Podwójny mistrz olimpijski z Soczi szybko pokazał rywalom, że w Pjongczangu ma potencjał by znów stanąć na podium igrzysk. W pierwszej serii uzyskał 106 metrów i przegrał tylko z Dawidem Kubackim (107 m). W drugiej lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata był bezkonkurencyjny, osiągając 108,5 m. W trzeciej uzyskał 102 m i musiał uznać wyższość Niemca Andreasa Wellingera (110,5) oraz Stefana Huli (105).

- Oddałem trzy skoki na bardzo dobrym poziomie. Oczywiście w dalszym ciągu jest coś co można zrobić lepiej, ale to dobrze, bo będę starał się to robić. Skocznia jest świetnie przygotowana. Generalnie był to bardzo pozytywny start - powiedział Stoch.

Sesja treningowa nieco się przeciągała z powodu wiatru, ale skoczek z Zębu na tym czynniku się nie skupia.

- Warunki nie są do końca sprawiedliwe, ale nie mamy na to wpływu i po prostu nie myślę o tym, jaki wiatr będę miał ja, a jaki inni zawodnicy. Wpływ mam na to jak skoczę i o tym będę myślał - podkreślił.

Stochowi w zaprezentowaniu swoich nieprzeciętnych możliwości nie przeszkodził bardzo napięty w minionych dniach terminarz. W weekend rywalizował w zawodach PŚ w Willingen i wygrał składający się z nich mini cykl "Willingen Five".

Później reprezentacja ruszyła do Warszawy, gdzie w poniedziałek rano, po śniadaniu z premierem Mateuszem Morawieckim, złożyła olimpijskie ślubowanie. Następnie udała się na lotnisko Okęcie, z którego bezpośrednio przyleciała do Inczeon pod Seulem.

- Przede wszystkim cieszę się, że tu jestem. Aklimatyzacja przebiega bez problemu. Po zameldowaniu się w wiosce staraliśmy się wytrzymać jak najdłużej, aby potem przespać całą noc i to się udało - zdradził.

Na środowy wieczór zaplanowano jeszcze jedną serię treningową, ale podopieczni trenera Stefana Horngachera nie wezmą w niej udziału. W czwartek odbędą się kwalifikacje, a w sobotę walka o medale.

Rywalizacja na obiekcie normalnym w programie igrzysk znajduje się od 1964 roku. Nikomu w historii nie udało się w niej wywalczyć olimpijskiego złota w dwóch imprezach z rzędu.