Przemysław Iwańczyk: W Polsce mamy trzy sportowe szkoły w Polsce: skoków, młota i bramkarzy. Te środowiska należy pielęgnować i moim zdaniem także Ministerstwo Sportu i Turystyki powinno "stanąć na rzęsach", aby zatrzymać Stefana Horngachera. On mówi wprost, że chciałby mieć gwarancję, że federacja będzie pracować pod każdym względem, również technologicznym, nad rozwojem polskich skoczków.

 

Jarosław Stawiarski: To powinno być chyba oczywiste, gdyż po takich sukcesach Polaków w tej dyscyplinie zwyczajnie nie może być inaczej...

 

Tylko z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę, że prawdopodobnie Austriacy, Skandynawowie, Finowie czy Niemcy byliby w stanie położyć na stole więcej niż Polski Związek Narciarski.

 

Ciężko jednoznacznie to stwierdzić... Mają panowie świadomość, że Heinz Kuttin prowadzi teraz otwartą wojnę z częścią skoczków austriackich i wspiera go w niej prezes ichniejszej federacji. Kuttin był u nas i się nie sprawdził. Każdemu trenerowi potrzebna jest na pewno atmosfera w drużynie, utalentowani zawodnicy a także infrastruktura. W tym ostatnim aspekcie poczyniliśmy znaczne postępy. Wielka Krokiew została wyremontowana, dysponujemy najwyższej jakości najazdami lodowymi, bula jest po przebudowie, a i obiekt w Wiśle spełnia wszelkie wymogi.

 

Teraz jest dla nas niesamowicie ważne, aby inwestować w system małych skoczni, na których mogliby szkolić się przyszli reprezentanci Polski, czyli następcy Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Stefana Huli, Macieja Kota i Piotra Żyły. Przed nami remont małych i średnich obiektów, dofinansowujemy budowę w Chochołowie, koło Zakopanego, dwóch skoczni (K16 i K31). Mogę zapewnić, że stwarzamy świetne warunki dla naszych reprezentantów.

 

Cała rozmowa ekspertów w Studiu Pjongczang w załączonym materiale wideo.