Kombinacja norweska – jedna z dyscyplin narciarstwa klasycznego – jest połączeniem skoków narciarskich i biegu. Jest popularna w Skandynawii, Niemczech, Austrii oraz w Japonii, a zawody światowej czołówki często wzbudzają wielkie emocje.

 

W Polsce, mimo ogromnej popularności skoków, ale również sporego zainteresowania biegami, kombinacja norweska jest od lat zepchnięta na margines. Szkoda, bo w tej dyscyplinie Polacy mają bogate tradycje.

 

Pierwszy medal

 

Historyczny, pierwszy medal zimowych igrzysk dla reprezentacji Polski zdobył właśnie kombinator norweski. Podczas igrzysk w 1956 roku w Cortina d’Ampezzo dokonał tego Franciszek Gąsienica-Groń. Brązowy krążek Polaka był ogromną sensacją. Był pierwszym w historii zawodnikiem spoza Skandynawii, który znalazł się na olimpijskim podium!

 

Franciszek Gąsienica-Groń – pierwszy polski medalista ZIO. / fot. PAP

 

Co ciekawe, Gąsienica-Groń na igrzyska miał w ogóle nie jechać, zabrakło dla niego miejsca w reprezentacji. Tuż przed tą imprezą niespodziewanie wygrał silnie obsadzone zawody w Le Brassus w Szwajcarii i w ostatniej chwili został dokooptowany do kadry.

 

Pierwszy olimpijski skok zupełnie mu nie wyszedł, zajmował ostatnie miejsce, miał jednak szczęście – w myśl obowiązującego wówczas regulaminu do końcowego rezultatu wliczane były dwie z trzech prób. Dwa kolejne skoki były już poprawne i po pierwszej części zawodów zajmował 10. miejsce, jako drugi z Polaków, bo piąty był Aleksander Kowalski.

 

W biegu na 15 kilometrów Gąsienica-Groń zaprezentował się jednak rewelacyjnie. Dobiegł do mety niezwykle wyczerpany i dopiero po dwóch godzinach, po dokładnym zliczeniu punktów dowiedział się, że wywalczył brązowy medal olimpijski. Do drugiego w klasyfikacji Bengta Erikssona ze Szwecji zabrakło mu niewiele – siedem sekund. Norweg Sverre Stenersen wygrał te zawody z wyraźną przewagą.

 

To był największy sukces w karierze Gąsienicy-Gronia. Po pechowym upadku na Wielkiej Krokwi w 1957 roku, nie powrócił już do wysokiej formy. Reprezentantem Polski w kombinacji norweskiej był również jego wnuk Tomasz Pochwała, nie osiągnął on jednak większych sukcesów.

 

Złamana narta

 

Poza sukcesem Gąsienicy-Gronia Polacy jeszcze przynajmniej dwukrotnie mieli ogromne medalowe szanse na igrzyskach. Pierwszą – Bronisław Czech w 1928 roku w Sankt Moritz. W biegu zajął piąte miejsce, ale pechowy upadek w jednym ze skoków zepchnął go na 10. miejsce w końcowej klasyfikacji.

 

Najbardziej wszechstronny zawodnik w historii polskiego narciarstwa, w okresie międzywojennym należał do ścisłej czołówki światowej w dwuboju klasycznym, jednak nigdy nie zdobył medalu wielkiej imprezy. Na ZIO 1932 w Lake Placid był siódmy, na MŚ w 1929 roku w Zakopanem – czwarty...

 

Druga zaprzepaszczona szansa to igrzyska 1968 roku w Grenoble. Józef Gąsienica zajął wówczas ósme miejsce w skokach. W biegu znakomicie wystartował, biegł po medal, jednak przed dziesiątym kilometrem, mijając na wirażu jednego z rywali uderzył nartą o skarpę, łamiąc jej dziób. Legenda głosi, że obecni na trasie radzieccy narciarze nie kwapili się z pożyczeniem mu nart, zrobił to wreszcie austriacki działacz, jednak cenne, ważące o medalu sekundy bezpowrotnie uciekły... Polak ruszył w szaleńczy pościg, wystarczyło to jednak tylko na 6. miejsce.

 

W latach siedemdziesiątych w reprezentacji Polski nadal było kilku zawodników aspirujących do światowej czołówki. Przede wszystkim Stefan Hula (ojciec Stefana – reprezentanta Polski w skokach narciarskich na ZIO Pjongczang 2018) i Jan Legierski.

 

Hula lepiej skakał, Legierski lepiej biegał. Na mistrzostwach świata 1974 w Falun Hula wygrał konkurs skoków, a Legierski osiągnął najlepszy wynik w biegu. Hula zdobył na tych zawodach brązowy medal MŚ, jego kolega z reprezentacji zajął 7. miejsce. Na igrzyskach w Innsbrucku Hula był 5. w skokach, a Legierski 6. w biegu, niestety słabsze konkurencje im nie wyszły i ostatecznie zajęli miejsca w drugiej dziesiątce. Legierski startował jeszcze w 1980 roku w Lake Placid. Znów dobrze pobiegł (2. miejsce), ale wcześniej słabiej skoczył i został sklasyfikowany na dziesiątym miejscu.

 

Później jeszcze tylko Stanisław Ustupski na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych próbował nawiązać walkę ze światową czołówką. W styczniu 1989 roku zajął drugie miejsce w zawodach Pucharu Świata w Breitenwang, przegrał jedynie z Bardem Jorgenem Eldenem. To jedyne podium polskiego kombinatora w historii (rozgrywanego od sezonu 1983/84) Pucharu Świata.

 

Ustupski jeszcze kilkukrotnie plasował się w dziesiątce zawodów PŚ. Największym sukcesem było 8. miejsce na igrzyskach w Albertville w 1992, najlepsze osiągnięte przez reprezentanta Polski na tamtej imprezie. Wystartował jeszcze na ZIO w Lillehammer 1994, a gdy zakończył karierę, dla kombinacji norweskiej w Polsce nastały gorsze czasy.

 

Nowe nadzieje

 

Na kolejnego Polaka w olimpijskiej rywalizacji trzeba było czekać dokładnie 20 lat! Adam Cieślar w Soczi furory nie zrobił, ale już sam fakt powrotu polskiego dwuboisty na olimpijskie areny był wydarzeniem.

 

Mimo sukcesów w skokach i biegach, kombinacja norweska wciąż traktowana jest w naszym kraju po macoszemu przez kibiców, sponsorów i media. Panuje opinia, że jest ubogim krewnym biegów i skoków, a garną się do niej jedynie ci, którzy w tych dyscyplinach nie są w stanie osiągnąć wysokiego poziomu.

 

W ostatnich dwóch sezonach można zaobserwować pewną poprawę. W dużej mierze dzięki zaangażowaniu dyrektora koordynatora PZN Adama Małysza. Warto przypomnieć, że późniejszy mistrz świata w skokach, w początkach swej kariery uprawiał kombinację norweską. Od maja 2017 roku trenerem polskiej kadry jest Niemiec Danny Winkelmann. Sporym sukcesem jest wysłanie na igrzyska do Korei czterech reprezentantów, co pozwoli – po raz pierwszy w historii – na wystawienie drużyny.

 

Adam Cieślar podczas ceremonii ślubowania i wręczenia nominacji na igrzyska Pjongczang 2018 / fot. PAP

 

W  dotychczasowych zawodach sezonu 2017/18 Pucharu Świata Polacy sześciokrotnie zajmowali punktowane miejsca: Kupczak 3x: 13. – Ruka (24 listopada), 28. – Ruka (26 listopada), 30. – Lillehammer (2 grudnia); Słowiok 3x: 26. – Ruka (25 listopada), 28. – Seefeld (27 stycznia), 26. – Seefeld (28 stycznia). 

 

Miejsca w konkursach drużynowych: 10. – Lillehammer (2 grudnia), 8. – Chaux-Neuve (21 stycznia).

 

Skład reprezentacji Polski w kombinacji norweskiej na ZIO Pjongczang 2018:

 

Adam Cieślar (1992 – AZS AWF Katowice); uznawany za najlepszego polskiego zawodnika ostatnich lat, w obecnym sezonie prezentuje się niestety słabo. Przed igrzyskami nie zdołał wywalczyć punktów w zawodach Pucharu Świata; najlepsze – 33. miejsce uzyskał 14 stycznia w Val di Fiemme. A przecież tak niedawno, bo w marcu ubiegłego roku fantastycznie spisał się w zawodach PŚ w Schonach, gdzie zajął najlepsze w karierze 7. miejsce (po skokach był trzeci). Startował na IO 2014 w Soczi: 39. miejsce na normalnej skoczni i 37. miejsce na dużej.

 

Szczepan Kupczak (1992 – AZS AWF Katowice); w poprzednim sezonie głównie leczył kontuzję. Dobrze rozpoczął obecny: na inaugurację, w Ruce koło Kuusamo wywalczył 13. miejsce, najlepsze w swej karierze w PŚ; punktował w trzech z czterech pierwszych zawodów, później było już niestety trochę gorzej. Dobrze skacze, niestety bieganie jest jego słabszą stroną. Debiutant na IO.

 

Wojciech Marusarz (1993 – AZS Zakopane); nominację otrzymał po dobrych występach w grudniowych zawodach Pucharu Kontynentalnego w Steamboat Springs, gdzie trzykrotnie punktował (11., 12. i 14. miejsce). W zawodach Pucharu Świata zadebiutował 20 stycznia w Chaux-Neuve i zajął 43. miejsce. Debiutant na IO.

 

Paweł Słowiok (1992 – AZS AWF Katowice); lepiej spisuje się w biegu, niż na skoczni. W obecnym sezonie trzykrotnie zmieścił się w "30" zawodów Pucharu Świata. Jego najlepszy wynik w PŚ to 17. miejsce wywalczone w Schonach w marcu ubiegłego roku. Debiutant na IO.

 

Trener: Danny Winkelmann (Niemcy), asystent: Piotr Śliwka, serwisant: Bjoern Schneider (Niemcy).

 

Terminarz zawodów w kombinacji norweskiej na ZIO Pjongczang 2018:

 

2018-02-14: skocznia normalna/10 km  – indywidualne (środa, godzina 7.00/ 9.45)

2018-02-20: skocznia duża/10 km – indywidualne (wtorek, godzina 11.00/ 13.45)

2018-02-22: skocznia duża/ 4 x 5 km – drużynowe (czwartek, godzina 8.30/ 11.20).

 

Liderem Pucharu Świata jest Akito Watabe z Japonii, który popisał się ostatnio serią czterech zwycięstw w zawodach Seefeld i Hakubie. Japończyk wyprzedza dwóch Norwegów: Jana Schmida i Jorgena Grabaka, dwie kolejne pozycje zajmują Niemcy Fabian Riessle i Johannes Rydzek. Złote medale w Soczi zdobyli: Eric Frenzel (Niemcy) – normalna skocznia/10 km; Jorgen Grabak (Norwegia) – duża skocznia/10 km; Norwegia – zawody drużynowe.

 

Od 9 do 25 lutego w ramach „otwartego okna” wszyscy abonenci Cyfrowego Polsatu będą mieli nieograniczony dostęp do 3 uruchomionych specjalnie na czas Zimowych Igrzysk Olimpijskich kanałów: Eurosport 3, Eurosport 4 i Eurosport 5, gdzie będzie można oglądać relacje z igrzysk w jakości HD i bez reklam.

 

Kanały dostępne będą na dekoderach Cyfrowego Polsatu pod numerami 222, 223, 224.

 

Dodatkowo zapewnimy polską oprawę komentatorską wydarzenia na tych kanałach, realizowaną przez dziennikarzy i ekspertów Polsatu Sport.