Tyczkarz jest obecnie w podróży po europejskich mityngach. We wtorek 6 lutego Polak zwyciężył w silnie obsadzonym konkursie tyczkarzy podczas mityngu IAAF World Indoor Tour w niemieckim Duesseldorfie pokonując poprzeczkę na wysokości 5,86, co jest drugim tegorocznym wynikiem na świecie. W tabeli wyprzedza go tylko Niemiec Raphael Holzdeppe, który w minioną sobotę w Karlsruhe osiągnął 5,88.

 

"Przetrenowaliśmy okres przygotowawczy bardzo dobrze i teraz zbieramy owoce. Mam nadzieję, że szybko się to nie skończy, ale wiadomo - to tylko sport. Nie jest łatwo zawsze wygrywać. Idziemy podobnym schematem, co rok temu. Cały czas nanosimy poprawki na bieżąco i wydaje mi się, że idzie to w dobrą stronę" - ocenił Lisek (OSOT Szczecin) - jedyny Polak w historii, który skoczył o tyczce 6 metrów (4 lutego 2017 r. w Poczdamie).

 

W poprzednim sezonie zawodnik miał wielkie problemy z łamiącymi się tyczkami, które doprowadziły m.in. do urazu przed halowymi mistrzostwami Europy w Belgradzie, w których pomimo bólu Lisek zdobył złoty medal.

 

"W tym roku, odpukać, jest wszystko ok. Mam nadzieję, że już zostaniemy przy tych tyczkach, z których teraz korzystamy. Walczymy na nich już od prawie roku i zmian już nie przewidujemy. Nie chcę mówić o celach na 2018 roku. Chcę się dobrze bawić, bo to jest najważniejsze. Bardzo mocno przygotowywałem się do poprzedniego sezonu. Mam nadzieję, że w tym forma mi nie wyparuje z dnia na dzień" - podkreślił.

 

Zawodnik przyznał, że presja otoczenia po doskonałych wynikach w 2017 roku, m.in. wicemistrzostwie świata w Londynie, jest jeszcze większa. Wyraził przekonanie, że jakoś sobie z tym radzi.

 

"Sezon 2017 był sezonem marzeń. Czy kiedykolwiek w karierze tak dobry uda się powtórzyć? Walczę i mam nadzieję, że kiedyś tak będzie. Nie jest łatwo mierzyć się z najgroźniejszymi rywalami, bo oni są świetnie przygotowani na każdą imprezę mistrzowską. Każde rozluźnienie powoduje spadek w klasyfikacji. Trzeba pamiętać, że za ścisłą czołówką w tej konkurencji stoi już kolejka chętnych, żeby zająć nasze miejsce. To jest jednak sport - gdyby było za łatwo, to nie byłoby tego +funu+" - dodał.

 

Lisek pokonał 31 stycznia podczas mityngu w Cottbus Amerykanina Sama Kendricksa, przerywając jego serię szesnastu zwycięstw. Od mistrza świata okazał się lepszy również w Duesseldorfie.

 

"Udowodniłem, że da się go pokonać. Spokojnie jednak, bo on dopiero dochodzi do swojej najlepszej dyspozycji i pokaże jeszcze pazur. Nie mogę się rozluźniać" - stwierdził Lisek.

 

W czwartek 8 lutego Polak wystartuje w kolejnym mityngu cyklu IAAF World Indoor Tour w Madrycie, a później dwukrotnie przed własną publicznością. W szczecińskiej Netto Arenie oprócz Liska wystąpią także m.in. Kendricks, Kanadyjczyk Shawnacy Barber (mistrz świata z Pekinu w 2015 r.) oraz Paweł Wojciechowski (mistrz świata z Daegu w 2011 r.).

 

"Zapraszam wszystkich serdecznie go Szczecina. Jestem zawodnikiem klubu z tego miasta i spełnieniem marzeń byłoby skoczenie 6 metrów u siebie. Mityngów w Niemczech jest więcej, więc i okazji do takich rezultatów jest więcej właśnie tam. Mam świadomość, że wszyscy chcecie +zrobienia+ takiego wyniku w Polsce. Oczywiście ja również, ale gdyby było to takie proste, to 6 metrów i wyżej skakałoby więcej zawodników" - podkreślił.

 

W czwartek 15 lutego prestiżowy cykl IAAF zawita do Torunia, gdzie odbędą się kolejne zawody Copernicus Cup. Tam również zaprezentuje się Lisek, a także m.in. mistrz olimpijski Brazylijczyk Thiago Braz. W innych konkurencjach wystąpią również utytułowani zawodnicy m.in. mistrzyni świata z Londynu w skoku wzwyż Rosjanka Maria Lasickiene, były dwukrotny mistrz świata w pchnięciu kulą Niemiec David Storl czy wicemistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro na 5000 m Kenijka Hellen Obiri. W stawce nie zabraknie najlepszych polskich lekkoatletów. Swój start potwierdzili m.in. Adam Kszczot, Konrad Bukowiecki, Ewa Swoboda, Andżelika Cichocka czy Sofia Ennaoui. Organizatorzy pracują jeszcze nad zakontraktowaniem bardzo głośnego na świecie nazwiska w konkurencjach biegowych.

"To świetna sprawa, że możemy zorganizować w Polsce mityng na takim poziomie. Nie będzie on niczym odbiegał od najlepszych zawodów zagranicznych. Lekkoatletyka stoi teraz u nas bardzo dobrze, więc nic tylko kibicować i przychodzić na zawody" - zakończył podopieczny trenera Marcina Szczepańskiego.