Maciej Turski: Rozpocząłeś już przygotowania. Tylko do czego?

 

Maciej Sulęcki: Na razie trenuję i przygotowuję się pod walkę z Martirosyanem 17 marca. Jest też temat Jacobsa, ale ja trzymam formę. Do czego się przygotowuję? Nie wiem...

 

Miałeś odbyć rozmowę z promotorem Andrzejem Wasilewskim. Doszło już do niej?

 

Spotkaliśmy się, ale konkretów nie było. Zapytał mnie, czy jestem zainteresowany, co jest moim priorytetem. To była bardzo luźna rozmowa, mam nadzieję, że niedługo będę wiedział więcej. Na ten moment walka z Martirosyanem jest priorytetem. Natomiast walka z Jacobsem jest bardzo atrakcyjna, bo to jest wielkie nazwisko, wielka gwiazda w Stanach Zjednoczonych. Mimo że starcie z Martirosyanem będzie eliminatorem, to starcie z Jacobsem również jest atrakcyjnym typem sportowca. Zobaczymy, co będzie. Nie chcę też o tym za wiele słuchać - powiedziałem, że jeśli będą szczegóły, to niech do mnie przyjdą.

 

Ułóżmy to chronologicznie. Jeśli miałbyś walczyć z Martirosyanem, to byłoby to 17 marca. Czasu zostało więc stosunkowo niewiele. Jesteś zainteresowany tak krótkim okresem przygotowawczym, zwłaszcza że zwycięstwo gwarantuje mistrzowską szansę. Czas się kurczy, a podpisu pod kontraktem nie ma...

 

Nie ma nic konkretnego. Do Culcaya wyszedłem z czterotygodniowym wyprzedzeniem. Teraz jestem w treningu trochę dłużej. Czekam na konkretne oferty, bo nie chcę słuchać spekulacji. Czekam na konkrety, a do tego czasu jestem na sali - w innym przypadku nie chcę z nikim rozmawiać.

 

Jeśli chodzi o walkę z Jacobsem, to ma się ona odbyć 28 kwietnia. Miałbyś więcej czasu na przygotowania, a do tego z rywalem znacznie bardziej renomowanym. Zwycięstwo z pewnością otworzy ci drzwi do wielkiej kariery. Jeśli miałbyć wybierać, to na kogo byś się zdecydował?

 

To jest ciężkie pytanie. Biję się z myślami, bo jak robiłem wagę do junior średniej, wypracowałem sobie markę... Walka z Martirosyanem jest bardzo bliska, później ewentualna z Charlo. Staram się wyrzucać to z myśli, czekając na konkrety, ale czasami o tym myślę... I szczerze nie wiem. Jestem gotowy na każdego od kategorii superpółśredniej do superśredniej.

 

Podobno jak zaczynałeś przygodę w USA, to widziałeś Jacobsa, jak tarczuje. Powiedziałeś, że nie umie nawet w tarczę trafić i byś go pozamiatał. Faktycznie doszło do takiej sytuacji?

 

Była taka sytuacja! W Chicago, kiedy boksowałem z Cunninghamem - to był mój debiut w USA. I zobaczyłem, że taki wielki kozak, mistrz świata nie umie bić w tarczę! I do tego jest mniejszy ode mnie, bo zawsze go miałem za kawał chłopa. Byłem zaskoczony, bo jak stanęliśmy obok siebie, to nie był ode mnie masywniejszy, jest do tego niższy ode mnie. Z kolei Andrzej Fonfara mówił, że Gołowkin go zabije, bo on nic nie robi na treningach. Widać, że na sali treningowej nie jest wielkim wirtuozem. Ja patrzę na swoją pracę, inni mogą nawet zrywać worki, a mnie to nie interesuje. Chcę wychodzić, zarabiać kasę, zdobyć tytuł mistrza świata, być najlepszym na świecie i dać radość polskim kibicom, bo polski boks potrzebuje bohatera. Ja chcę być tym bohaterem narodowym.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.