Właściciele organizacji KSW bardzo się postarali, gdyż De Fries to zawodnik doświadczony, a zarazem jeszcze jak na wagę ciężką młody. W 2011 roku zadebiutował w największej organizacji MMA na świecie i od razu wygrał z Robem Broughtonem.

 

W drugiej walce musiał jednak uznać wyższość rywala, ale nie byle jakiego rywala, bo obecnego mistrza kategorii ciężkiej, Miocicia. Przypomnijmy tylko, że to pierwszy zawodnik w historii organizacji, który trzykrotnie obronił mistrzowski pas wagi ciężkiej. Potem znowu udało mu się zwyciężyć, ze znanym z KSW Oli Thompsonem. Dwie kolejne porażki przekreśliły jednak jego przyszłość w UFC. Ostatni pojedynek stoczył w amerykańskiej organizacji z Mitrione (pogromcą m.in. Fedora Emilianenki). Ostatni raz walczył w grudniu wygrywając z byłym rywalem Mariusza Pudzianowskiego, Jamesem Thompsonem.

 

Anglik aż jedenaście z czternastu wygranych swoich pojedynków kończył przez poddanie. Wywodzi się z brazylijskiego jiu-jitsu, co w wadze ciężkiej KSW nie jest zbyt często spotykane. Przypomnijmy, że obecnie w tej kategorii panuje bezkrólewie. Ostatnim mistrzem był Marcin Różalski, który odebrał pas Fernando Rodriguesowi. "Różal" postanowił jednak zrzec się mistrzostwa.

 

KSW zapowiedziało, że Anglik wystąpi jeszcze w pierwszej połowie 2018 roku. Wydaje się więc niemal pewne, że będzie to miało miejsce na gali numer 43. Pytanie z kim zawalczy De Freis. Być może jego rywalem będzie świetnie prezentujący się Michał Andryszak. "Longer" na KSW 41 pokonał Rodriguesa, więc doświadczony Anglik byłby dla niego świetną opcją. Na razie to tylko domysły, przed nami jeszcze gala KSW 42 w Łodzi, która odbędzie się 3 marca.