STOCH - FAWORYT

W Rosji Stoch został zaledwie trzecim skoczkiem w historii, który na jednych igrzyskach wygrał konkursy na obu obiektach. Dwukrotnie dokonał tego Szwajcar Simon Ammann (Salt Lake City 2002 i Vancouver 2010) i raz Fin Matti Nykaenen (Calgary 1988).

Jeśli w Pjongczangu skoczek z Zębu choć raz okaże się najlepszy, dołączy do równie wąskiego grona zawodników, którym udało się powtórzyć olimpijski sukces. W 1936 roku jako pierwszy uczynił to Norweg Birger Ruud, a w 1988 Nykaenen.

Choć zadanie jest niezwykle trudne, to Stoch jak nikt inny wydaje się być w stanie tego dokonać. Jego kolekcja trofeów systematycznie rośnie, a w tym sezonie już ma na koncie spektakularny triumf. Jako drugi w historii, po Niemcu Svenie Hannawaldzie, wygrał w jednej edycji wszystkie konkursy Turnieju Czterech Skoczni. Dwa tygodnie później w mistrzostwach świata w lotach zdobył srebrny medal indywidualnie i brązowy z drużyną.

KOWALCZYK - WIELKA NIEWIADOMA

Kowalczyk apogeum swoich możlliwości osiągnęła w 2010 roku. W Vancouver wywalczyła trzy medale - po jednym każdego koloru. W dorobku ma także brąz z Turynu (2006), a w Soczi w triumfie na 10 km techniką klasyczną nie przeszkodziła jej nawet złamana kość stopy.

Po rosyjskich igrzyskach przyznała, że cierpi na depresję i w ostatnich latach sukcesów nie odnosiła. Ubiegłoroczne mistrzostwa świata w Lahti były pierwszą wielką imprezą od 2007 roku, z której wróciła bez medalu.

Podopieczna trenera Aleksandra Wierietielnego ma świadomość, że nie jest tak silna, jak przed laty. Wierzy jednak, że zdoła się jeszcze wedrzeć na podium. Na sukces liczy w rozgrywanych techniką klasyczną sprincie i biegu na 30 km. Osiem lat temu w Vancouver zdobyła w tych konkurencjach srebro i złoto.

Choć jej wyniki z obecnego cyklu Pucharu Świata - najlepszym było siódme miejsce w sprincie w Lillehammer - nie dają wielu powodów do optymizmu, to skreślanie jej przed startem byłoby nierozważne. Waleczności i zawziętości nigdy bowiem Kowalczyk nie brakowało.

BRÓDKA - EGZORCYSTA

W trudnej sytuacji jest Bródka. Po igrzyskach w Soczi nie prezentował się rewelacyjnie, a później prześladował go pech. Przygotowania do obecnego sezonu i jego początek zakłóciła mu bowiem kontuzja uda. W swojej koronnej konkurencji - 1500 m - w Pucharze Świata zajmuje dopiero 20. miejsce.


Efektem tych problemów był m.in. brak olimpijskiej kwalifikacji polskiej drużyny. W Rosji Bródka razem z Konradem Niedźwiedzkim i Janem Szymańskim stanęli na najniższym stopniu podium.

W Pjongczangu zawodowy strażak z Łowicza musi się jeszcze zmierzyć z... "klątwą chorążego". To właśnie on będzie niósł polską flagę podczas ceremonii otwarcia, a w ostatnich 26 latach sportowiec, który dostępował tego zaszczytu, nie odniósł później sportowego sukcesu.