Panie Lewandowski, w Bundeslidze wszystko jasne, czy teraz tak naprawdę zaczyna się sezon dla Bayernu?

Robert Lewandowski: Sądzę, że tak. W tym roku myśleliśmy tylko o Bundeslidze, był jeden mecz Pucharu Niemiec i zaledwie jeden "angielski tydzień" (W Niemczech tak się mówi, gdy spotkanie rozgrywane jest w środku tygodnia). Nie za dużo, dlatego tym bardziej cieszymy się na Ligę Mistrzów, w której zaczyna się decydująca faza.

Besiktas to optymalny rywal na start fazy pucharowej?

Kto wie? Rzecz jasna chcemy dalej awansować, dlatego tak ważny jest pierwszy mecz u siebie, ponieważ atmosfera w Stambule - jak słyszałem - jest niesamowita. Stąd już w pierwszym spotkaniu musimy pokazać, że jesteśmy lepsi.

Besiktas wygrał grupę z Porto, Lipskiem i Monaco. Turcy mogą zagrozić Bayernowi?

Zimą sprzedali najlepszego napastnika - Cenka Tosuna. Generalnie chętnie atakują skrzydłami, sporo dośrodkowując i są niezwykle groźni w polu karnym. Warto zaznaczyć, że ich balans między defensywą a ofensywą zgadza się. Jednak jeśli my zagramy swoje, to szanse są duże.

Środkowego obrońcę Pepe zna pan ze starć z Realem Madryt. Uchodzi za nieprzyjemnego rywala - może pan to potwierdzić?

Pepe to super gracz! W fazie grupowej udowodnił, że jest szefem defensywy Besiktasu i bardzo pomaga swojej drużynie.

Jest pan zadowolony z bilansu bramkowego w dotychczasowych meczach tej edycji Ligi Mistrzów? Trafił pan do siatki trzy razy...

To jest okay. Jednak zdaję sobie sprawę, że mogę strzelać więcej bramek - przypomnę tylko, że zagrałem w pięciu z sześciu meczów.

W 66 spotkaniach Ligi Mistrzów, w których pan wystąpił, uzyskał pan 43 gole. Czy już w tym sezonie chciałby pan świętować 50 bramkę w Champions League?

Naturalnie to byłoby przepiękne i moglibyśmy się znowu tutaj spotkać, aby stuknąć kieliszkami szampana (rozmowa odbyła się w ekskluzywnym Hotel Vier Jahreszeiten Kempinski w centrum Monachium - "Lewy" zamówił mineralną).

Przed sezonem planuje pan liczę goli w Champions League?

Nie, w Champions League możesz dobrze grać, nawet jak nie strzelasz bramek. Celem numer jeden nie są twoje gole, a awans do następnej rundy. Naturalnie zdaję sobie sprawę z tego, że moje gole w tej drodze mogą pomóc i są dowodem dobrej dyspozycji.

Dla snajpera - takiego jak pan - zwycięstwo smakuje właściwie tylko w przypadku, jak sam wpisze się na listę strzelców?

Jasne. Każdy oczekuje od napastników, aby zdobywał gole. Gdy przychodzi zwycięstwo człowiek jest zadowolony, a jeśli jeszcze sam strzeli, to jest tym bardziej zadowolony. Gole to moja specjalność. Moja profesja, która napawa mnie dumą, jeśli wykonuję ją właściwie.

Na ile snajper może być członkiem teamu, a na ile musi pozostać egoistą?

Zawsze staram się znaleźć najlepsze rozwiązanie. I to wcale nie oznacza, że w dobrej sytuacji sam będę szukał wykończenia. Oczywiście muszę też być egoistą, ale nie na tyle, żeby z premedytacją pomijać moich partnerów. Muszę raczej widzieć sytuacje, których nie dostrzega nikt inny. To ochota na gole, która mnie prowadzi. Nazwałbym to zdrowym egoizmem.

Lionel Messi co 103 minuty strzela gola w Chmapions League, Cristiano Ronaldo co 110 minut, a pan co 129 minut. Czy dla tych indywidualistów i dryblerów nie jest łatwiej, niż klasycznemu napastnikowi, który liczy na dogrania partnerów?

To są  wielcy zawodnicy, ale nie są klasycznymi "dziewiątkami". Środkowy napastnik naprawdę czasami ma ciężko, bo musi grać tyłem do bramki. Musi utrzymać piłkę, dostrzec, co się wydarzy, dopiero po tym, jak się obróci. Na pewno jest łatwiej, jeśli pole gry masz przed sobą...

Czyli środek ataku jest trudniejszy, niż zajęcia Messiego i Cristiano Ronaldo?

Powiedziałbym raczej - to coś innego. Trzeba więcej walczyć, potrzeba więcej siły.

A może Messi i Ronaldo to po prostu więksi egoiści?

Nie, Messi na placu nie jest egoistą, Cristiano też nie. Dodam jednak jeszcze raz - trochę musisz być egoistą, inaczej nie będziesz strzelał goli.

Strzelił pan w 10 spotkaniach eliminacji Mundialu 16 goli - zdobywanie bramek w meczach międzypaństwowych jest łatwiejsze?

Nie sądzę. Mecze reprezentacji są co jakiś czas - jedzie się do Kazachstanu, czy Armenii, gdzie jest inna strefa czasowa. Naprawdę nie jest łatwo, szczególnie, że rywale tworzą zasieki obronne. Musisz dawać z siebie sto procent, inaczej stracisz punkty i ewentualnie zaprzepaścisz awans do finałów mistrzostw świata, czy Europy...

Didi Hamann w najnowszym specjalnym wydaniu "Kickera" - poświęconym rywalizacji w Lidze Mistrzów i Lidze Europy - nazwał pana najlepszą "dziewiątką" świata. Dodał jednak, że musi pan wykazać się regularnością w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Ma rację?

Pytanie - co to znaczy regularność? Przecież strzelałem bramki w 1/8, ćwierćfinale, czy półfinale.

Franck Ribery, Arjen Robben, Manuel Neuer, Arturo Vidal, Rafinha mają 30 i więcej lat... Pan, a także Jerome Boateng i Mats Hummels w tym roku będą obchodzić 30 urodziny. Bayern w tym składzie personalnym ma ostatnią szansę na wygraną Ligi Mistrzów?

W piłce wiek 29-33 to perfekcyjny czas. Mamy wielu graczy w tym wieku i każdy z nas może zaprezentować najwyższą dyspozycję. Nasza pozycja wyjściowa jest dobra, a teraz wszystko zależy od tego, co zaprezentujemy.

Ribery i Robben mają już po 34 lata...

Wiem, ale ciągle stać ich, aby pokazać kapitalny futbol...

Wiele razy mówił pan, że koniecznie chce wygrać Ligę Mistrzów. Nie obawia się pan, że ucieka panu czas, jeśli chodzi o to marzenie...

Nie myślę o tym - nawet jeśli nie wygram tego trofeum, pozostanę tym samym graczem. Staram się za każdym razem dać z siebie wszystko. Z Dortmundem byłem w finale, z Bayernem dwa razy w półfinale, a raz w ćwierćfinale. Do tego wygrałem pięć razy mistrzostwo Niemiec i dwa razy Puchar Niemiec. Champions League jest czymś szczególnym, ale nie chcę dodawać presji. Jeśli jesteś na tyle mocny,  aby wygrać ten puchar, to przyjdzie taki czas...

Myśli pan? Przy szalonych inwestycjach w Anglii, czy Paryżu? Wygrana Bayernu w tym roku nie stanowiłaby sensacji?

To nie byłaby sensacja. W przyszłości jednak może stać się to trudniejsze. Dostrzegam to, co dzieje się w innych ligach. Bundesliga musi uważać, aby zachować cztery miejsca w Lidze Mistrzów. Byłoby dobrze, aby jakiś trzeci zespół stale coś osiągał w Lidze Mistrzów - obok Bayernu i Borussii.

 


Jest pan - po Gerdzie Muellerze - dopiero drugim zawodnikiem w historii Bundesligi, który dwa razy z rzędu osiągnął granicę 30 bramek. Czy to coś dla pana znaczy?

W Bundeslidze są cztery spotkania mniej niż w Anglii, Hiszpanii, czy we Włoszech. To dużo - przecież w tych czterech meczach można strzelić 4, 6, a nawet 8 goli więcej. 30 bramek w sezonie to wspaniałe osiągnięcie, szczególnie, że 2-3 razy w sezonie człowiek pauzuje. Byłoby wspaniale, gdyby i w tym roku udało mi się osiągnąć liczbę 30 goli.

Gerd Mueller pięć razy strzelił co najmniej 30 goli. Czy piłkarz o pańskiej klasie nie może zaatakować rekordu Muellera - 40 goli, co udało mu się w sezonie 1971/72?

We współczesnym futbolu to niemal niemożliwe, czy zdobyć 40 bramek w jednym sezonie Bundesligi.

Dlaczego?

Ponieważ gra się generalnie więcej spotkań. W Bundeslidze musiałbyś zagrać 34 razy i za każdym razem co najmniej raz trafić do siatki. Ba, potrzebujesz 6 bramek więcej... A przecież gdy zaczyna się faza pucharowa Ligi Mistrzów albo są mecze reprezentacji, musisz oszczędzać energię.

Gracz pańskiej klasy chciałby założyć koszulkę Realu, jeśli pojawi się taka szansa?

Jeśli ja - zawodnik Bayernu - teraz będą rozmyślał o spekulacjach dotyczących Realu, to nie będzie dobre dla mnie. Ponieważ nie będę się mógł skoncentrować na zadaniach, które mnie czekają. Jestem zawodnikiem Bayernu i tutaj chcę dać z siebie wszystko. To znajduje się na pierwszym planie.

Gdyby nie wygrał pan Ligi Mistrzów, to dobrą rekompensatą byłoby wygranie mistrzostwa świata z Polską -  tego lata...

Jeśli wygram z Polską mistrzostwo świata, to już nic nie będę musiał... (śmiech).

We wrześniu 2017 roku - w rozmowie z "Der Spiegel" - skrytykował pan politykę transferową Bayernu. Czy pańskie poglądy były dyskutowane z szefami Bayernu?

Rzecz jasna wymieniliśmy poglądy - zawsze mówię, to co myślę. Wydaje mi się, że to właściwie, aby klub zdawał sobie sprawę z tego, co myślą jego piłkarze...

W tym wywiadzie powiedział pan również - na pytanie o ważny kontrakt z Bayernem do 2021 roku - że lojalność w zawodowym sporcie to romantyczne wyobrażenie, a liczy się przede wszystkim sukces i kasa na transfery. Jak pan dziś widzi swoją tezę?

Weźmy taki przykład - Bayern nie wygrywa Ligi Mistrzów, a wtedy każdy mówi, że to nie był dobry sezon. Nikt nie mówi - oh, jesteś super, wszystko w porządku! Liczy się tylko jedno - czego zabrakło do wygrania Champions League? I wtedy romantyzm dla gracza także się nie liczy.

Sezon bez zwycięstwa w Lidze Mistrzów również może być dobry?

Wiele zależy od tego, jak daleko zajdziemy w tych rozgrywkach i jak będzie przebiegała rywalizacja. W tym momencie naszą ambicją jest wygrać wszystko.