Poprzednie igrzyska zakończyły się dla nas niesamowitym sukcesem. Po zdobyciu sześciu medali w Vancouver utrzymaliśmy tę średnią również na igrzyskach olimpijskich w Rosji. Przyczynił się do tego mocno Kamil Stoch swoimi złotymi medalami na skoczni, jak również nasi łyżwiarze, na czele ze Zbigniewem Bródką, który zgarnął dwa krążki: złoto indywidualnie i brąz w drużynie - wspólnie z Janem Szymańskim i Konradem Niedźwiedzkim. Kolejny złoty krążek dołożyła Justyna Kowalczyk, a srebro zdobyła sztafeta kobiet w łyżwiarstwie szybkim.

 

W Pjongczangu nasze szanse nie przedstawiają się jednak tak różowo. W biegach Justyna Kowalczyk obecnie znacznie odstaje od światowej czołówki, a nie widać żadnej następczyni. Podobnie sytuacja się ma z naszymi łyżwiarzami, szans upatrujemy jednak w ich drużynowej jeździe. Z kolei w skokach możemy liczyć na medalowe żniwo, nasi zawodnicy szeroką ławą wchodzą do czołowej "dziesiątki" na treningach i w kwalifikacjach.

 

Swoje zdanie na temat szans medalowych Polaków, w czwartkowym wydaniu Studia Pjongczang 2018, przedstawił dziennikarz sportowy i polityk, a także były rzecznik prasowy polskich ekip olimpijskich Andrzej Person.

 

- Miejmy odwagę powiedzieć, że w tym fantastycznym Soczi, zdobyliśmy tych medali trochę ponad stan. Nikt się nie spodziewał, że to się może tak znakomicie ułożyć, najmniej Holendrzy. Obrazili się na śmierć i życie, ale potem im przeszło bo to było takie nieeleganckie, jak oni się zachowywali wobec nas. Jednym słowem: "to se ne vrati". Ale ja w milczeniu, cierpieniu czekałem dużo dłużej... Od Fortuny do 2002 roku. Były trudne momenty w polskich sportach zimowych, więcej było żartów i kpin, niż faktycznie szans medalowych - przyznał.

 

Wypowiedź Andrzeja Persona w załączonym materiale wideo.