Matti Nykanen i Kamil Stoch – dwóch wielkich skoczków, obaj z wąskiego grona najwybitniejszych zawodników wszech czasów. Fin jako jedyny zgarnął wszystkie najważniejsze trofea w tej dyscyplinie; indywidualnie był: mistrzem olimpijskim (x3), mistrzem świata (x1), mistrzem świata w lotach (x1), zdobył Puchar Świata (x4) oraz wygrał Turniej Czterech Skoczni (x2). Stoch ma już na koncie: mistrzostwo olimpijskie (x2), mistrzostwo świata (x1), Puchar Świata (x1) i triumfy w TCS (x2); brakuje mu więc tylko złota MŚ w lotach. W tym roku, w Oberstdorfie był blisko, wywalczył srebro. Być może gdyby nie odwołano z powodu wiatru ostatniej, czwartej serii, Polak uzupełniłby swą kolekcję i o ten triumf.

 

Ogromne sukcesy i wielka klasa na skoczni – to z pewnością łączy Nykanena i Stocha. Jest to jednak chyba jedyne podobieństwo. Obu wielkich mistrzów zdecydowanie więcej jednak różni...

 

Dziecko we mgle

 

Nykanen (rocznik 1963) zaczął skakać na początku lat siedemdziesiątych. Przełomowym momentem jego kariery był rok 1981. Wywalczył wówczas mistrzostwo Finlandii na skoczni w Kuusamo, pokonując kilku medalistów IO i MŚ. Zdobył też mistrzostwo świata juniorów w Schonach, wyprzedzając innego znakomitego później skoczka – Austriaka Ernsta Vettori.

 

W kolejnym sezonie, w wieku 18 lat wygrał swój pierwszy konkurs Pucharu Świata, zdobył też mistrzostwo świata seniorów. W Oslo konkurs na dużej skoczni rozgrywany był w gęstej mgle i w tych trudnych warunkach skoczek o twarzy dziecka poradził sobie znakomicie, pewnie pokonując bardziej doświadczonych i utytułowanych rywali. W wieku 20 lat wywalczył w Sarajewie pierwsze olimpijskie złoto.

 

Talent Stocha nie rozwijał się tak błyskawicznie. Polak dłużej wspinał się na światowy szczyt. Pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata odniósł dopiero w wieku 23 lat, w styczniu 2011 w Zakopanem; mistrzem świata został mając 25 lat, mistrzem olimpijskim – gdy skończył 26. Inna sprawa, że Stoch po przekroczeniu trzydziestki wciąż jest w światowej czołówce; Nykanen w wieku 27 lat właściwie zakończył profesjonalne skakanie.

 

Po zakończeniu kariery sportowej Matti Nykanen imał się różnych zajęć... / fot. PAP

 

Obaj skakali w innych czasach, zupełnie innym stylem. Fin jeszcze klasycznie. To właśnie problemy z przestawieniem się na panujący od początku lat dziewięćdziesiątych "styl V" (co z powodzeniem zrobili jego rywale Ernst Vettori i Jens Weissflog) były jedną z przyczyn przedwczesnego rozstania ze skocznią; inne to problemy z kręgosłupem oraz niesportowy tryb życia.

 

Trzy złota w Calgary

 

Nykanen był pierwszym skoczkiem w historii, który wygrał dwa konkursy indywidualne na jednych igrzyskach olimpijskich, dokonał tego w 1988 roku w Calgary. Szansę na dublet miał już cztery lata wcześniej w Sarajewie. Prowadził po pierwszej serii skoków na normalnym obiekcie, ale w drugiej próbie popełnił błąd i wyprzedził go Jens Weissflog. Na dużej skoczni wziął srogi rewanż. W pierwszej serii genialnym skokiem na 116 m znokautował rywali, w drugiej oddał drugi najdłuższy skok zawodów (111 m) i aż o 17,5 pkt wyprzedził Weissfloga.

 

W 1988 miał znakomity sezon. Wygrał trzy z czterech konkursów TCS i wygrał całą imprezę z przewagą 99 punktów, świetnie prezentował się w zawodach PŚ, a tuż przed igrzyskami triumfował w Turnieju Szwajcarskim.

 

Na olimpijskich skoczniach w Calgary zmiażdżył konkurencję. Na normalnej skoczni wygrał z przewagą 17 pkt, na dużej – 16,1pkt. Na tamtych igrzyskach skoczkowie po raz pierwszy walczyli o medale również w konkursie drużynowym. Nykanen nie zmarnował szansy i z pomocą kolegów zgarnął trzecie złoto. Finowie mieli wówczas znakomitą drużynę (Ari-Pekka Nikkola, Tuomo Ylipulli, Jari Puikkonen, a w rezerwie zostali jeszcze Risto Laakkonen i Pekka Suorsa), jednak ich zwycięstwo nie było aż tak zdecydowane – losy konkursu ważyły się do ostatniej kolejki.

 

Choć później Simon Ammann (2002 i 2010) oraz Stoch (2014) również wygrali dwa konkursy indywidualne, nie wywalczyli złota w drużynie. Szwajcar nie miał na to właściwie szans. Jego koledzy z kadry, poza Andreasem Kuttelem, nie reprezentowali wielkiej klasy. W Soczi Polacy ze Stochem w składzie byli w gronie kandydatów do medalu, ale skończyli konkurs na czwartym miejscu. W Pjongczang ma być dużo lepiej. Biało-czerwoni są jednymi z faworytów do złota.

 

Jakie były największe atuty Nykanena? Mocną psychikę, nerwy ze stali, łączył z doskonałym wyszkoleniem technicznym. Miał idealne wręcz wyjście z progu. Wygrywał, mimo słabszej od rywali prędkości na rozbiegu. O dziwo, sam skoczek uważał to za swój atut – wolniejsza prędkość pozwalała mu idealnie trafić w próg i wykorzystać umiejętności techniczne, połączone z wrodzonym instynktem, który pozwalał mu wykorzystać warunki wietrzne i kontrolować lot.

 

Tu też można znaleźć pewne podobieństwa ze Stochem. Siła mentalna, pewność siebie, umiejętność koncentracji w najważniejszych momentach to wielkie atuty polskiego skoczka. W połączeniu ze świetną techniką lotu, opanowaniem w powietrzu i bogatym doświadczeniem dają mu one przewagę nad rywalami. W dobrej formie zbiera wysokie noty od sędziów, w nieco gorszej w jego próbach jednak można dostrzec pewnie mankamenty, choćby przy lądowaniu.

 

Największy skandalista w historii skoków

 

W jednym Stoch raczej nie dorówna Nykanenowi. Próżno szukać informacji o skandalach, czy awanturach wywołanych przez polskiego skoczka. Jest o nim głośno przede wszystkim ze sportowych powodów. Jeśli chodzi o życie prywatne, Stoch w licznych wywiadach podkreśla, jak ważną rolę w życiu odgrywa żona Ewa i nie ukrywa, że to jej wsparcie pozwoliło mu zrobić tak wielką karierę.

 

Nykanen to zupełne przeciwieństwo Polaka. Liczba skandali, jakie zapisał na swym koncie "Latający Fin" jest niezwykle długa. Już w czasie kariery sportowej prowadził rozrywkowy, mocno nasączony alkoholem tryb życia. Niejednokrotnie dawał się we znaki trenerom kadry i działaczom. W 1987 roku został usunięty z ekipy w trakcie Turnieju Czterech Skoczni, po tym, jak w stanie upojenia alkoholowego poprzestawiał hotelowe meble. W demolowaniu pokoi w hotelach nie ustępował podobno nawet gwiazdom rocka; jego "popisy" nie raz stawały się tematem dla mediów.

 

Po wydaleniu z ekipy postanowił zrezygnować z treningów i wraz ze swą wybranką – fotomodelką Tiiną Hassinen – wybrał się na Sri Lankę. Zdołano namówić go do powrotu na MŚ w Oberstdorfie, gdzie wywalczył srebrny medal. Przed Calgary Fin został ojcem, trochę się ustatkował, ale na krótko. Kolejny sezon 1988/89 to był już właściwie łabędzi śpiew wielkiego mistrza.

 

Efektem życiowych zawirowań była niestabilna forma, w jego skokach coraz więcej było loterii, niż powtarzalności. Pod koniec 1990 roku szykował wielki powrót do czołówki, ale po awanturze z drugą żoną znów zaczął pić i zrezygnował z występu na TCS. Odstawił narty w kąt i wraz z nową przyjaciółką wybrał się na Teneryfę. Długo przymykano oczy na wybryki gwiazdy, podobnie było i tym razem – Nykanen znalazł się w kadrze na MŚ w Val di Fiemme. Na dużej skoczni w Predazzo zajął jednak dopiero 50. miejsce i w kolejnych konkursach już nie wystartował. Ten fatalny występ oznaczał koniec pewnej epoki – 27. letni mistrz już nigdy nie wrócił do wielkiego skakania.

 

Zakończenie kariery wcale nie oznaczało jednak, że nazwisko Nykanena zniknęło z czołówek gazet. Pisano o jego kolejnych burzliwych związkach i nowych zajęciach. Rozpoczął karierę piosenkarską, później popadł w kłopoty finansowe i sprzedał swą bogatą medalową kolekcję. Pracował jako kelner i striptizer, a na początku XXI wieku popadł w konflikt z prawem.

 

Mimo kłopotów, Nykanen wciąż mógł liczyć na wsparcie kibiców. / fot. PAP

 

Nykanen miał spore kłopoty z panowaniem nad sobą po spożyciu alkoholu. W 2003 roku w takim właśnie stanie próbował zaatakować nożem swą czwartą żonę. Dostał wyrok w zawieszeniu, ale kilka miesięcy później znów zabalował; w trakcie tej libacji wywiązała się sprzeczka, podczas której ranił nożem jednego z kompanów. Dostał 26 miesięcy więzienia, wyszedł przed terminem, ale wkrótce znów narobił sobie problemów, gdy zaatakował swą małżonkę. W kolejnych latach był jeszcze atak nożem w pizzerii oraz próba uduszenia żony paskiem od szlafroka...

 

Ostatnio o Nykanenie zrobiło się trochę ciszej. Startował w zawodach weteranów, pisano też o jego planach związanych z pracą szkoleniową. Współpracował m.in. z  Harrim Ollim – skoczkiem, który również zasłynął swymi pozasportowymi wybrykami. W 2014 roku po raz piąty stanął na ślubnym kobiercu. Czyżby się ustatkował? Być może kolejną okazją by bliżej przypomnieć postać słynnego Fina będzie powtórzenie jego znakomitego osiągnięcia z igrzysk w Calgary?