Żyła od początku startów w Pjongczangu wydawał się najsłabszym ogniwem drużyny Horngachera i został przez austriackiego szkoleniowca odsunięty od konkursów. "Wiewiór" wziął jednak to "na klatę" i nakręcał swoich kolegów do lepszych skoków.
 
Wielkim hitem internetu stało się zagranie polskiego hymnu na gitarze po złotym medalu Kamila Stocha. Dwa dni później Biało-Czerwoni w składzie Stoch, Kubacki, Hula i Kot zdobyli brązowy medal drużynowy i do Polski wrócili jako bohaterowie.
 
- Miałem dość dużo wolnego czasu i zdążyłem się przygotować. Trochę mi się zeszło, ale mamy w miarę prosty hymn do grania na gitarze, więc jestem bardzo zadowolony - powiedział Żyła po powrocie z Pjongczang na lotnisku im. Fryderyka Chopina na Okęciu.
 
Horngacher nie zapomina jednak wkładu 31-latka w sukces sportowy. Był on dobrym duchem zespołu i mimo ciężkiej roli "odrzuconego" w Pjongczangu stanowił ważną część naszej kadry.
"Chciałbym podziękować Piotrowi, który ze względu na okoliczności nie znalazł się w najbardziej komfortowej sytuacji podczas igrzysk olimpijskich. Był jednak niezwykle ważny dla naszego zespołu, pomagał nam w każdym aspekcie. Żałuję, że na jego szyi nie wisi medal, bo należy się również jemu... On wciąż jest ważnym członkiem naszej reprezentacji".