Efektownie wygląda też klasyfikacja strzelców goli w XXI wieku dla klubów i dla reprezentacji. RL9 na pozycji 11-stej z 352 golami (prowadzi Cristiano Ronaldo – 634). A polskie podwórko? 51 bramek. Najwięcej w historii reprezentacji. Już przed Włodzimierzem Lubańskim, Grzegorzem Lato, Kazimierzem Deyną. Na nim stoi cały polski futbol przynajmniej od czterech lat i nie ma co do tego wątpliwości, że gdyby nie Robert nie byłoby naszych awansów na mistrzostwa świata w Rosji i wcześniej na mistrzostwa Europy we Francji. Nasze uwielbienie dla niego jest jak najbardziej uzasadnione i trzeba być niespełna rozumu, aby czepiać się gracza, który jest dla polskiego futbolu jak kura znosząca złote jaja.
 
W roku, w którym minie dziesięć lat od kiedy Lewandowski zadebiutował w reprezentacji Polski w meczu z San Marino i jednocześnie odbędą się mistrzostwa świata w Rosji, w tym całym zalewie kapitalnych informacji o liczbach naszego asa wspomnieć o najważniejszych rozgrywkach, w których bilans „Lewego” wynosi zero. Roberta podziwia cały świat, ale on jeszcze nigdy nie zagrał na mundialu (na dwóch turniejach Euro zdobył dwie bramki).
 
Liczba polskich goli na mistrzostwach świata? Grzegorz Lato 10, Andrzej Szarmach 7, Zbigniew Boniek – 6, Kazimierz Deyna i Ernest Wilimowski po 4...
 
To właśnie w Rosji leży klucz do tego, aby dywagacje o tym kto jest najlepszym polskim piłkarzem w historii i spory kibiców porównujących osiągnięcia dawnych graczy z reprezentacji Górskiego, Gmocha czy Piechniczka z obecnymi straciły sens. Jeśli Robert doda do tego co już ma jeszcze to co było ich udziałem (medal?, tytuł króla strzelców?) nie będzie dyskusji.