Michael Matt zajął dopiero 12. miejsce w pierwszym przejeździe olimpijskiej rywalizacji slalomistów, ale w drugim spisał się bardzo dobrze, wykorzystał fakt, że zawodów nie ukończyło w sumie 54 ze 106 uczestników, m.in. prowadzący na półmetku Norweg Henrik Kristoffersen, i awansował na najniższy stopień podium.

- Mario dzwonił do mnie po pierwszym przejeździe. To nigdy nie jest dobry znak, bo to zdarza się tylko wtedy, kiedy byłem za wolny - powiedział po zakończeniu zawodów 24-letni narciarz.

Andreas, srebrny medalista w narciarstwie dowolnym, jest od niego o 11 lat starszy, a Mario ma 38 lat.

Michael pokonał drugi przejazd najszybciej ze wszystkich, a potem czekał na mecie na występy innych zawodników.

- To wyczekiwanie, to było chyba najbardziej szalone uczucie, jakie kiedykolwiek miałem. Nie mogłem nawet patrzeć, jak inni jadą. Kiedy byłem trzeci i na starcie stanął Kristoffersen, pomyślałem: no to tyle. Bo Henrik jeździ szybko i bezpiecznie. Więc złapałem plecak i przypatrywałem się, jak zjeżdża. Na górze miał upadek, poszczęściło mi się - relacjonował.

Jeszcze przed rozpoczęciem igrzysk w Korei Południowej Mario Matt był najstarszym złotym medalistą olimpijskim w narciarstwie alpejskim. Rekord odebrał mu w ubiegły czwartek triumfator zjazdu w Pjongczangu Norweg Aksel Lund Svindal, urodzony 26 grudnia 1982 roku. Zwycięzca slalomu Szwed Andre Myhrer jest od Norwega młodszy o kilkanaście dni.

- Rodzinna kolekcja jest kompletna. To wspaniałe - skomentował Michael.

Kristoffersen, który miał ogromną szansę na pierwszy złoty medal olimpijski w karierze, nie był szczególnie rozczarowany. Na półmetku miał 0,21 s przewagi nad Myhrerem, ale w drugiej próbie dość szybko stracił kontrolę nad nartami i wypadł z trasy.

- Zawsze lepiej jest czegoś spróbować, nawet jeśli nie wyjdzie, niż nie próbować w ogóle. Żeby wygrać, trzeba ryzykować i takie rzeczy się zdarzają w slalomie - powiedział brązowy medalista olimpijski tej konkurencji sprzed czterech lat.

23-letni Norweg w ostatnich dniach zmagał się z przeziębieniem, a przed startem w czwartek wymiotował. Jak twierdzi, taka reakcja jest dla niego jednak dość normalna. Kristoffersen przyznał, że czerpie motywację z wygranej 35-letniego Myhrera.

- Przede mną jeszcze dwie albo trzy olimpiady i szanse na zdobycie złotego medalu. Jak się pozbieram po dzisiejszym dniu? Już to zrobiłem - stwierdził.

Slalom przyniósł niespodzianki na igrzyskach w Pjongczangu. W piątek dopiero czwarta była Amerykanka Mikaela Shiffrin, zdecydowana liderka klasyfikacji tej konkurencji i całego Pucharu Świata, natomiast w czwartkowej rywalizacji mężczyzn bez medalu pozostał też najlepszy w cyklu Marcel Hirscher. Austriak nie ukończył pierwszego przejazdu i nie wykazał się już takim opanowaniem jak jego największy rywal Kristoffersen, choć z dziennikarzami rozmawiał z uśmiechem.

- Oczywiście, że jestem rozczarowany. Ale jeszcze przed startem miałem złe przeczucia. Sytuacja już wtedy była g...na. Śnieg był kopiasty, nie mogłem się rozpędzić ani znaleźć sposobu na czystą i płynną jazdę. Nie radzę sobie na takim śniegu. W takich warunkach im jeździsz łagodniej, tym lepiej, a mój styl jest siłowy - tłumaczył zdobywca Pucharu Świata w sześciu ostatnich sezonach.

Dodał jednak, że już na treningach czuł, że będzie mu trudno, więc obniżył oczekiwania.

- Skoro miałem już dwa dni na zaakceptowanie, że nie mam szans, że nic się nie zmieni, to tyle czasu wystarczy, by się z tym pogodzić. Zrobiłem wszystko najlepiej jak umiem - zapewnił Hirscher, który i tak wróci do domu z dwoma złotymi medalami: w gigancie i w kombinacji.

W marcu Austriak powalczy o utrzymanie prowadzenia w PŚ, a co za tym idzie o siódmą z rzędu Kryształową Kulę.

- To były wspaniałe, idealne igrzyska. Mam nadzieję, że są jeszcze jakieś wolne miejsca w samolocie, bo teraz jadę do domu. To miał być mój ostatni występ na olimpiadzie, ale teraz nie jestem pewien. Potrzebuję złotego medalu w slalomie! - powiedział z uśmiechem, po czym dodał: - Nie, to tylko żart. Zobaczymy za cztery lata.

Ostatni raz Hirscher nie ukończył slalomu więcej niż dwa lata temu. Później 21 razy z rzędu dojeżdżał do mety, najczęściej na czołowych lokatach.