Ludovic Obraniak rok temu wylądował w II-ligowym AJ Auxerre, klubie szczególnym dla wielu polskich piłkarzy, borykającym się z różnego rodzaju problemami. Rok temu, klub, który jeszcze przecież nie tak dawno grał w Lidze Mistrzów, o mało nie spadł do III ligi. Damien Perquis zaktowiczył natomiast w II-ligowym zespole korsykańskim Gazelec Ajaccio.

 

Każdy z nich przeżywa obecnie trudne chwile, bo obaj nie zawsze znajdują uznanie swoich trenerów i częściej siadają na ławce rezerwowych niż trafiają do etatowych jedenastek. W Auxerre badzo liczono na Ludovica Obraniaka, kiedy po zdobyciu w 2016 roku Pucharu Izraela z Maccabi Hajfa, postanowił wrócić do Francji. Trudno powiedzieć czy się jeszcze odnajdzie. Coś się w nim zacięło, może ma słaby charakter, bo jak inaczej wytłumaczyć jego regres?

Kiedy aspirował do biało-czerwonej koszuli, był doceniany we Francji. Z FC Metz zdobył tytuł mistrza Francji juniorów, później przyszły tytuły z Lille. W 2011 roku zdobył tytuł mistrza Francji, rok później Puchar Francji. Po transferze do Bordeaux zdobył kolejny tytuł, tym razem Puchar Francji. Był naprawdę doceniany nad Sekwaną, miał świetne uderzenie z lewej nogi, często przesądzał o losach meczu. Za niemałe pieniądze przeszedł do Werderu Brema, ale jakoś się tam nie zadomowił.

Również w tureckim Rizesporze jakoś mu nie poszło, trafił do Maccabi Hajfa. Po wyeliminowaniu klubu z Ligą Europy zerwał umowę za porozumieniem stron. Te wszystkie zbyt pochopnie podejmowane decyzje świadczą o braku stabilności. Nie żałuję, że kiedyś pomogłem mu w otrzymaniu polskiego obywatelstwa, bo po prostu na to zasługiwał. Rozegrał dla Polski 34 mecze strzelając sześć bramek. Wydaje mi się, że miał kilka udanych występów, może nie aż tyle na ile mogliby liczyć kibice. Często polskie media nie pozostawiały na Ludovicu suchej nitki. Z trudem znosił tę sytuację. Trudności językowe i introwersja spowodowały, że rzadko grał na poziomie do którego był predestynowany. Historia oceni jego reprezentacyjną karierę, ale nie była ona taka zła.

Damien Perquis nie zdobył tylu tytułów, co Obraniak. Podczas gry w Ligue 1 miał jednak udane okresy. Karierę zaczynał w Troyes, skąd trafił do Saint-Etienne, później przeniósł się do Sochaux. W sezonie 2010/2011 z pięcioma bramkami był naskuteczniejszym wśród obrońców Ligue 1. Podczas gry w Sochaux starał się i otrzymał polskie obywatelstwo. Podczas Euro 2012 rozegrał wszystkie trzy mecze w reprezentacji prowadzonej przez Franciszka Smudę.

"Biało-Czerwoni" sprawili w tym turnieju wielki zawód, jednak Perquis był jednym z jaśniejszych punktów reprezentacji. Często borykał się z kontuzjami przez co wystąpił w polskej reprezentacji 14 razy strzelając gola Słowacji. Później odnalazł się w Betisie Sewilia, spadł z La Liga, aby rok później zdobyć jedyny tytuł w karierze: zwycięstwo w II lidze hiszpańskiej Segunda Division. Tak jak jego kolega z reprezenacji Ludovic Obraniak lubił podróżować po świecie. Z Sewilli przeniósł się do Toronto FC. Rok później trafiła się propozycja z Nottingham Forest. Tam też nie szło mu najlepiej.

Dzisiaj kariera obu polskich reprezentantów powoli zbliża się do końca. Obecny okres jest dla nich obu bardzo trudny. Tylko oni są w stanie powiedzieć czy są zadowoleni ze swojej przygody z piłką. Jeśli idzie o ich mecze w reprezentacji Polski, pozostanie pewien niedosyt, bo wiązano z ich grą wielkie nadzieje.