Na pierwszy kluczowy mecz Juventusu w 2018 roku między słupki Starej Damy wrócił Gianluigi Buffon, który posadził na ławkę świetnie się ostatnio spisującego Wojciecha Szczęsnego. Massimiliano Allegri miał jednak bardziej negatywny niż pozytywny ból głowy przed meczem w 1/8 finału LM, bowiem kilku kluczowych graczy musiało usiąść na trybunach ze względu na kontuzje. Na murawie Allianz Stadium zabrakło między innymi Paulo Dybali, Andrei Barzaglego czy Blaise'a Matuidiego, a do boju posłany został między innymi Federico Bernardeschi. W ekipie z północnego Londynu jedynym osłabieniem był brak w kadrze meczowej Toby'ego Alderweirelda, a Mauricio Pochettino nieco zaskoczył zostawiając na ławce Heung-Min Sona.

Prawdziwa piłkarska bomba wybuchła już na boisku w 2. minucie, a gospodarze wyszli na błyskawiczne prowadzenie. Rzut wolny w zaskakujący sposób wykonał Miralem Pjanić, dograł piłkę do zupełnie niepilnowanego Gonzalo Higuaina a "Pipita" trudnym technicznie wolejem trafił do siatki. Dopiero późniejsze powtórki pokazały, że w momencie podania Higuain był na minimalnym spalonym. Argentyńczyk nie powinien mieć więc na koncie żadnego gola... a już w 9. minucie dopisał drugie trafienie do swojego dorobku. Ben Davies nieszczęśliwie faulował na granicy pola karnego Bernardeschiego, a Felix Brych nie wahał się wskazać na jedenasty metr. Karnego skutecznie wykonał Higuain, strzelając swojego czwartego gola w tej edycji LM.

Piłkarze Juventusu zadowoleni z takiego obrotu spraw cofnęli się na własną połowę i wydawało się, że spokojnie będą kontrolowali boiskowe poczynania. Tak było do pewnego momentu, aż goście z Londynu znaleźli patent na rozmontowywanie defensywy z Turynu. Precyzyjne wrzutki lądowały na głowie Kane'a, który w najlepszej sytuacji został jednak zatrzymany przez Buffona. Napastnik reprezentacji Anglii nie pomylił się już jednak w 35. minucie - wykorzystał prostopadłe podanie od Delle Alliego, minął Buffona i zapakował futbolówkę do pustej bramki. W tym momencie wydawało się, że goście pójdą za ciosem... ale zamiast tego mogli "dostać" bramkę do szatni. W szesnastce tym razem Serge Aurier bezmyślnie faulował Diego Costę i do karnego ponownie podszedł Higuain. Tym razem Argentyńczyk z całej siły uderzył jednak w poprzeczkę, sprawiając, że na przerwę 22 piłkarzy schodziło przy rezultacie 2:1.

Juve mogło zakończyć pierwszą połowę z przytupem... a równie dobrze gospodarze mogli podwyższyć prowadzenie tuż po przerwie. Świetny strzał Bernardeschiego z lewej nogi jeszcze lepiej sparował jednak Hugo Lloris. Chwilę później po rzucie rożnym strzelał Mario Mandzukic, ale dobrze ustawiony był francuski bramkarz Kogutów. Dobre interwencje utrzymywały więc przy życiu gości, którzy w 70. minucie doprowadzili do remisu. Z rzutu wolnego uderzał Christian Eriksen, błąd popełnił Buffon, który zrobił niepotrzebny ruch w swoją lewą stronę, nie zdążył wrócić w prawo, gdzie piłkę posłał Duńczyk. Futbolówka zatrzepotała w siatce i tak naprawdę mecz zaczął się od nowa.

Emocje wraz z bramką na 2:2 jednak się skończyły i żadna z drużyn nie chciała zaryzykować pójścia po kolejny skalp. Finalnie Juventus zakończył więc mecz z dwoma straconymi bramkami, co po raz ostatni zdarzyło się piłkarzom z Turynu w listopadzie. Pozostał także niedosyt, że nie udało się utrzymać wyniku, który tak fantastycznie wyglądał po 9 minutach. Tottenham do rewanżu na Wembley 7 marca przystąpi więc z pozycji bardzo delikatnego faworyta.

Juventus - Tottenham 2:2 (2:1)
Bramki: Higuain (2', 9') - Kane (35'), Eriksen (71')

Juventus: Buffon - De Sciglio, Benatia, Cheillini, Alex Sandro, Khedira (66' Bentancur), Pjanic, Bernardeschi, Costa (90+2' Asamoah), Mandzukic (76' Sturaro), Higuain.
Tottenham: Lloris - Aurier, Sanchez, Vertonghen, Davies, Eriksen (90+3' Wanyama), Dier, Dembele, Lamela (89' Lucas), Alli (83' Son), Kane.