Opinii Huli trudno się dziwić. Polacy zaliczają się do światowej czołówki, a z 57 skoczków tylko siedmiu nie zdobyło w czwartek kwalifikacji. Co więcej, jego zdanie jest pochodną słów trenera Stefana Horngachera.

- Trener zawsze nam powtarza, że kwalifikacje to dla nas tylko trening, bo skaczemy na bardzo wysokim poziomie. Podchodzimy więc do nich na luzie - zdradził.

31-latek zajął w nich dziewiąte miejsce i był usatysfakcjonowany.

- Zarówno w serii próbnej, jak i kwalifikacjach nie było szału, ale to były dobre próby - skomentował. Przed walką o olimpijskie medale nie czuje tremy.

- To po prostu kolejne zawody. Zmienia się tylko ich nazwa - podkreślił.

Najsłabiej z biało-czerwonych spisał się w czwartek Maciej Kot. 11. miejsce trudno jednak nazwać złym występem.

- Był to lepszy skok niż środowe na treningu. To pozytywna rzecz, teraz trzeba parę detali poprawić. Warunki były trudne, ale stabilne. Praktycznie cały czas wiało w plecy. Mnie to odpowiada" - powiedział.

To właśnie zmiana kierunku wiatru mogła spowodować, że świetnie skaczący w serii próbnej Norwegowie w kwalifikacjach zaprezentowali się gorzej.

- Coś w tym może być. Gdyby to dokładnie sprawdzić, to pewnie wyszłoby, że na wietrze pod narty więcej zyskują Norwegowie, czy Słoweńcy, którzy są dobrymi lotnikami - ocenił Kot.

Triumfator ubiegłorocznej przedolimpijskiej próby z dnia na dzień robi postępy, ale do soboty pozostało już niewiele czasu, a na skoczni pojawi się dopiero w dzień konkursu.

- Teraz najwięcej mogę zdziałać w głowie, przygotowując jasny plan i nabierając pewności siebie. Na to czasu jest wystarczająco. Po prostu trzeba walczyć, bo można tym dużo zdziałać - podkreślił.

Początek rywalizacji o godzinie 13.35 czasu polskiego. Cztery lata temu w Soczi triumfował Kamil Stoch.