To drugie igrzyska z rzędu, w których chorzowianka osiągnęła najlepszy rezultat z Polek. W Soczi było nim piąte miejsce w biegu ze startu wspólnego, a w Korei Południowej szósta pozycja w rywalizacji indywidualnej. To właśnie dobrą postawą w czwartek wywalczyła sobie prawo występu w biegu masowym.

 

"Cieszyłam się, że mogę wystartować w tym biegu, byłam zmotywowana. Przyznaję jednak, że przed startem poczułam stres. Wiedziałam, że to jest najlepsza trzydziestka i nie ma tu osób przypadkowych. Są same mocne zawodniczki i będzie z kim walczyć" - powiedziała Hojnisz.

 

Polka była jedną z zaledwie dwóch biathlonistek, które ani razu nie spudłowały, jednak biegła zbyt wolno, aby nawiązać walkę z czołówką. Drugą strzelająco na czysto była siódma na mecie Białorusinka Nadieżda Skardino.

 

"Wiedziałam, że muszę się skupić na strzelaniu. Człapać po trasie jednak też nie można, jeśli chce się utrzymać w stawce. Nie da się ukryć, że biegowo było słabiej, bo przy czystym strzelaniu można było oczekiwać lepszego miejsca" - przyznała.

 

Był to ostatni występ biało-czerwonych w rywalizacji indywidualnej w tej dyscyplinie. Wystartują jeszcze tylko we wtorek w sztafecie mieszanej 2x6 + 2x7,5 km oraz w czwartek w sztafecie 4x6 km kobiet.

 

"Zdajemy sobie sprawę, że sztafeta będzie naszym ostatnim startem i naprawdę bardzo nam zależy na dobrym występie. Za taki należałoby uznać najlepszą szóstkę. W przypadku medalu będziemy przeszczęśliwe" - podkreśliła.

 

W sobotę triumfowała reprezentantka Słowacji Anastasiya Kuzmina. Srebro wywalczyła Białorusinka Daria Domraczewa, a brąz - Norweżka Tiril Eckhoff. Hojnisz okazała się lepsza m.in od siedmiokrotnej mistrzyni świata, a w Pjongczangu triumfatorki sprintu i biegu na dochodzenie Laury Dahlmeier. Niemka oddała dwa niecelne strzały, a na trasie była znacznie wolniejsza niż zwykle i zajęła dopiero 16. pozycję.