Grzegorz Michalewski: Patrząc na Twoje nazwisko w żaden sposób nie można wnioskować, że masz polskie korzenie…

 

Tomek Valtonen: Urodziłem się w Piotrkowie Trybunalskim i tam mieszkałem przez cztery lata. Moja mama jest Polką, a ojciec Finem. Poznali się na studiach w Warszawie. Mama jest nauczycielką języka niemieckiego, a tata lekarzem. W 1984 roku wyjechaliśmy do Finlandii. Mieszkaliśmy w miejscowości Kitee i tam właśnie rozpoczęła się moja przygoda z hokejem. Kitee jest położone na wschodzie Finlandii niedaleko granicy z Rosją, a wtedy Związkiem Radzieckim. Gdy miałem pięć lat tato zabrał mnie na lodowisko i tam połknąłem hokejowego bakcyla. Lodowisko było na otwartym powietrzu, a ja pamiętam, że dostałem wtedy łyżwy, które delikatnie mówiąc nie były najnowszej generacji. Ale już wtedy wiedziałem, że to będzie miłość od pierwszego wejrzenia. Na szczęście odwzajemniona.

 

Kiedy ta pasja przerodziła się w systematyczne zajęcia?

 

Miałem 11 lat gdy rozpocząłem treningi w zespole Joensuun Jokipojat. W tamtym okresie grałem i to z sukcesami także w piłkę nożną. Byłem powołany nawet na zgrupowanie reprezentacji Finlandii do lat piętnastu. W kolejnym roku miałem być powołany do oficjalnej reprezentacji do lat szesnastu, ale postawiłem wtedy na hokej na lodzie.

 

Związane to było z Twoją przeprowadzką do Tampere?

 

Tak. Otrzymałem propozycję gry w drużynie Ilves. To jeden z najlepszych klubów w Finlandii. W wieku piętnastu lat trafiłem do zespołu juniorów. Grałem z zawodnikami o 2-3 lata starszymi ode mnie. Z kolegami zdobyliśmy brązowy medal Mistrzostw Finlandii juniorów. Wtedy też trafiłem do młodzieżowych reprezentacji do lat 15 i 16, a później do kadry do 18 lat. W 1997 roku na Mistrzostwach Europy do lat 18 w Czechach zdobyłem złoty medal. Mika Noronen został wybrany najlepszym bramkarzem tego turnieju. Wtedy nie rozgrywano mistrzostw świata w tej kategorii wiekowej. Te wprowadzono dopiero kilka lat później.

 

To był dla Ciebie bardzo dobry okres.

 

Tak, w wieku siedemnastu lat zadebiutowałem w rozgrywkach Liigi, czyli w seniorskiej ekstraklasie. Trenerem zespołu był Vladimir Jursinov jr. To było dla mnie ogromne przeżycie móc trenować i grać z zawodnikami, których podziwiałem.

 

W 1998 roku znalazłeś się na drafcie do najlepszej hokejowej ligi świata – NHL. Zostałeś wybrany w drugiej rundzie z numerem 57 przez Detroit Red Wings. Jako drugi z dwunastu draftowanych Finów.

 

Ten rok był dla mnie przełomowy. Z pierwszym zespołem Ilves zdobyliśmy srebrny medal mistrzostw Finlandii. W walce o złoto lepszy od nas okazał się zespół HIFK. Z reprezentacją do lat dwudziestu zdobyliśmy złoty medal mistrzostw świata. Byliśmy gospodarzem tego turnieju, a w finale pokonaliśmy po dogrywce Rosję 2:1. Zresztą na mistrzostwach świata do lat dwudziestu grałem trzykrotnie. Oprócz złota wywalczyłem także srebrny medal. W drafcie do ligi NHL zostałem wybrany przed Detroit Red Wings i trafiłem do klubu Plymouth Whalers grającego w juniorskiej lidze OHL.

 

Jak wspominasz swój pobyt za oceanem?

 

Grało się tam zupełnie inaczej niż w Europie. Przede wszystkim było dużo walki i gry kontaktowej. Mieliśmy bardzo dobrą drużynę. Początek miałem bardzo dobry. Niestety, przytrafiła się kontuzja barku. Po urazie wróciłem do gry, ale później miałem wstrząs mózgu. Po pewnym czasie chciałem znowu zagrać, ale na to nie zezwolił mi lekarz. Po zakończeniu sezonu wróciłem do Finlandii i zacząłem szukać dla siebie klubu.

 

Do ligi NHL ostatecznie nie trafiłeś. Dużo zabrakło, abyś zagrał w najlepszej lidze świata?

 

Dużo. Nie czarujmy się. Miałem zbyt dużo kontuzji w tak młodym wieku i właśnie te urazy nie tylko zahamowały rozwój mojej kariery, ale de facto ją znacznie skróciły. Miałem łącznie pięć operacji barku. Po ostatnim zabiegu powiedziałem „to koniec”.

 

Po roku gry za oceanem wróciłeś do Finlandii i podpisałeś umowę z grającym w najwyższej klasie rozgrywkowej Jokeritem Helsinki.

 

Miałem propozycje z Ilves i Saipy, ale mój agent poinformował mnie, że jest oferta z Jokeritu, którego trenerami byli Erkka Westerlund i Raimo Summanem. Znali mnie wcześniej, bo to właśnie oni prowadzili HIFK, gdy przegraliśmy z nimi walkę o mistrzostwo. Trafiłem do Jokeritu i nie żałowałem swojego wyboru. W 2000 roku zdobyłem srebrny medal z zespołem seniorów oraz złoty z juniorami Jokeritu. Dwa lata później z pierwszą drużyną zdobyliśmy mistrzostwo Finlandii, potem jeszcze do tego dołożyłem dwa srebrne medale. Miałem dobry okres. Zaczęły pojawiać się powołania do reprezentacji. Rozegrałem łącznie 40 meczów w drużynie narodowej. Na Igrzyskach Olimpijskich czy Mistrzostwach Świata niestety nigdy nie zagrałem.

 

Kiedy było najbliżej?

 

Przed Mistrzostwami Świata w 2006 roku na Łotwie. Byłem już z kadrą na ostatnim zgrupowaniu przed wylotem do Rygi. Okazało się jednak, że do reprezentacji dołączą Olle Jokinen i Sean Bergenheim, których kluby nie zakwalifikowały się do fazy play off w lidze NHL. Ostatecznie ten turniej przeszedł mi koło nosa.

 

W 2007 roku po zdobyciu z Jokeritem wicemistrzostwa Finlandii zdecydowałeś się podpisać kontrakt w Szwecji.

 

Miałem kilka ofert między innymi z Rosji i Szwecji. Po konsultacji z rodziną zdecydowałem się podpisać kontrakt ze szwedzkim klubem Sodertalje. To był wówczas beniaminek Elitserien. Chciałem spróbować czegoś innego i nie ukrywam, że zaproponowano mi dużo lepsze warunki finansowe od tych jakie miałem w Finlandii. Niestety, znów dał o sobie znać kontuzjowany bark i w Szwecji rozegrałem raptem kilka spotkań. Na jeden sezon wróciłem do Jokeritu, ale w 2009 roku mając zaledwie 29 lat musiałem definitywnie zakończyć karierę zawodniczą. Miałem pięć razy operowany bark. Zdecydowanie za dużo. Zdrowie najważniejsze.

 

Numer „11” z którym grałeś w Jokericie został przez klub zastrzeżony. W rozgrywkach Liigi (hokejowa ekstraklasa w Finlandii) rozegrałeś ponad 400 meczów. Byłeś znany z twardej i nieustępliwej gry.

 

Grałem na pozycji lewoskrzydłowego. Nigdy nie unikałem walki, tej na pięści również. Tej twardej gry nauczyłem się w Kanadzie. Dużo pracowałem w defensywie i robiłem wszystko aby moja formacja traciła jak najmniej bramek. Trenerzy bardzo często wysyłali mnie na lód podczas gry w liczebnym osłabieniu. I z tego zadania wywiązywałem się całkiem nieźle.

 

Po zakończeniu kariery zająłeś się pracą trenera. Mimo młodego wieku masz już na koncie wiele sukcesów.

 

Po ukończeniu kursów zdobyłem licencję trenerską wydaną przez naszą federację. Z Juniorami Jokeritu wywalczyłem srebrny medal. W 2013 roku na Mistrzostwa Świata do lat 20 w Rosji byłem asystentem trenera Harriego Rindella. W Jokericie byłem asystentem a później głównym trenerem pierwszego sezonu. Moich sześciu wychowanków gra obecnie w lidze NHL. To Teuvo Teravainen, Markus Hannikainen, Joonas Korpisalo, Teemu Pulkkinen, Petteri Lindbohm i Esa Lindell. Od 2014 roku jestem szkoleniowcem klubu Vaasan Sport grającego w najwyższej klasie rozgrywkowej. Obecny sezon jest moim czwartym w roli pierwszego trenera tego zespołu. Mamy zdecydowanie najmniejszy budżet ze wszystkich zespołów rywalizujących w rozgrywkach Liiga. Udało nam się zakwalifikować do fazy play off, co przy takich nakładach finansowych jest naprawdę dużym sukcesem.

 

Dużo odstajecie od tych najmocniejszych klubów?

 

Nasz roczny budżet w Vaasas Sport zamyka się w kwocie 1,5 miliona euro. Zespoły z ligowej czołówki mają zagwarantowane pieniądze trzykrotnie większe od naszych. Różnica jest duża, ale dajemy z siebie wszystko.

 

Masz 38 lat i już spore doświadczenie trenerskie. Świetnie mówisz po polsku. Byłbyś idealnym kandydatem na trenera reprezentacji Polski. Miałeś jakieś zapytania z naszego kraju gdy byłeś jeszcze czynnym zawodnikiem, a teraz uznanym trenerem?

 

Z polskiej federacji jak na razie jeszcze się ze mną nikt nie kontaktował. Praca z reprezentacją to duży zaszczyt i gdyby pojawiła się taka oferta, to z chęcią bym ją rozważył. Nie da się ukryć, że moim takim dodatkowym atutem byłby fakt, że dobrze mówię po polsku.

 

Dobrze? Mówisz bardzo dobrze! Jestem wręcz zaskoczony tym jak płynnie rozmawiasz po Polsku. Przecież wyjechałeś z kraju 34 lata temu.

 

Jak już wspomniałem moja mama jest Polką i w domu razem z mamą i z moją starszą siostrą Martą rozmawiamy po Polsku. Co roku przyjeżdżam odwiedzać moją rodzinę w Piotrkowie Trybunalskim. Jestem z nimi w ciągłym kontakcie, więc nie mam problemów z językiem.

 

Jesteś na bieżąco z polskim hokejem?

 

Tak. Kiedyś jeździłem na mecze ligowe do Torunia. Oglądam w Internecie mecze reprezentacji i niektóre spotkania ligowe. Pod koniec lutego będziemy mieli krótką przerwę to przylecę na kilka dni do Polski. Odwiedzę rodzinę i wybiorę się na mecz fazy play off do Krakowa i być może do Katowic. Chcę ten krótki urlop jak najlepiej spożytkować. Moje życie cały czas kręci się wokół hokeja. Gdy tylko czas mi na to pozwala to przy meczach hokejowych jestem ekspertem Kanału Pierwszego w fińskiej telewizji.

 

Masz polski paszport?

 

Nie.

 

Czujesz się bardziej Finem czy Polakiem?

 

Kiedyś te proporcje rozkładały się po połowie. Teraz tak procentowo 60 do 40 na korzyść Finlandii. Mieszkam tutaj już 34 lata, więc to całkiem zrozumiałe, że teraz mi troszeczkę bliżej do Fina. Ale moim autentycznym drugim domem jest Polska.

 

A Twoja rodzina?

 

Moja żona pochodzi stąd, z Finlandii. Mamy trójkę dzieci. Najmłodszy syn Filip ma 7 siedem lat. Córka Fanni ma 10, a najstarszy syn Olivier 13 lat. Obaj chłopcy trenują hokej na lodzie w klubie Vaasa Sport, a córa gra w piłkę nożną w najwyższej klasie rozgrywkowej w Finlandii reprezentując barwy VPS Soccer.

 

Masz jakiś kontakt z Polakami mieszkającymi w Finlandii?

 

Bardzo dobrze znamy się z Tomaszem Arceuszem i jego rodziną. Przyjechał tutaj grać w piłkę nożną z Legii Warszawa i nawet teraz cieszy się dużą popularnością. Zostali tutaj na stałe i obecnie razem z żoną pracują. Ja mam też bardzo dobry kontakt z ich synem Radkiem.

 

Co lubisz robić w wolnych chwilach?

 

W wakacje to lubię opalać się na plaży. W Finlandii dużo biegam, chodzę na siłownię i jeżdżę na nartach. Takim moim konikiem jest jednak jazda na rowerze. Razem z grupą znajomych podróżujemy do Szwecji, gdzie pokonujemy na rowerach 300-kilometrowe trasy wokół jeziora Vatterrunden. W Finlandii zresztą też często pokonujemy takie duże dystanse wokół jezior. Uwielbiam takie wypady.

 

We wtorek finał hokejowej Ligi Mistrzów. JYP Jyvaskyla z Finlandii zmierzy się ze szwedzkim Vaxjo Lakers. Rozumiem, że Twoim faworytem są Finowie.

 

Oczywiście! Znam bardzo dobrze ich trenera Marko Virtanena oraz zawodników Mikko Kalteve oraz Jarkko Immonena z którymi kiedyś grałem jako zawodnik, a teraz rywalizuję z nimi w lidze jako trener. Jyp Jyvaskala to najstarsza drużyna w Liiga. Mają bardzo doświadczonych zawodników. Preferują ofensywny hokej, często grają w ustawieniu 2-1-2. Jyvaskyla nie jest to dużym miastem, ale mają dobrego sponsora i wysoki jak na Finlandię budżet ok. 3,5 miliona euro. Mają bardzo dobrych kibiców, których we wtorek na pewno wielu przyjedzie, aby dopingować swoich ulubieńców.

 

Kilka dni później startują Igrzyska Olimpijskie. Kto jest Twoim faworytem i na co stać Finlandię?

 

Możemy zagrać nawet w finale, a co za tym idzie sięgnąć po złoto. Dla nas dużym plusem jest brak zawodników grających w lidze NHL. Mocni będą też Szwedzi i chyba też Czesi oraz grający jako niezrzeszeni Rosjanie.

 

Dziękuję za rozmowę.