Nie zapomniał też o kumplach z gdyńskich boisk. - Gdy jest przerwa zimowa lub letnia to umawiamy się na piłeczkę, a Młody dalej z nami gra - zdradza brat Ambrosiewicza. - Nieoficjalnie oczywiście! - dodaje Maciej. Jest też teoria w jaki sposób "Ambro" trafił 2 lata temu do Górnika. - W czerwcu 2016 wrócił do Gdyni z MFK Karvina i zagrał z nami w Gdyńskiej Lidze Szóstek. Kilka tygodni później wylądował w Górniku i grał w l lidze - śmieje się Kuba.

 

Przez jedne wakacje chodził na osiedlowe, sztuczne już boisko, by trenować tylko lewą nogę. - Gdy używałem tylko niej, szanse podczas gierek z kolegami były wyrównane - mówi piłkarz, któremu m.in. dzięki takiej "zabawie" lewą nogę udało się wypracować. Teraz ta bywa już postrachem, jak pokazuje mecz z Wisłą, bramkarzy ekstraklasowych. Przy okazji jednak świadczy to o sile charakteru. Chcesz o coś walczyć - oddaj się temu. Poświęć czas.

 

Czechy i Polska, czyli niebo a ziemia

 

Zanim wrócił do rodzinnego miasta i dostąpił zaszczytu gry w Gdyńskiej Lidze Szóstek, występował w juniorach MFK Karvina. Skąd wyjazd do Czech w wieku 16 lat? Zaczęło się od kolegi.

 

Aron Formela, dziś nieznany bliżej piłkarskiemu światu były junior Arki, wyjeżdża do Karviny, by kontynuować tam młodzieżową karierę. Po koleżeńsku daje znać Ambrosiewiczowi, który przyjeżdża, by zobaczyć jakie warunki panują w Czechach zimą 2014 roku. Latem wraca już jako piłkarz Karviny.

 

- Siedem naturalnych boisk pełnowymiarowych, dwa sztuczne. To powinno mówić wszystko. Nie da się tych dwóch światów porównać - mówi zapytany o infrastrukturę w Czechach i w Arce. To, co ciężko wyobrazić sobie w Polsce, możliwe jest 3,5 kilometra za naszą południową granicą.

 

- Gdyby nie Czechy nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem. Warunków z Arki czy innych naszych klubów, nawet ich internatów, nie ma co porównywać do tych z Czech. Efekt? Moje dzisiejsze wybieganie i wytrzymałość - tak recenzuje swój wczesny wyjazd za granicę jeden z przedstawicieli zabrzańskiej młodzieżówki.

 

Ciężko byłoby odejść nawet do lepszej drużyny

 

Choć "Ambro" ma dopiero 19 lat, wystąpił w 46 meczach pierwszej drużyny Górnika. Był kluczowym zawodnikiem już w zeszłym sezonie w l lidze. Gdy nikt nie słyszał jeszcze przykładowo o Żurkowskim, na niego Brosz stawiał już regularnie. Doświadczenie zdobyte w tak młodym wieku daje możliwość pierwszych wniosków dotyczących piłkarskiej rzeczywistości.

 

Jakub Komincz: W Zabrzu jest duże "ciśnienie" na Górnik, na stadion przychodzi komplet kibiców, na Śląsku dużo mówi się o waszej drużynie. To wszystko cię pozytywnie nakręca, czy raczej deprymuje i wolałbyś grać - pod względem samej atmosfery wokół pierwszej drużyny i z pełnym szacunkiem dla Piasta - np. w Gliwicach?

 

Maciej Ambrosiewicz: Zdecydowanie nakręca mnie to. Już się trochę przyzwyczailiśmy, bo na l lidze było już 10 czy 15 tysięcy ludzi na stadionie. Z całym szacunkiem, ale teraz gdy jedziemy na mecz z niektórymi mniejszymi klubami, to tego meczu się nie odczuwa. Nam się ciężej gra. Na takich wyjazdach nie wiadomo czy przyjechałeś na Ekstraklasę, czy na ll lub lll ligę. Nawet w tych ligach stadiony bywają czasami lepsze i bardziej wypełnione.

 

Dobrym przykładem jest Łódź i atmosfera na Widzewie.

 

Na przykład. Czasami rozmawiamy z chłopakami, że ciężko byłoby nam odejść nawet do lepszego zespołu, ale gdzie jest mniej kibiców. Grałoby się gorzej, ciężej. Zżyliśmy się z pełnymi trybunami.

 

Jak gra się w zespole, w którym większość stanowi grupa młodych piłkarzy?

 

Ważne jest podejście. Nas nie zadawala 1:0. W każdym meczu widać, że gramy o 3 punkty. Jedziemy na Legię i gramy o pełną pulę, gdzie większość jedzie po remis. Choć nie raz straciliśmy przez to punkty, np. z Koroną. Ogólnie w Polsce młodych dobrych zawodników jest bardzo dużo. Chodzi o to, czy dostają szansę. Nie jeden czy dwa mecze, bo ciężko po nich cokolwiek ocenić, tylko szansę.

 

Najzabawniejsza sytuacja z szatni?

 

Był w sierpniu taki trening, gdzie jeden z nas, nie będę go zdradzał, przyszedł na boisko i zamiast już coś robić, rozgrzewać się, położył się na ziemię. Jakby się opalał. Po prostu leżał. Nagle zdenerwowany trener bramkarzy krzyknął do niego: "Co jest?!", a on: "Niedziela!" (śmiech)

 

Pamiętam też, jak w Pucharze trener zabrał na mecz z Ostródą tych, którzy na co dzień nie grają. Zostałem ja czy Szymon Żurkowski. Zabraliśmy kluczyki do aut zawodników, którzy pojechali, samochody poprzestawialiśmy, a Wojtkowi Pawłowskiemu obkleiliśmy cały samochód kolorowymi naklejkami. Wiadomo - najlepsze auto, to dlatego! (śmiech) Miał trochę roboty gdy wrócił. Ogólnie zabawne sytuacje z szatni to te związane z Wojtkiem. Szkoda, że trafił na taką dyspozycję Tomka Loski, w innym klubie spokojnie grałby w pierwszym składzie.

 

Kogo wskazałbyś jako najlepszego zawodnika ligi, z którym przyszło ci zagrać?

 

Wszyscy mówią Angulo, Carlitos, a ja powiem Rafał Kurzawa.

 

Tak ci się wydaje? Oryginalna opinia.

 

Czy mi się wydaje? Można powiedzieć, że już to wiem. Najlepszy nie na swojej pozycji, tylko ogólnie. Igor strzela, Carlitos strzela, o nich mówi się najwięcej, ale czasami jak strzelisz nawet jedną bramkę to już jesteś gwiazdą. Niepopularna opinia, ale od osoby, która widzi go na co dzień. Możesz się go zapytać, czy mieliśmy jakiś zakład, ale ja tak po prostu uważam.