Zbigniew Bródka do Pjongczangu jechał jako mistrz olimpijski z Soczi, jednak w Korei Południowej nawet nie zbliżył się do rezultatu sprzed czterech lat. Wówczas w tej dyscyplinie wywalczyliśmy aż trzy medale: złoty Bródki na 1500 m mężczyzn, srebrny w biegu drużynowym kobiet - Natalia Czerwonka, Katarzyna Bachleda-Curuś, Katarzyna Woźniak, Luiza Złotkowska oraz brązowy w biegu drużynowym mężczyzn - Bródka, Konrad Niedźwiedzki, Jan Szymański. 
 
Najlepszy wśród polskich panczenistów na dystansie 1500 m w Korei Płd. zajął w olimpijskim wyścigu dwunaste miejsce z czasem 1.46,31. Złoto wywalczył Kjeld Nuis, a srebro Patrick Roest. Tuż przed Bródką - na 11. pozycji - znalazł się Holender Koen Verweij, który przed czterema laty przegrał z Polakiem walkę o złoty medal o 0,004 s.
 
Tuż po lądowaniu na warszawskim Okęciu chorąży polskiej reprezentacji przyznał, że nie ma się czego wstydzić. "Jestem bardzo zadowolony, chociaż niedosyt pozostaje, ponieważ nie przywiozłem medalu tak jak z Soczi... Dałem z siebie jednak wszystko i jestem szczęśliwy, że mogłem godnie reprezentować nasz kraj" - podsumował Bródka.
 
Wrażenia nie zrobił na nim inny kontynent, bowiem w zeszłym roku występował tam podczas mistrzostw świata. "Było trochę więcej czasu żeby pozwiedzać. Jednakże na igrzyskach jest się po to, aby startować i walczyć o medale".
 
Czy był to wynik na miarę oczekiwań? "Na miarę moich możliwości na ten czas, dlatego jestem z niego zadowolony, ale niedosyt niestety pozostaje".
 
Krótka rozmowa ze Zbigniewem Bródką w załączonym materiale wideo.