Dla Krzysztofa Włodarczyka i Krzysztofa Głowackiego będzie to zapewne łatwy, płatny sparing. Nie powiem, że „Diablo” wygra szybko, bo mieszkający w Niemczech Rosjanin Adam Gadajew (17-14, 8 KO) być może nie padnie od razu, ale trudno sobie wyobrazić, by mógł zagrozić byłemu mistrzowi IBF i WBC w wadze junior ciężkiej i uczestnikowi WBSS (World Boxing Super Series).

Polak sukcesu w tym stojącym na najwyższym poziomie turnieju nie odniósł, w ćwierćfinale został znokautowany przez Murata Gassijewa, który właśnie awansował do finału. I choćby dlatego można zrozumieć powody dlaczego Włodarczyk w Nysie ma za rywala kogoś takiego jak Gadajew.

Ale Głowacki tak ciężkiej próby jak „Diablo” w ostatnim czasie nie miał. Tak naprawdę znaczący pojedynek stoczył półtora roku temu gdańskiej Ergo Arenie. Przegrał wtedy z Ołeksandrem Usykiem i stracił pas WBO. Tamtej porażki nie musi się wstydzić, Ukrainiec jest już w finale WBSS, w którym zmierzy się z Gassijewem. A Głowacki po dwóch kolejnych wygranych z przeciętnymi rywalami jest dziś na pierwszym miejscu rankingu WBC.

Myślę, że takie miejsce zobowiązuje, bo miejmy nadzieję w niedalekiej przyszłości będzie walczył o mistrzostwo świata. Do Usyka na razie należą pasy WBC i WBO, ale jeśli wygra w maju z Gassijewem, to będzie miał wszystkie tytuły.

W Nysie rywalem „Główki” ma być Manroy Sadiki (14-1-1, 6 KO) z Konga, ale nie można wykluczyć, że trzeba będzie szukać zastępstwa, bo pięściarz z Afryki ma problemy wizowe i być może nie uda się ich w porę rozwiązać. Jeśli do tego dojdzie, to ten który go zastąpi raczej nie będzie lepszy. Ciekawe, że pierwotnie miało być odwrotnie: Gadajew dla „Główki, a Sadiki dla „Diablo”. Tylko czy jest jakaś różnica?

Andrzej Wasilewski z KnockOut Promotions odcina się od gali w Nysie, twierdząc że organizuje ją jego wspólnik Piotr Werner, a on nie ma z tym nic wspólnego. Jego zdaniem występ obu byłych mistrzów świata na jednej gali, to nie jest najlepszy pomysł.

Ale widać mają przyciągnąć swoimi nazwiskami widzów i sponsorów. Mistrzowie na wabia, to być może niezły pomysł, gdyby w ślad za tym szli solidni rywale. Na realizację takich pomysłów trzeba jednak mieć kupę pieniędzy, bo w innym wypadku zamiast hitu możemy mieć kit.

Nie wiem, być może nie będzie tak źle i gala się obroni, ale patrząc na bokserskie biografie przeciwników naszych mistrzów, nie wróży to wielkiego widowiska. Chyba, że nie o to chodzi.