Ostatnie lata The Reds to ciągła europejska frustracja, epizodyczne występy w Lidze Europy i porażki z niżej notowanymi rywalami. Zespół Jurgena Kloppa, podobnie jak inne brytyjskie zespoły poradził sobie jednak fantastycznie na inaugurację pucharowej wiosny. Po ważnym remisie Tottenhamu w Turynie z Juventusem 2:2 i demolce Manchesteru City z Basel (4:0), ogromny krok w stronę ćwierćfinału Ligi Mistrzów postawił Liverpool.
 
Wieczór na Estadio do Dragao został zdominowany przez ofensywne trio ekipy z Merseyside. Rozpędzona w ataku machina Kloppa nawiązała do wczorajszego popisu The Cityzens i nakręciła się na tyle, że praktycznie wybiła FC Porto z głowy wiosenne wojaże w Champions League.
 
W 25. minucie wynik otworzył Sadio Mane, który był gdzie trzeba, by zaasekurować zablokowaną akcję Georginio Wijnalduma. Reprezentant Senegalu nie zastanawiał się zbyt długo i uderzył po długim rogu, niepewną interwencją "popisał" się z kolei Jose Sa. Goście poszli za ciosem już kilka minut później, a swój niezwykle okazały dorobek bramkowy z tego sezonu powiększył w akrobatycznym stylu Mohamed Salah.
 
Drugi etap demolki nastąpił po zmianie stron: po doskonałym kontrataku w 53. minucie było 3:0 - Mane dobił do siatki odbity przez bramkarza Porto strzał Firmino. Brazylijczyk drogę do siatki znalazł w 70. minucie, a bezradną ekipę z Portugalii dobił Sadio Mane, kompletując hat-tricka w 85. minucie. 
 
Po okazałym zwycięstwie wyjazdowym Liverpool śmiało możemy więc już dopisać do ósemki ćwierćfinalistów...
 
FC Porto - Liverpool FC 0:5 (0:2)
Bramki: Mane 25, 53, 85, Salah 29, Firmino 70
 

Porto: Jose Sa; Pereira, Reyes, Marcano, Alex Telles; Oliveira, Herrera; Marega, Otavio (Corona 46'), Brahimi (Majeed 62'); Soares (Paciencia 74')

 

Liverpool: Karius; Alexander-Arnold (Gomez 79'), Lovren, Van Dijk, Robertson; Milner, Henderson (Matip 75'), Wijnaldum; Salah, Firmino (Ings 80'), Mane