritz 1928 – 9. miejsce.
Lake Placid 1932 – 4. miejsce.
Garmisch-Partenkirchen 1936 – 9. miejsce.
Sankt Moritz 1948 – 6. miejsce.
Oslo 1952 – 6. miejsce.
Cortina d'Ampezzo 1956 – 8. miejsce.
Innsbruck 1964 – 9. miejsce.
Sapporo 1972 – 6. miejsce.
Innsbruck 1976 – 6. miejsce.
Lake Placid 1980 – 7. miejsce.
Sarajewo 1984 – 8. miejsce. 
Calgary 1988 – 10. miejsce.
Albertville 1992 – 11. miejsce.

 

Najbardziej pamiętne mecze:

 

[Sankt Moritz 1928] Polska – Szwecja 2:2 (0:1, 2:1, 0:0)

Bramki: Tadeusz Adamowski, Aleksander Tupalski.

 

Debiut Polaków na igrzyskach i remis z późniejszymi srebrnymi medalistami turnieju, którzy w Sankt Moritz przegrali jedynie z Kanadą.

 

[Sapporo 1972] Polska – Niemcy 4:0 (0:0, 3:0, 1:0)

Bramki: Leszek Tokarz ('22), Józef Słowakiewicz ('32, '33), Walenty Ziętara ('42).

 

Efektowne zwycięstwo z wymagającym rywalem w walce o awans do grupy medalowej igrzysk.

 

[Lake Placid 1980] Polska – Finlandia 5:4 (1:0, 4:3, 0:1)

Bramki: Andrzej Zabawa ('16 i '28), Leszek Kokoszka ('30 i '35), Wiesław Jobczyk ('34).

 

Udane rozpoczęcie igrzysk. Zwycięstwo w dramatycznych okolicznościach nad faworyzowanym rywalem.

 

[Sarajewo 1984] Polska – Jugosławia 8:1 (2:1, 3:0, 3:0)

Bramki: Jerzy Christ ('5, '28, '55), Andrzej Hachuła ('19), Jan Stopczyk ('24), Andrzej Chowaniec ('37), Andrzej Zabawa ('55), Stanisław Klocek ('58).

 

Biało-czerwoni musieli w tym spotkaniu pokonać gospodarzy siedmioma bramkami i dokonali tej sztuki, rozgrywając swój najlepszy mecz na ZIO w Sarajewie.

 

[Calgary 1988] Polska – Kanada 0:1 (0:1, 0:0, 0:0)

 

Polacy stracili bramkę już w 5. minucie, ale przez kolejne 55. postawili hokejowej potędze poprzeczkę bardzo wysoko. Osiągnęli najlepszy w historii wynik z Kanadą i to na jej terenie!

 

[Calgary 1988] Polska – Szwecja 1:1(0:0, 1:1, 0:0)

Bramka: Jarosław Morawiecki ('25).

 

Sensacyjny remis po zaciętej walce z aktualnymi mistrzami świata. Mecz okraszony efektowną bramką Morawieckiego – późniejszego antybohatera igrzysk.

 

[Albertville 1992] Polska – Włochy 4:1 (3:0, 0:1, 1:0)

Bramki: Janusz Adamiec ('5, '46), Mirosław Tomasik ('8), Mariusz Puzio ('9).

 

Ostatni mecz, ostatnie zwycięstwo i ostatnie bramki polskich hokeistów na ZIO. Udany rewanż za grupową porażkę 1:7 i jedyna wygrana na tamtym turnieju.