W środę wiatr wygonił z góry do bazy Marcina Kaczkana, Denisa Urubkę i Dariusza Załuskiego. W obozie pierwszym (5950 m) pozostał jedynie Maciej Bedrejczuk, który spędził tam noc i ruszył do "dwójki" na 6300 m. W czwartek rano miejscowego czasu z bazy wyszedł zespół Adam Bielecki i Janusz Gołąb.

 

"Niebawem powinni dojść do obozu pierwszego, a potem wspinać się do drugiego, by móc w tłusty czwartek poręczować drogę do trzeciego we trójkę. Ale chyba nici z tego planu będą, bo wiatr na górze jest zbyt silny. Schodzić chłopcy raczej nie będą, może przenocują z nadzieją, że pogoda się poprawi" - powiedział Wielicki.