Nie ma oczywiście nic złego w tym, że działacze Ekstraklasy kombinują. Za to m.in. biorą przecież gigantyczne jak na polskie warunki pieniądze, aby jakoś powiększyć ten tort do podziału z racji sprzedaży praw telewizyjnych. Wolałbym jednak, aby swoją energię spożytkowali na coś innego. Zamiast ciągle przestawiać klocki (to już ósma zmiana systemu rozgrywek od 1996 roku) zastanowili się co zrobić, aby ta liga kreowała coraz większą liczbę młodych polskich zawodników i zablokować napływ zagranicznego szrotu, który w żaden sposób tego „produktu” jakim jest ekstraklasa nie rozwija.
 
To co się obecnie w tej kwestii dzieje to właściwie jest już inwazja. Nieciecza ma 17 obcokrajowców w składzie, Wisła Kraków – 16, Korona – 15, Jagiellonia 12. W Wiśle jest już siedmiu Hiszpanów. W pierwszej kolejce 2018 roku na 176 piłkarzy, w pierwszych składach wybiegło tylko dziesięciu zawodników z rocznika 1997 i młodszych. O jednego więcej niż w jednym tylko meczu ostatniej kolejki ligi holenderskiej Ajax Amsterdam – Twente Enschede
 
Śmiem twierdzić, że wygibasy z dodatkowymi meczami i dzieleniem punktów (taki regulamin obowiązywał przez lata) wręcz zaszkodziły zamiast pomóc. To była liga podwójnego ryzyka. Popatrzmy ilu trenerów straciło pracę. Nikt nie chciał ryzykować wstawiania młodzieży, bo każdy próbował się za wszelką cenę znaleźć się w tej pierwszej ósemce, która gwarantowała jako takie bezpieczeństwo. Polska młodzież została na parę lat zablokowana. A jak już trener pracę tracił to jak mówi „Bobo” Kaczmarek, przyjeżdżał jakiś Hiszpan z postoju taksówek w Madrycie i jeszcze się okazywało, że jest jednym z najlepszych.
 
O czym to świadczy, że gracze tego kalibru, którzy często tam nie mają miejsca nawet w klubach trzecioligowych? No nie tędy droga żeby podwyższyć poziom ekstraklasy. I nie tedy droga, aby podnieść poziom polskiej piłki młodzieżowej.
 
Cała reforma to było założenie, że trzeba więcej grać. Tu nie chodzi jednak o to, aby się więcej narobić i nic nie zrobić. To co się robi dodatkowo musi mieć w sobie jakość. A jak jest bylejakość to co dadzą cztery mecze rozegrane więcej? Czy nawet siedem? Tylko z roku na rok więcej tych przeciętniaków z zagranicy ściąganych w każdym oknie transferowym, wpuszczanym do polskiej ligi. A w oparciu o nich budujemy zespoły, które w Europie nie znaczą dosłownie nic.
 
Problemem polskiej piłki są ludzie z klubów, którzy zarządzają futbolem. Są to ludzie bardzo często przypadkowi,. Amatorzy. Bardziej niż kwalifikacje decydują układy biznesowe. Dyrektorzy sportowi są „sparowani” z trenerami, menedżerami, którzy ściągają zawodników. Tworzą się sitwy, a nie profesjonalne zarządzanie. Nawet jeśli uda się coś doraźnie osiągnąć w lidze to kompletnie nic z tego nie zostaje. Kilka lat temu Piast Gliwice został niespodziewanie wicemistrzem Polski. Co z tego zostało dla polskiej piłki, kto został wykreowany, kto zarobił?
 
Nie łudźmy się już, że przy obecnych tendencjach jakoś samoistnie wydobędziemy się z tego kryzysu. Trzeba się pogodzić z tym, że szczytem marzeń będzie dla nas faza grupowa Ligi Europy. Czyli drugoligowych rozgrywek międzynarodowych, w których niebawem będzie pewnie nawet grywać przedstawiciel Luksemburga. Trzeba dać sobie czas i solidnie popracować na samym dole piramidy. Pozostawienie klubów samym sobie i tłumaczenie, że na wolnym rynku trudno wpływać na organizmy biznesowe to jest chowanie głowy w piasek.
 
Z tym trzeba coś naprawdę zrobić. Może spróbować wprowadzić limity płacowe dla obcokrajowców? Np. żaden z nich nie mógłby zarabiać mniej niż 500 tysięcy złotych, co spowodowałoby, że kluby sięgałyby tylko po przyzwoitych graczy Tak, jasne, że Unia, że swoboda zatrudnienia, że to, że tamto... Ale istnieją przecież niepisane umowy, różne nieformalne ścieżki, lub po prostu trendy, który byłyby w jakiś sposób narzucane, a realizacja ich odpowiednio nagradzana. Opracujmy swoje prawo piłkarskie, które nie będzie kolidowało z prawem Unii Europejskiej. Za to się weźcie panowie z Ekstraklasy SA, z tego się później rozliczajcie!
 
Za chwilę też pojawi się pytanie jak zagospodarować i nie zmarnować talentów dzieciaków, które obecnie pilnie trenują w tysiącach modnych szkółek piłkarskich, powstających jak grzyby po deszczu. Gdzie oni mają grać po ich skończeniu, skoro w polskich klubach wolą ścigać zawodników ze Słowacji, Chorwacji czy Hiszpanii? Czy ktoś ma już w tej kwestii jakiś sensowny pomysł, czy uznajemy, że to tylko wynik fanaberii rodziców, którzy płacą za treningi pociech po 100, 300 złotych miesięcznie, a i tak z nich nic dla polskiej piłki nie będzie?
 
Skauting, szkolenie młodzieży, szkolenie trenerów młodzieży, infrastruktura treningowa. Na to postawmy, bo talentów u nas nigdy nie zabraknie i cała polska piłka będzie mogła z nich żyć, a kluby zarabiać. Nie stać nas na budowanie czegokolwiek trwałego sznytem takim jak w najbogatszych ligach europejskich, gdzie piłkarzy po prostu się kupuje, a niekoniecznie szkoli.
 
Holenderskie kluby, które niby przeżywają teraz kryzys sportowy są w stanie co roku sprzedać zawodników przez siebie wykreowanych za kwoty zbliżające się do stu milionów euro! To jest nasza droga, a nie mieszanie łyżką w zupie i kombinowanie co tu zrobić, aby od telewizji wyciągnąć więcej...