Czwórka jest japońskim odpowiednikiem pechowej polskiej trzynastki, której każdy stara się unikać. Mimo że w Japonii czarny kot jest symbolem szczęścia, czwórkę traktuje się tam bardzo poważnie. W japońskiej mitologii owa cyfra symbolizuje śmierć, mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni boją się jej więc jak ognia do tego stopnia, że pomija się ją na przyciskach w windzie, a produkty pakowane po cztery są prawdziwą rzadkością.

Wielki więc byłby pech Noriakiego Kasai, który kontynuuje karierę właśnie ze względu na upragniony, czwarty, lecz tym razem złoty medal olimpijski. To marzenie o złotym krążku sprawia, że 45-letni skoczek wciąż siada na belkach skoczni całego świata i planuje to robić aż do… 2026 roku, bowiem duże szanse na organizację zimowej olimpiady ma jego ukochane Sapporo, leżące zaledwie 200 kilometrów od rodzinnego Shimokawa. Tam 53-letni wówczas rekordzista wystąpiłby przed swoją rodziną i pięknie zakończył niecodzienną karierę. Byłaby to powtórka igrzysk w piątym co do wielkości japońskim mieście, które odbyły się tam już w 1972 roku - trzy miesiące przed narodzinami skoczka, który swoją przygodę z tym sportem rozpoczął już jako 9-latek namówiony przez kolegę. W 1987 roku wygrał turniej narciarski dla gimnazjalistów, jednak wtedy nie było go stać na własny kombinezon - pożyczał starszy egzemplarz od znajomych z reprezentacji. Niewiarygodne, że jego kariera trwa już kolejnych 36 lat…


Tylko Stoch


Japończycy mogą poszczycić się najdłuższą na świecie średnią długością życia, która w tym tajemniczym i dostojnym kraju wynosi prawie 84 lata. Nieoficjalnie żyje tam ponad 50 tysięcy osób, które przekroczyły setny rok życia. Tamtejsza kultura i nawyki pozwalają więc osiągnąć długowieczność także w sporcie, gdzie doskonałym przykładem jest Kasai. 45-latek opowiedział o swoim pomyśle na utrzymanie ciała w doskonałej kondycji, a jest nim 30-40 minutowy bieg każdego poranka i nocy. Skoczek nigdy nie omija rytuału, bez względu na warunki atmosferyczne oraz miejsce, w którym aktualnie przebywa. Nie był w stanie stwierdzić, kiedy ten proces się rozpoczął…


Zaledwie 19-letni Kasai w Sapporo w 1989 roku /fot. youtube.com

Kasai zadebiutował w Pucharze Świata 17 grudnia 1988 roku właśnie w Sapporo, już jako 16-latek zajmując pechowe 31. miejsce. Na świecie był wówczas tylko jeden zawodnik z dzisiejszej czołowej dziesiątki PŚ - Kamil Stoch urodzony rok wcześniej… Jak się później okazało, był to pierwszy z aż 537 startów w zawodach! W 450 z nich kwalifikował się do drugiej serii… Drugi w tej klasyfikacji Janne Ahonen ma na swoim koncie “tylko” 405. W 2016 roku doczekał się zresztą dwóch rekordów Guinnessa: obok rekordowej liczby występów w PŚ także największej liczby startów w organizowanych co dwa lata Mistrzostwach Świata.

Jego pierwszy i zarazem jeden z dwóch w karierze złoty medal indywidualny zdobył już cztery lata po debiucie. W 1992 roku zwyciężył w Mistrzostwach Świata w lotach organizowanych na mamucie w Harrachovie. Japończyk został wówczas pierwszym nie-europejskim zawodnikiem z medalem na szyi, bijąc drugiego Andreasa Goldbergera i trzeciego Roberto Cecona o ponad 15 punktów. Na widowni wielkie wrażenie zrobiła wówczas charakterystyczna sylwetka “Noriego”, która była czymś absolutnie przełomowym. Kasai “wciskał” ciało niemal na równi z nartami, co później często symbolizowało najlepszych lotników świata. Złoto zdobyła wówczas także reprezentacja Japonii ze swoim liderem w składzie.




"Te rekordy się po prostu wydarzyły"

Kilka tygodni później wybrał się na swoje pierwsze zimowe igrzyska olimpijskie we francuskim Albertville. Pierwsze z rekordowych siedmiu, a już za kilka dni pobije własny rekord w Pjongczang, występując po raz ósmy. Już dwa lata po debiucie zdobył swój pierwszy olimpijski medal w Lillehammer. Piąte miejsce indywidualnie nie cieniowało zbytnio na wielkim sukcesie drużyny, która stanęła na drugim stopniu podium, zdobywając srebro na dużej skoczni. Kasai miał wówczas wielkiego pecha, bowiem nabawił się kontuzji barku, która wykluczyła go z końcówki sezonu i niemal całego następnego.


Kasai na podium Turnieju Czterech Skoczni w 1998 roku obok Martina Schmitta i Andreasa Goldbergera. /fot. PAP

Po występach w Nagano, Salt Lake City, Turynie i Vancouver nadeszło rosyjskie Soczi, gdzie w 2014 roku Kasai startował jako 41-latek. Miał być ciekawostką w podeszłym wieku, tymczasem skoczek zszokował wszystkich i zdobył olimpijskie srebro indywidualnie oraz brąz drużynowo. Kasai znalazł się tuż za plecami Stocha na dużej skoczni i został najstarszym skoczkiem, który zdobywał medal na igrzyskach olimpijskich mając dokładnie 41 lat i 256 dni - pobił wówczas rekord legendarnego Birgera Ruuda, który w 1948 roku w szwajcarskim Sankt Moritz stawał na podium w wieku 36 lat i 168 dni.

Tuż po zakończeniu zawodów w Rosji wymownego komentarza udzielił oddający hołd doświadczonemu skoczkowi brązowy medalista na dużej skoczni, młodziutki Peter Prevc: “Mam wielki respekt dla Noriakiego. Nie było mnie nawet na tym świecie, gdy pan Kasai siadał na belce w zawodach Pucharu Świata. Gdy pogratulował mi medalu, przyznałem, że przede mną wciąż 20 lat, aby stawać się lepszym zawodnikiem. Jest inspiracją dla mojej kariery”.


Kasai leci po sensacyjny srebrny medal w Soczi. /fot. PAP

Kilka miesięcy później wygrywając konkurs 29 listopada w Kuusamo (ex aequo z Simonem Ammannem) został najstarszym zwycięzcą Pucharu Świata, będąc o ponad cztery lata starszym od drugiego w rankingu Takanobu Okabe. To było jego siedemnaste zwycięstwo w PŚ. W marcu 2016 roku stanął na podium konkursu w Wiśle mając “na liczniku” 43 lata i 272 dni, czym ustanowił kolejny rekord. Kilkanaście dni później w Planicy wystąpił w swoim pięćsetnym konkursie Pucharu Świata. Jak sam przyznał kilka lat temu, nie przykłada zbyt wielkiej uwagi do rekordów:

"Rywalizuję w Pucharze Świata odkąd miałem 16 lat, a więc nieprzerwanie od 27 lat. Kiedy skończyłem 40 lat, moim celem było kontynuowanie kariery do wieku 50 lat. Oznacza to siedem kolejnych lat startów. W tym momencie czuję się gotowy do zrealizowania tego planu. Liczba 500 jest niezła, ale moją ulubioną cyfrą jest 6. Chcę osiągnąć 600 startów. Te rekordy się po prostu wydarzyły. Nie jesteś w stanie ich zaplanować, a także myśleć o tym wszystkim."


Złoto olimpijskie miało uleczyć siostrę


Rok 2014 był dla niego przełomowy z wielu względów. Musimy się jednak cofnąć o ponad dwie dekady, aby zrozumieć ciężkie losy skoczka. Bezrobotny ojciec opuścił rodzinę jeszcze gdy był niemowlakiem, jego opieką w trudnych warunkach finansowych zajęła się więc matka Sachika, która była najważniejszą kobietą jego życia. W 1997 roku życie wystawiło Noriakiego na najcięższą próbę: w rodzinnym domu wybuchł pożar, z którego matka wyszła z poważnymi poparzeniami. Żyła jeszcze kilka miesięcy, jednak po blisko roku przegrała walkę ze zdrowiem.

W Soczi miał ze sobą starą motywacyjną wiadomość, którą otrzymał przed laty od ukochanej mamy zanim odeszła. Aby list nie zniszczył się podczas licznych podróży, został zalaminowany. Olimpijski krążek zadedykował rodzicielce, jednak na skoczni walczył o drugą z kobiet jego życia. W 1994 roku osiem lat młodsza siostra Kumiko zachorowała na ostrą niewydolność szpiku kostnego, jednak terapia komórkami macierzystymi dawała upragniony efekt. Aż do 2013 roku, gdy nastąpił nagły nawrót choroby. Noriaki wmawiał sobie, że upragnione olimpijskie złoto… uleczy jego siostrę. Stan Kumiko pogorszył się w 2015 roku, zmarła kilkanaście miesięcy później w szpitalu w wieku 38 lat. Rodzinna tragedia niejako natchnęła skoczka i dała mu siłę, bowiem zacisnął zęby i już dwa dni później wyrównał rekord świata w długości skoku na mamucie w Bad Mitterndorf, skacząc z czarną opaską na ramieniu.

Przez traumy z przeszłości Kasai przez wiele lat nie wiązał się z żadną kobietą, jednak przełom nastąpił w roku 2014. Wziął ślub z dwanaście lat młodszą od siebie Reiną, a trzy tygodnie po śmierci siostry na świat przyszła córka Japończyka, Rina. To właśnie ona dawała mu największą motywację do kontynuowania niezwykłej kariery. Kilka miesięcy temu Kasai rozpoczął swój 29. sezon w Pucharze Świata…

Skoki narciarskie to nie wszystko w jego życiu. Kasai jest absolwentem Tokai University Daiyon Senior High School i honorowym obywatelem maleńkiej Shimokawy od 2001 roku. W chwilach wolnych od sportu jest projektantem domów mieszkalnych w północnej części kraju. O tym, jak wielkim jest człowiekiem może świadczyć rok 2011. Zbierał wówczas w Sapporo pieniądze dla ofiar trzęsienia ziemi i tsunami na wyspie Honsiu w ramach akcji charytatywnej, przekazując szkołom pieniądze i sto kilogramów ryżu. Kilka miesięcy później zaprosił dzieci z ogarniętego katastrofą regionu na zawody skoków do Hakuby, a także lot balonem i inne aktywności fizyczne. Srebrny medal w Soczi przyniósł mu awans na dyrektora jednego z departamentów.

 
Rekordowe Pjongczang

Za kilka dni będzie miał okazję zostać absolutnym rekordzistą - siedem występów na zimowych IO dzielił w Rosjaninem Albertem Demchenko, który zrezygnował ze startu w 2018 roku. Do Pjongczangu Kasai zakwalifikował się mimo przeciętnej dyspozycji w tym sezonie, a będą to jego ósme igrzyska olimpijskie w karierze. 27. Miejsce w Pucharze Świata i 91 punktów czynią go drugim Japończykiem w klasyfikacji generalnej. 45-latek ogląda plecy jedynie utalentowanego Junshiro Kobayashiego, jednak nawet zaawansowany wiek nie przeszkodził mu ostatnio błysnąć formą i wygrać mistrzostwa Japonii. W Korei Płd. będzie chorążym swojej reprezentacji.

Skoczek stał się inspiracją także w kulturze. Piosenki na jego cześć pisała fińska kapela punkowa Van Dammes, pojawia się także w polskim rapie “wciąż loty po czterdziestce jak Noriaki Kasai”. Ostatnio na jego cześć utwór “We are the world” Michaela Jacksona i Lionela Richiego wykonali trenerzy oraz byli skoczkowie, z którymi rywalizował na przestrzeni całej kariery. Zdaniem zawodnika najlepszym, z jakim mierzył się podczas blisko 30-letniej przygody ze sportem był Adam Małysz. “Niesamowici w swoim czasie byli Janne Ahonen, Martin Schmitt czy Andreas Goldberger. Z młodszych Thomas Morgenstern, Gregor Schlierenzauer i Simon Ammann. Jednak to Małysz był najlepszym skoczkiem” - przyznał w jednym z wywiadów.

Kasai zawsze potrafił znaleźć powód, aby kontynuować “skakanie”. W Pjongczangu wystąpi, bo jego rodzina nigdy nie miała okazji obejrzeć go na igrzyskach olimpijskich, w 2022 roku w Pekinie ma świętować pięćdziesiąte urodziny, jednak jego ambicje sięgają nawet... 2026 roku. Szansę na zorganizowanie imprezy ma wówczas ukochane Sapporo położone na jego rodzinnej wyspie Hokkaido. Byłyby to idealne okoliczności do zakończenia kariery jako… 53-latek.

 

O tym, jak bardzo zmieniły się skoki na przestrzeni 30 lat może świadczyć porównanie sylwetki Japończyka z początków kariery (z lewej) oraz 2018 roku (z prawej).


“Kamikaze” nie będzie najstarszym uczestnikiem igrzysk w Pjongczang, jednak tylko łyżwiarka szybka Claudia Pechstein (także 45 lat) nie uprawia curlingu wśród starszej od niego czwórki olimpijczyków. Granicę “pięćdziesiątki” pobije wyłącznie Kanadyjka Cheryl Bernard. Czy wiek i doświadczenie niejako pomogły mu na normalnej skoczni w Korei? Trener Yokokawa zaskoczył desygnując go do konkursu, rezygnując zaś z Taku Takeuchiego, który uchodził za specjalistę od mniejszych skoczni, a na wieczornym treningu był dwukrotnie lepszy niż Kasai. W Pjongczangu zahcwyci widownię pięknym kaskiem:


Nieśmiertelny Kasai stał się bohaterem jednego z wymownych żartów. Przysłowiowy pacjent wybudzony z dwudziestoletniej śpiączki ma prawo zadać jedno pytanie. “Który był Kasai?”…